Będziemy w opozycji, ale będziemy nadal służyć naszemu narodowi. Już nie mamy tego ciężaru rządzenia na ramionach, więc naszym zadaniem jest umacnianie naszej wspólnoty - mówił Viktor Orban. Głosowanie na Węgrzech zakończyło się w niedzielę o 19, a frekwencja wyniosła 77,8 procent i była rekordowa. - Do tych wyborów poszli ludzie, którzy wcześniej tego nie robili, a także ci, którzy mogli zagłosować po raz pierwszy albo po raz drugi. Na Węgrzech mówi się na nich kąśliwie "pokolenie Orbana", bo nie pamiętają innego premiera - komentował doktor habilitowany Robert Rajczyk (Instytut Europy Środkowej w Lublinie) w specjalnym wydaniu programu "W kuluarach" w TVN24. Gościem programu był też węgierski dziennikarz Szabolcs Panyi, który w trakcie kampanii wyborczej ujawnił relacje szefa węgierskiej dyplomacji Petera Szijarto z jego rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem. Po publikacji informacji dziennikarz został oskarżony przez węgierski rząd o szpiegostwo. - To było absolutnie absurdalne. Zwłaszcza, że w tej chwili wszyscy mogą posłuchać tego nagrania rozmowy Szijarto z Ławrowem i ludzie są w stanie sami podjąć decyzję, kto tutaj jest szpiegiem - mówił Panyi. Przebywający w Budapeszcie europoseł Dariusz Joński (KO) stwierdził, że "te wybory nie były ani równe, ani demokratyczne". - Tu nic się nie zgadza jak na standardy kraju Unii Europejskiej. Orban wielokrotnie dokonywał zmian ordynacji wyborczej, komisja wyborcza jest całkowicie upolityczniona. Peter Magyar nie mógł wywiesić żadnego billboardu ani dużego plakatu w przeciwieństwie do swojego konkurenta, dlatego że miał zakaz - powiedział Joński. Jędrzej Bielecki ("Rzeczpospolita") wspominał swoje spotkanie z Peterem Magyarem sprzed dwóch lat. - Był wtedy na początku tej swojej politycznej misji. Miał dwóch albo trzech współpracowników. Poza nimi i kontem na Facebooku nie miał nic więcej. Pomyślałem, że on nie może dać rady, a jednak mu się udało - powiedział Bielecki.