Poprzedni rekordowo niski poziom odnotowano zaledwie miesiąc temu, co oznacza, że nastroje są obecnie gorsze niż podczas Wielkiej Recesji, pandemii czy późniejszego skoku inflacji. Wśród przyczyn tak niskiego wyniku w pierwszej kolejności wymieniana jest przeciągająca sie wojna z Iranem, która utrzymuje ceny energii na bardzo wysokim poziomie.
"Około jedna trzecia konsumentów spontanicznie wymieniła ceny benzyny, a około 30 proc. wspomniało o cłach" - przekazała w komunikacie Joanne Hsu, dyrektor badania. "Podsumowując, konsumenci wciąż czują się przytłoczeni presją kosztową, na której czele stoją drastycznie rosnące ceny na stacjach paliw".
Rola cen paliw
Hsu dodała, że wydarzenia na Bliskim Wschodzie raczej nie przełożą się na poprawę nastrojów, dopóki zakłócenia w dostawach nie zostaną w pełni rozwiązane, a ceny energii nie spadną.
Ceny paliw mają kluczowy wpływ na to, jak ludzie postrzegają gospodarkę, a krajowa średnia cena za galon benzyny od tygodni utrzymuje się powyżej 4 dolarów. Wynika to z faktu, że światowe ceny energii pozostają wysokie z powodu trwającego zamknięcia cieśniny Ormuz - kluczowego szlaku wodnego, przez który przepływa 20 proc. światowej ropy oraz szereg innych surowców.
"W ostrym kontraście do inwestorów, konsumenci czują się obecnie fatalnie. Trudno dostrzec ścieżkę do odbicia nastrojów, przynajmniej dopóki ceny benzyny nie zaczną trwale spadać" - napisał w piątkowej notatce analitycznej Oren Klachkin, ekonomista ds. rynków finansowych w Nationwide.
Wpływ złych nastrojów na gospodarkę
Mimo to, rekordowo niskie nastroje prawdopodobnie nie przełożą się na gwałtowne ograniczenie wydatków konsumenckich, które odpowiadają za około dwie trzecie amerykańskiej gospodarki. Okresy pogorszenia nastrojów w ostatnich latach nie wywoływały osłabienia wydatków - tak było w 2022 roku, gdy inflacja osiągnęła najwyższy poziom od 40 lat, oraz w zeszłym roku, gdy prezydent Donald Trump ogłosił wprowadzenie szerokich ceł - przypomina CNN.
Kluczowym powodem, dla którego Amerykanie nie ograniczyli wydatków, mimo złego samopoczucia ekonomicznego, jest odporność amerykańskiego rynku pracy. Choć tempo zatrudniania spadło w porównaniu do okresu po pandemii, liczba zwolnień nie wzrosła ponad normę, co pozwoliło utrzymać stopę bezrobocia w ryzach. Nowe dane o zatrudnieniu opublikowane w piątek pokazały, że stopa bezrobocia w kwietniu utrzymała się na poziomie 4,3 proc., a pracodawcy utworzyli 115 tys. nowych miejsc pracy. Jest to wynik lepszy od oczekiwań.
Mimo że Amerykanie zachowują pracę, która pozwala im na wydawanie pieniędzy, prawdopodobnie zmieniają swoje zachowania zakupowe. Przede wszystkim wymuszają to wyższe ceny paliw, które pochłaniają większą część ich wynagrodzeń, a cła Trumpa podnoszą ceny niektórych towarów.
Wzrost obaw o ceny
Wskaźnik "Bieżącej Sytuacji Ekonomicznej" w badaniu Michigan spadł na początku maja o 9 proc., osiągając poziom 47,8 pkt. Według komunikatu wynika to z "gwałtownego wzrostu obaw o wysokie ceny, wpływających zarówno na finanse osobiste, jak i na ocenę warunków do dokonywania większych zakupów".
Zjawisko to już uderza w niektóre firmy: Whirlpool, gigant branży AGD, odnotował w wynikach za pierwszy kwartał zyski niższe od szacunków analityków. Po publikacji raportu akcje spółki spadły nawet o 20 proc. W wywiadzie dla Yahoo Finance dyrektor finansowa Whirlpool, Roxanne Warner, stwierdziła, że popyt na sprzęt gospodarstwa domowego "spadł do poziomów recesyjnych", wskazując niskie nastroje konsumentów jako główną przyczynę.
- Branża skurczyła się o około 7,4 proc. Po raz ostatni takie poziomy widzieliśmy podczas wielkiego kryzysu finansowego - podsumowała.