Podejrzany o zabicie kolegi z czasów więzienia. "Bił po całym ciele, skakał po klatce piersiowej"

Ruszył proces (zdjęcie ilustracyjne)
Lublin
Źródło: Google Earth

W trakcie spożywania alkoholu w okolicach stadionu w Lublinie, 46-latek miał zabić kolegę z więzienia. Przed sądem, mężczyzna tłumaczy że 67-latek wydawał się trzymać nóż, którym miał chcieć zamachnąć się w kierunku oskarżonego. Okazało się jednak, że żadnego noża nie było. Ofiarę znaleziono w krzakach. Właśnie ruszył proces o dożywocie. 

Do tragedii doszło, 28 maja, w okolicy stadionu miejskiego przy Alejach Zygmuntowskich w Lublinie podczas spożywania alkoholu przez czwórkę znajomych. Ciało pobitego 67-latka znaleziono w krzakach przy pobliskim parkingu.

Proces przed Sądem Okręgowym w Lublinie ruszył w poniedziałek (28 października). Prokurator Kinga Aftyka z Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ oskarżyła Andrzeja U. o zabicie 67-letniego znajomego.

Ruszył proces (zdjęcie ilustracyjne)
Ruszył proces (zdjęcie ilustracyjne)
Źródło: TVN24

Miał też naruszyć nietykalność cielesną pozostałych uczestników libacji

Według ustaleń śledczych, oskarżony bił i kopał mężczyznę po całym ciele, a także skakał po jego klatce piersiowej. Pokrzywdzony zmarł na miejscu wskutek poniesionych obrażeń.

Dodatkowo prokuratura zarzuciła podejrzanemu kierowanie gróźb karalnych oraz naruszenie nietykalności cielesnej wobec pozostałych uczestników zdarzenia.

Stwierdził, że 67-latek wyzywał go i wymachiwał rękami

Oskarżony nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odczytał swoje wyjaśnienia spisane na kartce. Jak podał, tego dnia w rejonie dworca kolejowego spotkał przypadkiem trójkę znajomych i zaczęli wspólnie pić alkohol, po czym poszli w pobliże stadionu przy Alejach Zygmuntowskich. Z ofiarą znał się z czasów więzienia. Stwierdził, że był jego dobrym kolegą.

ZOBACZ TEŻ: Jutro prawomocny wyrok w sprawie śmierci dziewięciomiesięcznej Blanki z Olecka. Matce grozi dożywocie

Opisywał, że chciał uspokoić dwójkę swoich znajomych, którzy zaczęli się kłócić. Według jego relacji pokrzywdzony wtedy zaczął go wyzywać i wymachiwać rękami.

Sądził, że kolega ma nóż

- Wydawało mi się, że wyciągnął z kieszeni nóż, ponieważ coś mi błysnęło (…) Zamachnął się na mnie. Niewiele myśląc oddałem cios ręką – mówił Andrzej U.

Dopytywany przez sąd, odpowiedział że nie został ugodzony i nie widział później żadnego noża.

Oskarżony nie przyznał się do winy. Podkreślał, że nie chciał zabić znajomego i żałuje, że do tego doszło. 46-latek był wcześniej karany. Grozi mu dożywocie.

TVN24 HD
Dowiedz się więcej:

TVN24 HD

Czytaj także: