Nikt przecież nie mógł przewidzieć, czy po tygodniu Andrzej Lepper będzie nadal wicepremierem czy może chwilowo stanie się warchołem. Albo na przykład wyjeżdżał człowiek, kiedy wyżej wymieniony był aktualnie warchołem, a wracał – gdy znowu z warchoła przeobrażał się w ministra. Zaiste, ciekawe to były czasy. A dziś – jak w polskim kinie. Nuda i tylko wymuszane atrakcje w postaci wyciąganych laptopów albo wirtualnych gwiezdnych wojen. Jak w tej proroczej reklamówce przedwyborczej LiD-u z cichą, nudną łąką. Normalnie aż się chce z kina wyjść. No to wychodzę i stawiam, że wiele nie stracę. Bo nie sądzę, aby w trakcie mojego urlopu wydarzył się cud, przybyła autostrada albo ustawa zdrowotna, ubył podatek Belki, albo chociaż ubyło protestów. Ubyć może co najwyżej na Bugu we Włodawie. Siedem. Skoro niczego nie przybywa ani nie ubywa – wybywam. Do widzenia. Do zobaczenia za tydzień z małym kawałkiem. Wyjeżdżam na ferie zimowe odpocząć i zebrać siły przed kolejnymi zadaniami, których przede mną niemało.