"Jako radny oraz przedstawiciel lokalnej społeczności wnoszę o objęcie tej sprawy nadzorem prokuratorskim przez prokuraturę wyższej instancji oraz o ponowne, wnikliwe i rzetelne przeanalizowanie całego materiału dowodowego" – czytamy w liście otwartym do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, który napisał Marcin Łopacki, radny powiatu chełmskiego.
Chodzi o sprawę, którą opisywaliśmy w lipcu zeszłego roku. Z oczyszczalni ścieków w Bielawinie wypłynęły nieoczyszczone ścieki, które zanieczyściły rzekę Uherkę oraz zbiornik retencyjny Stańków, który od Wód Polskich dzierżawi i zarybia chełmski okręg Polskiego Związku Wędkarskiego. Z wody wyłowiono wtedy około 3,5 tony śniętych ryb.
Prokurator: nie stwierdziliśmy, aby doszło do błędu ludzkiego
Sprawa trafiła do Prokuratury Rejonowej w Chełmie, która umorzyła właśnie sprawę.
- Nie stwierdziliśmy, aby doszło do błędu ludzkiego - mówi zastępca szefa chełmskiej prokuratury Tomasz Kozioł.
Wędkarze złożyli zażalenie
Decyzja prokuratury jest nieprawomocna. Zażalenie od niej złożyli wędkarze. Uważają, że umorzenie postępowania było przedwczesne, bo prokuratura podjęła decyzję – jak napisali – na etapie, który nie pozwalał na kategoryczne wykluczenie odpowiedzialności karnej.
- Wartość ryb, które straciliśmy została oszacowana na ponad 75 tys. zł, koszty utylizacji ryb to ponad 8 tys. zł, natomiast za wapniowanie zbiornika (po to, żeby ograniczyć negatywne skutki dla przyrody) to kolejne ponad 3,5 tys. zł. Będziemy domagać się od oczyszczalni odszkodowania - mówi Marcin Adamczyk, dyrektor zarządu biura chełmskiego okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego.
Dodaje, że zbiornik został ponownie zarybiony jesienią. – Jest tam jednak o wiele mniej ryb niż przed lipcem – zaznacza Adamczyk.
Czujnik błędnie wskazał dane
Z ustaleń śledczych wynika, że do zanieczyszczenia doszło m.in. przez to, że jeden z należących do oczyszczalni czujników wskazał błędne dane. Przez to pracownicy nie wiedzieli, że w rzece znalazły się nieoczyszczone ścieki.
- Urządzenie kontrolno-pomiarowe, o którym mowa wskazuje wysokość napływu ścieków do oczyszczalni. Pokazywało tego dnia, że napływ jest na odpowiednim poziomie – mówi nam Jakub Oleszczuk, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Chełmie.
Później okazało, że ilość ścieków (które płynęły do oczyszczalni wraz z deszczówką, bo był to okres ulewnych deszczy) była tak duża, że w głównym kanale oczyszczalni doszło do spiętrzenia. Nieoczyszczone ścieki dostały się więc do rzeki oraz zbiornika retencyjnego.
- Czujnik został wymieniony na nowy. Stworzyliśmy też dodatkowy system zabezpieczeń, tak żeby już nigdy nie doszło do takiej sytuacji – zaznacza prezes.
WIOŚ dał dwa mandaty
Wspomniany na wstępie radny Marcin Łopacki napisał w liście otwartym do ministra Żurka, że sprawę badał też Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, który nałożył na oczyszczalnię ścieków maksymalny mandat, co – zdaniem radnego - wprost potwierdza rażące naruszenie przepisów ochrony środowiska.
"Tym bardziej bulwersujące jest umorzenie postępowania karnego w sprawie, która w oczywisty sposób nosi znamiona poważnej szkody w środowisku i społecznego zagrożenia" – czytamy w liście.
Za zanieczyszczenie wody oraz za to, że nie poinformowali w porę
Andrzej Wereszczyński, kierownik chełmskiej delegatury WIOŚ mówi nam, że w oczyszczalni ścieków nigdy wcześniej nie doszło do podobnej sytuacji.
- Śledczy potwierdzili, że zawinił niesprawny czujnik, a do tego co się stało przyczyniły się też intensywne opady atmosferyczne. Myśmy nałożyli dwa mandaty w maksymalnej wysokości, które wynikają z prawa wodnego. Jeden za to, że w rzece i zbiorniku znalazły się nieczystości, a drugi za to, że to nie oczyszczalnia jako pierwsza powiadomiła nas o sprawie – informuje.
Cytowany wcześniej Jakub Oleszczuk, prezes MPGK w Chełmie komentuje, że pracownicy nie zdążyli powiadomić WIOŚ, bo wszystko działo się bardzo szybko.
- Wody Polskie powiadomiły w tym czasie WIOŚ – zaznacza.
Sprawa trafiła też do GDOŚ
Radny Marcin Łopacki (który nawiasem mówiąc, był w lipcu pracownikiem Wód Polskich, a konkretnie nadzoru wodnego, teraz już w Wodach Polskich nie pracuje) oprócz napisania listu otwartego do ministra Żurka, interweniował też w sprawie tego co się stał również w Ministerstwie Klimatu i Środowiska.
Ministerstwo przekazało jego pismo do Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, który ma się zająć sprawą.
Autorka/Autor: Tomasz Mikulicz
Źródło: tvn24pl
Źródło zdjęcia głównego: Marcin Łopacki