"Marta jest w ciężkim stanie, grozi jej paraliż. Oni byli w trakcie rozwodu..."

TVN24

Aktualizacja:
TVN24 KrakówZatrzymani mężczyźni trafili do aresztu, nie przyznają się do winy

Wyrywali jej włosy, bili, kopali po głowie, cięli nożem. Zmasakrowali ją - opowiada brat 32-letniej Marty, która miała zostać skatowana przez męża i jego kolegę. Mężczyźni nie przyznają się do winy. Ojciec 32-latki mówi, że już wcześniej w rodzinie dochodziło do przemocy. Para była w trakcie rozwodu.

- Marta jest przybita, grozi jej paraliż. Ma zmiażdżony kręg szyjny, lekarze twierdzą, że jej stan jest ciężki. Przecięte ścięgna zostały zszyte, czekamy co będzie dalej - relacjonuje Marek Diener, ojciec 32-letniej kobiety, która miała zostać pobita przez swojego męża i jego kolegę.

Nocny dramat

Wszystko wydarzyło się w nocy z piątku na sobotę. Wtedy Paweł W. miał napaść na swojego szwagra, brata 32-latki. Pomagał mu jego znajomy, Mariusz K. - Szwagier przyjechał, rozmawialiśmy na zapleczu, mówił, że może mógłbym załagodzić jego konflikt z moją siostrą. Poszedł do ubikacji. A wtedy wpadł ten drugi z kajdankami i próbował mnie obezwładnić - opowiadał na łamach "Gazety Krakowskiej" brat Marty W. Kiedy napastnicy odeszli, mężczyzna zadzwonił do swojej siostry, by ją ostrzec.

W domu były dzieci

Zanim Paweł W. ze swoim kolegą dotarli do domu w Stróży (powiat myślenicki), Marta W. zdążyła zawiadomić policję.

- Dostaliśmy wezwanie na numer 112 o godzinie 3.50. Pani zgłosiła nam, że ktoś grozi jej pozbawieniem życia. Policjanci w ciągu niecałych ośmiu minut dotarli na miejsce - powiedział "Gazecie Krakowskiej" asp. sztab. Szymon Sala, rzecznik komendy powiatowej policji w Myślenicach.

Wtedy kobieta była już skatowana. - Wyrywali jej włosy, bili, kopali po głowie, twarzy, nogach, brzuchu, cięli nożem. Zmasakrowali ją... - mówi dziennikarzom "Krakowskiej" brat ofiary.

- Była bardzo drastycznie okaleczona, napastnicy musieli użyć noża lub innego ostrego narzędzia. Jeden mężczyzn, którzy byli na miejscu, próbował zaatakować nożem interweniującego policjanta – relacjonuje Szymon Sala z myślenickiej policji. Dopiero odbezpieczenie policyjnej broni przywołało agresywnych mężczyzn do porządku.

W czasie, gdy rozgrywał się dramat w domu było dwoje małych dzieci, w wieku dwóch lat i dziewięciu miesięcy.

Kobieta trafiła do szpitala. Ojciec kobiety zaznacza, że rozmawiał z córką, ale nie poruszali tematu tragicznej nocy. - Może nie pamiętać wszystkiego, bo straciła świadomość - zaznacza Diener.

Nie przyznali się i odmówili wyjaśnień

Paweł W. i Mariusz K. zostali zatrzymani przez policję. Byli pijani, dopiero gdy wytrzeźwieli zostali przesłuchani. W niedzielę sąd zdecydował, że trafią na trzy miesiące do aresztu. Usłyszeli też zarzuty.

- Są podejrzani o to, że usiłowali wspólnie pozbawić życia pokrzywdzoną i spowodowali u niej obrażenia głowy, kręgosłupa i inne obrażenia, które wywołały u niej chorobę realnie zagrażającą życiu – podaje Janusz Hnatko, rzecznik pasowy prokuratury okręgowej w Krakowie. - Mężczyźni odpowiedzą też za napaść na brata pokrzywdzonej kobiety. Pawłowi W. i Mariuszowi K. może grozić nawet dożywocie. Podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i odmówili złożenia wyjaśnień – dodaje.

Para była w trakcie rozwodu

Paweł W. jest znanym krakowskim biznesmenem.

- Wcześniej było zgłaszane znęcanie się fizyczne i psychiczne w tej rodzinie – ujawnia Sala. W tej sprawie policja prowadziła już postępowanie, ale wciąż było w toku.

- Szwagier znęcał się na siostrą i czuł się bezkarny. Miał pieniądze, poważny biznes, ale nie pomagał jej w wychowaniu dzieci. Mieli się rozwieść, niedawno wyprowadził się do Krakowa, ale agresja narastała, aż doszło do tej tragedii - powiedział "Gazecie Krakowskiej" brat kobiety.

Ojciec 32-latki przyznaje, że kobieta była w trakcie rozwodu. Według niego, jej mąż miał problem z alkoholem i środkami odurzającymi.

- Mieli konflikt małżeński, jest prowadzona rozprawa rozwodowa, ale to nie rozwiązanie sprawy. To był po prostu napad w celu zabicia Marty - komentuje zdarzenie, dodając, że rzeczywiście w domu wcześniej dochodziło do przemocy.

- Zrzucił ją ze schodów, skopał, były popychania - relacjonuje.

O Pawle W. mówi: "jako mąż i jako ojciec nie istniał".

Mężczyźni trafili do tymczasowego aresztu
TVN24 Kraków

Autor: wini/gp / