W poniedziałek w Sulechowie zapadł wyrok w sprawie tragicznego wypadku w Kargowej, w którym zginęły 28-latka, 46-latka i 72- latka. Proces ruszył we wrześniu 2025 roku. W sądzie Jakub G. nie przyznał się do spowodowania wypadku. Nie podważał tylko tego, że w chwili zdarzenia kierował autem. Przekonywał, że w chwili wypadku jechał 70 km/h, a nie jak to ustalił biegły - co najmniej 110 km/h.
Sąd uznał 24-latka za winnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i wymierzył mu karę dwóch lat pozbawienia wolności. Dostał też zakaz prowadzenia pojazdów na osiem lat.
W ustnym uzasadnieniu sędzia Piotr Filipczak tłumaczył, że wziął pod uwagę również fakt, iż poszkodowane przechodziły przez jezdnię w miejscu niedozwolonym. Wśród okoliczności łagodzących wymienił okazaną skruchę, niekaralność, brak demoralizacji oraz fakt, że oskarżony bardzo przeżył tę tragedię.
"W moim odczuciu większą odpowiedzialność za to zdarzenie ponosi kierowca"
To znacznie niższy wymiar kary niż ten, o który wnioskowała prokuratura oraz oskarżyciele posiłkowi. Wnosili oni o pięć lat pozbawienia wolności oraz o 15-letni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Wskazywali, że ze względu na wcześniejsze liczne wykroczenia drogowe tylko surowa kara będzie w stanie skłonić oskarżonego do zmiany jego postępowania.
- Nigdy tego nie ukrywałem, że pokrzywdzone również przyczyniły się do tego zdarzenia, ale w moim odczuciu większą odpowiedzialność ponosi kierowca - powiedział dziennikarzom prokurator Jakub Jasiński. Przekazał, że o ewentualnej apelacji zdecyduje po zapoznaniu się z pisemny uzasadnieniem i po analizie materiału dowodowego.
Z ogłoszonego wyroku nie jest zadowolony obrońca oskarżonego. - Prokuratura chciała wyższego wyroku, ale dla nas to nie jest wyrok, który nas satysfakcjonuje. Jest to wyrok bardzo surowy, dlatego jesteśmy przekonani, że będziemy tę apelację wnosić. To przyczynienie się do wypadku (przez pieszych - przyp. red.) ma istotny wpływ na ocenę całego zdarzenia. Dla nas nie przekuło się to tak mocno na samo orzeczenie, jak powinno - powiedział tuż po wyjściu z sali sądowej mecenas Grzegorz Rutnicki.
"Gdyby jechał tak jak przewidują przepisy"
Strony wygłosiły mowy końcowe 16 kwietnia. Prokurator zaczął od nakreślenia sylwetki oskarżonego. Wspomniał, że w chwili zdarzenia miał on 22 lata, a kurs prawa jazdy ukończył jeszcze przed 18. rokiem życia. Wskazał, że tuż przed tragicznym zdarzeniem ten młody kierowca nazbierał 26 punktów karnych. W związku z tym do starostwa skierowano wniosek o ponowne zdanie egzaminu przez Jakuba G.
Według ustaleń prokuratury, kierowca wielokrotnie łamał przepisy ruchu drogowego. W dniu wypadku 22-latek jechał Fiatem Punto bez ważnego ubezpieczenia OC oraz z uszkodzonym układem hamowania. Jak ustalił biegły, licznik wskazywał prędkość od 110 do 115 km/h.
- Co więcej, ustalono, że (kierowca - przyp. red.) rozpoznał zagrożenie. Miał 109 metrów na to, żeby wytracić prędkość. Nie dał rady, bo w momencie zderzenia wynosiła ona około 94-97 km/h. Najprawdopodobniej nie był w stanie tego zrobić ze względu na niesprawny układ hamulcowy. Warto podkreślić, że gdyby G. jechał, tak jak to przewidują przepisy, czyli 50 km/h, wyhamowałby kilka metrów przed kobietami - powiedział prokurator Jakub Jasiński.
