Wygra i co dalej? Opozycja odmawia jej prawa do bycia prezydentem. Co na to przepisy?

Łódź

Hanna Zdanowska została prawomocnie skazanaTVN24 Łódź
wideo 2/3

W wyborach może wystartować, to pewne. Ale czy Hanna Zdanowska, jeżeli wygra, będzie mogła dalej być prezydentem Łodzi? To już budzi pewne wątpliwości. Wszystko przez niejasne prawo, które od lat jest ignorowane przez ustawodawcę. - Teraz zapisy ustaw mogą być wykorzystane, żeby wpływać na to, kto po wyborach będzie rządził miastem - mówią prawnicy.

Hanna Zdanowska, obecna prezydent Łodzi, została prawomocnie skazana w ubiegłym tygodniu za poświadczenie nieprawdy w dokumentach. Zasądzona kara to 20 tysięcy złotych grzywny.

Zdaniem sądu, w grudniu 2008 roku pomogła przygotować poświadczające nieprawdę dokumenty swojemu partnerowi Włodzimierzowi G. Na ich podstawie mężczyzna uzyskał kredyt w wysokości 200 tysięcy złotych na zakup mieszkania w Łodzi od swojej partnerki.

Po odczytaniu wyroku Hanna Zdanowska podkreślała, że nie czuje się winna, a wyrok tyczy się sprawy sprzed 10 lat. Przekonywała, że nie byłoby procesu, gdyby nie była prezydentem i podkreślała, że "najważniejszy wyrok w tej sprawie podejmą wyborcy - w czasie wyborów samorządowych". - Mogę w nich startować - zapewniała.

I ma rację, bo kodeks wyborczy pozwala startować również skazanym - o ile nie usłyszeli wyroku pozbawiającego ich wolności. Z tym zgadzają się wszyscy - od ekspertów po przeciwników politycznych Zdanowskiej.

Rozbieżności w interpretacji przepisów tyczą się tego, czy Zdanowska - w razie zwycięstwa wyborczego - w ogóle będzie mogła objąć urząd. Wszystko przez niezgodność przepisów kodeksu wyborczego i ustawy o pracownikach samorządowych.

O ile sztab Hanny Zdanowskiej twierdzi, że żadnego problemu nie ma, to zupełnie inaczej widzą to jej przeciwnicy polityczni. Jedni i drudzy powołują się na opinie ekspertów, które wzajemnie się wykluczają.

Geneza sporu

Kwestie związane z tym, kto ma bierne prawo wyborcze (czyli może wystartować w wyborach) określa kodeks wyborczy.

- Precyzuje on, kto i na jakich zasadach może ubiegać się o mandat - tłumaczy dr Maciej Onasz z Instytutu Studiów Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego.

Tyle że zapisy kodeksu wyborczego są sprzeczne z ustawą o pracownikach samorządowych, w której to zawarte są regulacje, na podstawie których urzędnicy mają sprawować swoją funkcję. A prezydent miasta jest - jak stanowi ustawa - pracownikiem samorządowym.

- Ustawa jasno stanowi, że pracownikiem samorządowym nie może być osoba skazana prawomocnym wyrokiem sądu za umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe - mówi dr Onasz.

Czyli - kodeks pozwala Zdanowskiej ubiegać się o mandat, ale ustawa o pracownikach samorządowych nie pozwala jej podjąć pracy. Spór o to, czy Zdanowska będzie mogła być prezydentem, sprowadza się do tego, które z przepisów uznane zostaną za nadrzędne.

Wersja pierwsza: problemu nie ma

Hanna Zdanowska i jej sztabowcy mówią, że nie ma żadnego problemu. Bo co prawda różnicę w przepisach widzą, ale - ich zdaniem - w żaden sposób nie utrudnia to objęcia funkcji przez Zdanowską po wygranych wyborach.

- Mówienie o rzekomym problemie to perfidna gra polityczna - ocenia Tomasz Piotrowski ze sztabu Hanny Zdanowskiej.

Tłumaczy, że spór "mogą widzieć tylko ludzie, którzy nie znają się na prawie".

- Sytuacje, w której przepisy nie są ze sobą spójne, nie są wcale rzadkie. System prawny wie, jak należy interpretować wtedy sytuację - mówi Piotrowski.

Jak? Piotrkowski tłumaczy - przywołując przy tym wyrok Sądu Najwyższego z 2010 roku (sygn. akt. II OSK 1526/10), że kodeks wyborczy jest nadrzędny względem ustawy o pracownikach samorządowych. Sąd w przytaczanym orzeczeniu stwierdza, że jest to lex specialis, czy prawo o większym stopniu szczegółowości niż ustawa. A przecież - jak tłumaczy - kodeks wyborczy dotyczy tylko osób startujących w wyborach, a ustawa o pracownikach samorządowych - wszystkich urzędników.

Idąc tym tropem - jak mówi Piotrowski - dopuszczona do wyborów Hanna Zdanowska nie może być potem pozbawiona władzy na podstawie przepisu mniej szczegółowego.

