Dopalaczowe manko na policji?

Policja źle policzyła dopalacze?
Policja źle policzyła dopalacze?
Źródło: TVN24
Prokuratura w Łodzi wszczęła we wtorek śledztwo, które ma wyjaśnić, czy z magazynu tamtejszej policji zniknęło ok. 4 tys. opakowań dopalaczy wartych 60 tys. zł. Zdaniem policji mogło dojść do pomyłek podczas spisywania liczby zabezpieczonych specyfików, gdyż innych jest w magazynie więcej, niż w dokumentach.

Chodzi o dopalacze zabezpieczone w październiku ub. roku podczas ogólnopolskiej akcji zamykania, na mocy decyzji GIS, sklepów i hurtowni sprzedających te specyfiki. Policja zabezpieczyła wówczas towary, m.in. w sklepach i magazynach należących do tzw. króla dopalaczy Dawida Bratko. Został on zatrzymany, gdy otworzył zamknięty i zaplombowany wcześniej przez Sanepid jeden ze swoich sklepów w centrum Łodzi i zaczął sprzedaż.

Mniej więcej

Według "Expressu Ilustrowanego" z policyjnego magazynu w Łodzi zginęło ponad 4 tys. opakowań dopalaczy skonfiskowanych Bratce. Zdaniem gazety, ich wartość szacuje się na 60 tys. złotych. Sprawa wyszła na jaw w grudniu ub. roku po oględzinach zabezpieczonych dopalaczy. Okazało się wtedy, że spośród 17 tys. sztuk jednego z rodzajów dopalaczy (taka ilość była podana w dokumentacji) brakuje 4,2 tys. opakowań. Według gazety w niewyjaśniony sposób zwiększyła się natomiast liczba innych dopalaczy.

Policja zawiadomiła w tej sprawie prokuraturę, bo nie udało się ustalić przyczyny tych rozbieżności.

Niepoliczalne

Prokuratura Okręgowa Łodzi zdecydowała we wtorek o wszczęciu śledztwa w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy policji, które poprowadzi Prokuratura Rejonowa w Łęczycy. - Badana będzie prawidłowość zabezpieczenia odebranych dowodów rzeczowych i sposób ich liczenia, bo na razie nie wiemy, jakie są przyczyny tych rozbieżności. Na obecnym etapie formułowanie tezy o kradzieży dopalaczy jest jednak przedwczesne - powiedział rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania.

Rzeczniczka łódzkiej policji podinsp. Magdalena Zielińska potwierdziła, że są niezgodności w ilości zabezpieczonych dopalaczy - niektórych specyfików jest mniej niż wynika z dokumentacji, a innych - więcej. - Obecnie trudno wyrokować dlaczego i myślę, że krzywdzącym jest powiedzenie, że coś zostało ukradzione. Najprawdopodobniej są to rozbieżności wynikające z zapisów ilościowych co do poszczególnych nazw produktów. W dalszym ciągu skrupulatnie je przeliczamy i wyjaśniamy tę sprawę - zaznaczyła rzeczniczka policji.

Formalny koniec dopalaczy

Na podstawie decyzji GIS, wydanej 2 października, sanepid w asyście policji zamknął 1378 sklepów oferujących dopalacze. W ocenie służb sanitarnych, te produkty stanowiły zagrożenie dla zdrowia i życia.

Pod koniec listopada weszła w życie nowela ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, która zakazuje produkcji i wprowadzania do obrotu produktów, które mogą być używane jak środki odurzające lub substancje psychotropowe, czyli np. dopalaczy.

Źródło: PAP, TVN24

Czytaj także: