Polskie firmy oberwą rykoszetem. "Branża już dziś odczuwa skutki"

Konflikt na Bliskim Wschodzie uderza w branżę
Konflikt na Bliskim Wschodzie uderza w branżę
Źródło: Katarzyna Ledwon/Shutterstock
Konflikt na Bliskim Wschodzie odbija się na polskiej branży odzieżowej. Zakłócenia w transporcie podnoszą koszty i wydłużają dostawy, drożeją też materiały. Skutkiem mogą być wyższe ceny na półkach.
Artykuł dostępny w subskrypcji

Obok biur podróży czy linii lotniczych do grona sektorów, które obrywają rykoszetem przez konflikt na Bliskim Wschodzie, dołącza moda. To jedna z najbardziej zglobalizowanych branż na świecie, oparta na długim i złożonym łańcuchu dostaw, obejmującym wiele krajów i rynkowych graczy.

Oddalone o tysiące kilometrów geopolityczne trzęsienie ziemi uderza w biznesy nad Wisłą.

Bardziej narażeni

- Branża już dziś odczuwa skutki wojny - komentuje w rozmowie z TVN24+ Anna Senderowicz z departamentu analiz ekonomicznych banku PKO BP. - Segment detalicznej sprzedaży odzieży należy do tych obszarów, które są relatywnie bardziej narażone na negatywne skutki przedłużających się napięć na Bliskim Wschodzie niż inne sektory konsumenckie - potwierdza TVN24+ Janusz Pięta z biura maklerskiego mBanku.

Rosnące ceny paliw i napięcia w Zatoce Perskiej podbijają stawki frachtu i generują dodatkowe opłaty. W Azji Południowej - pozyskującej surowce głównie z zablokowanej cieśniny Ormuz - dostawcy zmagają się z niedoborami gazu ziemnego niezbędnego do zasilania fabryk oraz brakami surowców do wytwarzania włókien syntetycznych.

Napięcie dodatkowo eskaluje aktywne dołączenie do konfliktu jemeńskich bojowników Huti, którzy grożą zablokowaniem strategicznej cieśniny Bab al-Mandab, czyli tzw. Bramy Łez. To jeden z kluczowych szlaków handlowych świata i naturalny łącznik między Azją a Europą. Od jego drożności zależy funkcjonowanie Kanału Sueskiego, przez który przepływa blisko 12 proc. globalnego handlu.

- Najbardziej widocznym problemem jest spadek przewidywalności transportu - wyjaśnia Anna Senderowicz.

- Transport lotniczy, który w normalnych warunkach mógłby być awaryjnym buforem, stał się bardzo drogi i mniej dostępny ze względu na zakłócenia w hubach lotniczych Zatoki Perskiej. Ponadto zaburzenia po stronie produkcji wynikające na przykład z niedoboru gazu w Azji Południowej, mogą mieć negatywny wpływ na realizację zamówień - dodaje.

Według analiz PKO BP około trzech czwartych importu odzieży do Europy z Azji przechodzi przez korytarz Morza Czerwonego. Pozostała część - po wcześniejszych zakłóceniach na szlaku przez Kanał Sueski i atakach Huti - była kierowana alternatywną, i dłuższą, trasą wokół Afryki.

A największe polskie firmy odzieżowe w ogromnej większości nie produkują lokalnie, lecz zlecają szycie w Azji - głównie w Chinach, ale też w Bangladeszu czy Indiach. Firma LPP, właściciel marek Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay, w 2024 roku zamawiała około 94 proc. kolekcji w Azji. Asortyment z rynków azjatyckich sprowadza także CCC.

- To oznacza dużą wrażliwość na wszelkie zaburzenia zewnętrzne, w tym na wzrost kosztów transportu, opóźnienia i zmienność kursów walut - zaznacza ekspertka PKO BP.

Zobacz także: