Zobaczyła nieprzytomnych synów. Zanim sama wbiegła do śmiertelnej pułapki, wezwała pomoc

TVN24 | Łódź

Autor:
bż/gp
Źródło:
TVN24 Łódź
Na miejscu pracowali strażacyMarta Gajda / Radio Kielce
wideo 2/2
Marta Gajda / Radio KielceNa miejscu pracowali strażacy

Prokuratura bada okoliczności śmierci dwóch braci, którzy najpewniej udusili się w magazynie, w którym przetrzymywali warzywa. - Śledztwo prowadzone jest pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci - informują śledczy. Mieszkańcy Jakubowic w województwie świętokrzyskim nie mogą otrząsnąć się po tragedii.

O dramacie, do którego doszło 7 lutego, pisaliśmy na tvn24.pl w sobotę. Dziś już wiadomo więcej na temat okoliczności śmierci 27-letniego Piotra i jego o trzy lata starszego brata Michała.

- To byli bardzo pracowici młodzi ludzie. W tym roku po raz pierwszy korzystali z magazynu na pietruszkę, który znajdował się w budynku gospodarczym - opowiada w rozmowie z tvn24.pl burmistrz pobliskich Działoszyc Stanisław Porada.

Magazyn znajduje się pod poziomem ziemi. Bracia trzymali w nim pietruszkę.

- Obaj z jakiegoś powodu znaleźli się w środku - mówi burmistrz Porada.

Na ratunek

O tym, że z 27- i 30-latkiem dzieje się coś złego, ich 52-letnia matka dowiedziała się przypadkiem. Na posesję przyjechał dostawca gazu. Kobieta była przekonana, że jej synowie muszą być gdzieś na podwórku.

- Szukała ich. Kiedy zajrzała do magazynu, zobaczyła ich leżących na ziemi. Zadzwoniła pod numer alarmowy. Potem wygrał instynkt macierzyński, pani Maria wskoczyła do środka. Niedługo potem sama straciła przytomność - opowiada burmistrz.

Późniejsze badania strażaków wykazały, że w magazynie niemal nie było tlenu. Badanie ustaliło, że jego stężenie nie przekraczało półtora procent. To oznacza śmierć.

Dostawca gazu, na oczach którego rozgrywał się dramat, nie stracił trzeźwości umysłu. Pobiegł do sąsiada po drabinę, żeby spróbować płynnie zejść na dół i spróbować uratować nieprzytomne osoby. Nie chciał korzystać z towarowej windy, która prowadziła do piwnicy.

Życia dwóch mężczyzn nie udało się uratować
Marta Gajda/Radio Kielce

- Po chwili na terenie posesji razem z sąsiadem próbowali zejść. Ale bardzo szybko zorientowali się, że to igranie ze śmiercią. Jeden z nich bardzo źle się poczuł i niemal stracił przytomność - mówi burmistrz.

Śledztwo

Do magazynu weszli dopiero strażacy w maskach tlenowych.

- Strażacy ewakuowali trzy osoby: dwóch braci oraz ich matkę. Podjęto natychmiastową akcję reanimacyjną. Niestety, życia mężczyzn nie udało się uratować. Ich matka została przetransportowana śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala – powiedział kpt. Mateusz Tarka z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Pińczowie.

W poniedziałek w Krakowie odbyła się sądowo-lekarska sekcja zwłok młodych mężczyzn.

- Na wyniki sekcji trzeba poczekać kilka tygodni. Wszystko jednak wskazuje na to, że doszło do uduszenia - mówi prokurator Jolanta Doroz z pinczowskiej prokuratury.

Śledczy informują, że być może plantatorzy próbowali opróżnić magazyn. Do wypadku mogło dojść podczas próby jego przewietrzenia.

- To jedna z analizowanych przez nas wersji. Musimy dokładnie wyjaśnić okoliczności tej tragedii - mówi prokurator Doroz.

Nie do uwierzenia

Mieszkańcy Jakubowic nie mogą pogodzić się z tragedią. Podkreślają, że Piotrek i Michał byli powszechnie szanowani.

- Bardzo ciężko pracowali. Piętnaście lat temu stracili w tragicznych okolicznościach ojca. Szybko musieli dojrzeć - mówią nam sąsiedzi.

Mężczyźni mieszkali z matką, starszym bratem i siostrą w tym samym domu.

- Rodzina jest w szoku. Staramy się im pomóc. Ale w tak tragicznych okolicznościach czasami nie pozostaje nic innego, jak po prostu wspólnie cierpieć - mówi burmistrz.

Do tragedii doszło w Jakubowicach
Google Maps

Śmiertelna pułapka

W ubiegłym roku w województwie łódzkim w podobnych okolicznościach życie straciło dwóch mężczyzn, którzy weszli do komory beztlenowej, w której przechowywane były jabłka. Profesor Wojciech Krajewski, biegły sądowy w zakresie medycyny ratunkowej, podkreślał wtedy, że każde wejście do pomieszczenia z niskim stężeniem tlenu jest śmiertelnie niebezpieczne.

- Mózg jest organem, który potrzebuje najwięcej tlenu w całym organizmie. Jego deficyty natychmiast skutkują zaburzeniami świadomości - mówi prof. Krajewski.

O jakich zaburzeniach mowa? Podobnych jak w przypadku alpinistów. Pojawiają się zaburzenia racjonalnego myślenia, kojarzenia faktów i planowania. Na to wszystko nakłada się nerwowość, która nakazuje przyspieszenie oddechu.

- Etap zaburzeń świadomości następuje w czasie, kiedy organizm zużywa resztki tlenu. Potem zaczyna się proces umierania - mówi Wojciech Krajewski.

W normalnych warunkach - jak mówi ekspert - proces zanikania czynności życiowych trwa około czterech minut.

- W przypadku pomieszczenia o tak obniżonej zawartości tlenu trwa to krócej - kończy prof. Krajewski.

bż/gp

Źródło: TVN24 Łódź