Dodał również, że z materiałów zabezpieczonych w telefonie oskarżonego wynika, że przed wypadkiem miał włączony filmik na jednej z popularnych platform. Jasiński podkreślił, że mogło mieć to jakiś wpływ na ocenę otoczenia.
Prokurator wspomniał również, że absolutnie nie kwestionuje tego, że poszkodowane przechodziły w niedozwolonym miejscu. Ale jest przekonany, że gdyby kierowca zastosował się do przepisów, to tego wypadku, by nie było. Dlatego wniósł o karę pięciu lat pozbawienia wolności oraz o 15-letni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Obaj oskarżycieli posiłkowi przychylili się do tego wniosku., choć jeden z nich wspomniał, że zaproponowana kara jest "na granicy sprawiedliwej odpłaty".
"Z zeznań świadków wyłania się spójny przekaz"
Na końcu głos zabrała obrona, która wskazała, że tragedia odcisnęła swoje piętno także na oskarżonym. - Nie ma żadnej wątpliwości, że śmierć trzech kobiet jest dramatem. Nie sposób ani umniejszyć tego dramatu, ani go racjonalizować. Zdarzenie miało charakter nagły i dynamiczny i co ważne, zostało zapoczątkowane przez zachowanie pieszych - mówiła mecenaska, która reprezentowała Jakuba G. podczas mów końcowych.
Wspomniała również, że z "zeznań świadków wyłania się spójny przekaz". - Trzy kobiety wbiegły na jezdnię bardzo blisko siebie, wprost pod nadjeżdżający samochód. Świadkowie potwierdzają chwilę zawahania pieszych, a potem krok do przodu i natychmiastową reakcję kierowcy - dodała mecenaska i wniosła o uniewinnienie Jakuba G.
Wracały z festynu, przechodziły w niedozwolonym miejscu
Do tragicznego wypadku doszło 1 czerwca 2024 roku w Kargowej (woj. lubuskie). Trzy kobiety przekraczały drogę krajową nr 32 poza przejściem dla pieszych, a więc w niedozwolonym miejscu. Na jednym z pasów zostały potrącone przez nadjeżdżającego Fiata Punto.
22-letni wówczas kierowca śmiertelnie potrącił trzy kobiety w wieku 28, 46 i 72 lat. Wszystkie były rodziną. To babcia, córka i wnuczka. - Usłyszeliśmy pisk i huk. Gdy się odwróciliśmy, zobaczyliśmy, jak coś leci do góry. Po chwili zorientowałem się, że nie ma Sandry, nie ma babci ani mamy. Od razu pobiegłem tam, krzycząc: Sandra, Sandra! - mówił Dariusz, narzeczony zmarłej 28-latki. Kobieta osierociła czwórkę dzieci.
Tego wieczoru, gdy doszło do tragedii, w pobliżu ulicy Sulechowskiej odbywał się festyn. Wiele osób przechodziło przez drogę krajową, by dotrzeć do pozostawionych po drugiej stronie samochodów.
Mógł jechać 50 km/h, licznik pokazywał nawet 110
Sprawą zajmowała się Prokuratura Rejonowa w Świebodzinie. Śledczy przesłuchali świadków, dokonano oględzin nagrań, w tym z udziałem biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków. 4 czerwca 2024 roku prokuratura oskarżyła podejrzanego kierowcę o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, w związku z naruszeniem zasad ruchu drogowego.
- Kierujący poruszał się z prędkością co najmniej 110 kilometrów na godzinę w obszarze zabudowanym, gdzie było ograniczenie do 50 kilometrów na godzinę. Samochód był niesprawny technicznie, co zostało również stwierdzone - tłumaczył wtedy Robert Kmieciak, prokurator okręgowy w Zielonej Górze.
W aucie niesprawne były hamulce oraz część układu jezdnego.
Źródło: tvn24.pl, PAP
Źródło zdjęcia głównego: TVN24