Sowińska w okopach

Tak, to będzie kolejny tekst o pani Rzecznik Praw Dziecka. Na szczęście krótki – w przeciwieństwie do czasu, jaki pozostał do końca kadencji Ewy Sowińskiej. Dla niezorientowanych: czekają nas jeszcze trzy lata niezłej zabawy.

Tak się zastanawiam, czy gdybym był Rzecznikiem Praw Dziecka i gdyby zewsząd (prawie zewsząd, bo nie z Radia M.) sypały się gromy, krytyki, wyrazy oburzenia albo zwykłe drwiny – to czy trwałbym? Gdybym czuł się zaszczuty przez wrogów, zdradzony przez niedawnych politycznych przyjaciół, śledzony przez media, wykpiwany przez satyryków, a nade wszystko bezsilny w swoich działaniach – to czy trwałbym? Czy gdyby moją działalność regulowała źle napisana ustawa a budżet mojego urzędu ledwie starczał na pokrycie kosztów działalności – nie mówiąc o jakiejkolwiek szerszej pomocy – to czy trwałbym? Czy gdybym przed mediami odgrodził się murem, wychodząc na dziedziniec drżałbym, że mnie zdybią, gdybym odmawiał wywiadów i miał media (nazywając się rzecznikiem) w poważaniu, to czy trwałbym? Być może trwałbym, być może wierzył w swoją misję, spisek i złośliwość całego świata, a być może trwałbym po to aby trwać. W Trwam.

Raczej jednak bym nie trwał, bo ani nie jestem tak wytrawnym działaczem ani tak wytrwałym wysłannikiem. Pani rzecznik najwyraźniej jednak postanowiła wytrwać i idzie w ślady innego wielkiego Sowińskiego, który też trwał. W okopach Woli – ale nie tej politycznej.

Czytaj także: