41-letnia piosenkarka w marcu ruszyła w światową trasę koncertową, która promuje jej nowy album "West End Girl". Na płytę składa się 14 utworów o łącznej długości 44 minut. W ramach trasy Allen śpiewa wyłącznie piosenki z najnowszego krążka. Tak też zrobiła w sobotę i niedzielę w londyńskiej O2 arenie.
Dziennikarz Rupert Hawksley z czasopisma "The Spectator" skrytykował piosenkarkę, pisząc na platformie X, iż Allen wyszła na scenę o godzinie 21.10, a koncert skończył się już o 22. "Występ był świetny" - zaznaczył Hawksley, po czym dodał, że "tak wysoka" cena biletu za koncert w niedzielny wieczór "nie jest w porządku". Media piszą o wejściówkach w cenie 86 funtów. To około 430 złotych.
O krytycznych uwagach po niedawnych występach piszą media na Wyspach, w Stanach Zjednoczonych i Australii.
Lily Allen odpowiada krytykom
Piosenkarka odpowiedziała na krytykę, podkreślając, że koncert reklamowany był hasłem "Lily Allen śpiewa 'West End Girl'". "Spóźniłam się kilka minut, bo musiałam zmienić podarte rajstopy. Występ trwa nieco ponad godzinę, bo po prostu tyle trwa cały album" - napisała na X. Allen odniosła się również do krytycznych uwag związanych z tym, że nie rozmawia z publicznością. To jej "artystyczny wybór" - wyjaśniła. Na koniec zaznaczyła, że nie chce, by ktokolwiek czuł się oszukany, a jej ekipa ciężko pracuje nad jak najlepszymi występami.
Nowa płyta i emocjonalny rollercoaster
Lily Allen znana jest z takich hitów jak "Smile", "F*ck You", "LDN" czy "Not Fair". Jej ostatnia płyta znalazła się w zestawieniu najlepszych albumów 2025 roku, przygotowanym przez TVN24+. "Lily Allen powróciła po siedmiu latach z płytą 'West End Girl', by zabrać słuchaczy na przejażdżkę emocjonalnym rollercoasterem. Bo jak inaczej nazwać album, w którym wokalistka opisuje od A do Z każdy drobny element, który doprowadził do rozpadu jej małżeństwa, ze szczegółami, o które nawet tabloidy bałyby się zapytać?" - czytamy w tekście.
Nawiązań do życia prywatnego Allen nie brakuje także na koncertach w ramach trwającej trasy. Artystka występuje m.in. w sukni z nadrukami w postaci paragonów ("Harper's Bazaar" pisał, że to "dowody na romanse" jej byłego męża, aktora Davida Harboura).