Żołnierzom ukradli Bożenę

Bożena powinna oczyszczać ziemię z min w pobliżu polskich baz w Afganistanie, tymczasem wszystko wskazuje na to, że korzysta z niej prywatnie jakiś lokalny kacyk. Wojsko przyznaje, że maszynę zgubiło - pisze "Rzeczpospolita".

Waży pięć ton, ma ponad dwa metry wysokości i pali osiem litrów oleju na godzinę. W tym czasie jest w stanie - przy użyciu specjalnego pługu z obracającymi się łańcuchami - wymłócić ziemię w poszukiwaniu min na obszarze kilometra kwadratowego. Bożena 4, bo tak nazywa się produkowana w Słowacji zdalnie sterowana maszyna sapersko-inżynieryjna, warta jest dwa miliony złotych.

Bożena sprawdziła się m.in. w Iraku, więc polska armia postanowiła wysłać cztery takie urządzenia do Afganistanu. Mają tam posłużyć m.in. do oczyszczania z ładunków dróg i terenów w pobliżu polskiej bazy.

Na zlecenie wojska maszyny z Polski dla naszych żołnierzy transportowała pakistańska firma. Najpierw przez morze, potem ciężarówkami przez Pakistan. Na miejscu okazało się, że jednej Bożeny brakuje. - Przewóz organizuje prywatna firma, a sprzętu pilnują uzbrojeni ochroniarze. To jednak i tak nie daje pewności, że wszystko dotrze do miejsca przeznaczenia. Kradzieżami sprzętu z takich transportów zajmują się zorganizowane gangi - mówi "Rz" rzecznik MON Jarosław Rybak.

Źródło: "Rzeczpospolita"

Czytaj także: