Za jednego Honkera wojsko płaci 140 tysięcy złotych, co wzbudza wiele emocji. - Ten samochód nie jest tyle wart, za ile jest sprzedawany - mówi Mateusz Multarzyński z "Nowej Techniki Wojskowej".
- Pytanie, czy w ogóle kupowanie Honkera w ramach modernizacji technicznej sił zbrojnych, to jest tak naprawdę modernizacja. Nigdy nie doczekał się pełnego dopracowania, ani też nie został porządnie zmodernizowany - dodaje.
Pojazd ma stare elementy, jak klamki od... malucha, czy kierownicę od poloneza. - To nie zmienia jego walorów użytkowych. Pojazd jest naprawdę najlepszy w tej klasie, jest obszerny, bardzo duży. Wygodny - zapewnia Zbigniew Tadeusz Tymiński, prezes Fabryki Samochodów w Lublinie.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Żołnierze, którzy przejechali nim tysiące kilometrów o luksusach nie marzą, tylko o niezawodności. Narzekają, że zimą ciężko go odpalić.
Bo wszystkie nie są
- On nie jest tani, bo wszystkie samochody terenowe nie są tanie. Ale biorąc pod uwagę jego parametry trakcyjne, mobilność w terenie, a także gabaryty zewnętrzne, jest to auto za dobrą cenę w bardzo dobrej jakości - twierdzi Kazimierz Rogala, dyrektor handlowy lubelskiej fabryki.
Firma tłumaczy, że przy produkcji masowej cena auta mogłaby spaść nawet o kilkadziesiąt procent. Tej nie ma, ale i tak państwo ponoć tylko zyskuje.
- 140 techników posiada pracę. Przez 30 miesięcy polski rząd zaoszczędził na tak zwanej kuroniówce trzy i pół miliona złotych - wylicza Tymiński.
Źródło: tvn24