Z tą argumentacją zgadza się część ekspertów - m.in. prof. Krzysztof Skotnicki z Centrum Studiów Wyborczych Uniwersytetu Łódzkiego. Podkreśla on, że wygaśnięcie mandatu może nastąpić tylko wtedy, jeżeli osoba straci prawo wybieralności albo nie posiadała go w chwili wyboru.

- Skazanie pani prezydent Hanny Zdanowskiej na karę grzywny nie powoduje utraty jej biernego prawa wyborczego - podkreślał prof. Skotnicki na antenie Radia Łódź.

Dodał też, że prezydent ma silniejszy mandat do sprawowania funkcji niż szeregowy urzędnik.

- Został bowiem wybrany przez wyborców, lokalnego suwerena - zaznaczył profesor.

Wersja druga: problem jest

Zupełnie inaczej sprawę widzi kontrkandydat Hanny Zdanowskiej w wyścigu prezydenckim, Waldemar Buda. Kandydat Zjednoczonej Prawicy twierdzi, że argumentacja oparta na lex specialis (prawo szczególne wypiera prawo ogólne) jest nieporozumieniem. I powołuje się na prawników, którzy przytaczają niekorzystną dla Zdanowskiej argumentację.

Nie ma prawa wybieralności w wyborach osoba skazana prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe. Art. 11 § 2 pkt 1 kodeksu wyborczego

- Podnoszenie, że kodeks wyborczy jest bardziej szczegółowym dokumentem niż ustawa o pracownikach samorządowych jest mocno wątpliwe - ocenia dr Stefan Płażek z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Mówi, że można pokusić się o argumentację odwrotną. Czyli, że prawo o urzędnikach samorządowych jest bardziej szczegółowe. A więc nadrzędne.

- Kodeks wyborczy określa sposób wyboru wójtów, posłów, senatorów, europosłów i tak dalej. A ustawa o pracownikach samorządowych mówi tylko o urzędnikach. A przecież prezydent miasta jest urzędnikiem - tłumaczy.

Dla Waldemara Budy i jego politycznego zaplecza, sprawa jest więc oczywista.

- Głos oddany na Hannę Zdanowską to głos stracony - zaznacza.

Fakty

Niespójność kodeksu wyborczego i ustawy o pracownikach samorządowych nie jest niczym nowym. O problemie, który dzisiaj jest wywoływany przy okazji sprawy Hanny Zdanowskiej wiadomo było już cztery lata temu. Od tego czasu jednak nie doszło do ujednolicenia przepisów.

Trzeba zaznaczyć, że niespójności nie tyczą się tylko tego, czy osoba z wyrokiem może pełnić funkcję, czy też nie. Oto bowiem w ustawie o pracownikach samorządowych znajduje się na przykład zapis, że urzędnik musi mieć co najmniej wykształcenie średnie (art. 6, pkt 1). A przecież w wyborach można wystartować niezależnie od tego, czy skończyło się szkołę średnią.

Pracownikiem samorządowym zatrudnionym na podstawie wyboru lub powołania może być osoba, która spełnia wymagania określone w ust. 1 oraz nie była skazana prawomocnym wyrokiem sądu za umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe. Ustawa o pracownikach samorządowych, art. 6 ust. 2

Dr Michał Klonowski z Katedry Systemów Politycznych Uniwersytetu Łódzkiego podkreśla, że nadzór nad praworządnością samorządowców sprawuje wojewoda. Czyli przedstawiciel rządu.

- Hanna Zdanowska wywodzi się z Platformy Obywatelskiej, a więc należy się spodziewać, że wojewoda łódzki może interpretować przepisy w sposób niekorzystny dla prezydent - tłumaczy.

Nawet jednak zakładając, że przyjmie niekorzystną dla potencjalnej zwyciężczyni wyborów interpretację prawną, to nie jest pewne, czy będzie mógł zapobiec przejęciu przez nią mandatu.

- Ustawa o pracownikach samorządowych precyzuje procedurę odwołania wszystkich pracowników samorządowych, za wyjątkiem prezydenta, wójta i burmistrza - mówi dr Klonowski.

To jednak nie wyczerpuje zagadnienia.

- Bo w ustawie jest jeszcze inny zapis, który może być wykorzystany przeciwko prezydent Zdanowskiej. Mowa o możliwości odwołania każdego urzędnika samorządowego za powtarzające się naruszenia ustaw bądź konstytucji. I tu znowu wchodzimy na grunt interpretacji. Bo jeżeli uznamy, że ustawa zabrania skazanym na bycie urzędnikami, to przepis ten byłby łamany każdego dnia przez prezydenta - opowiada.

To jednak tylko hipotezy. Jak całą sytuację ocenia wojewoda? Od pracowników biura prasowego dowiedzieliśmy się, że sprawa jest obecnie "przedmiotem analizy" i żadne decyzje jeszcze nie zapadły.

Jak wynika z opinii ekspertów w zakresie prawa samorządowego, jeżeli wojewoda będzie chciał powołać władze komisaryczne w Łodzi, to lokalni samorządowcy i tak będą mogli odwołać się od tej decyzji do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Dopóki nie zapadnie prawomocny wyrok, Zdanowska - według naszych rozmówców - będzie mogła i tak pełnić funkcję.

Autor: bż/gp / Źródło: TVN24 Łódź

Źródło zdjęcia głównego: Materiały wyborcze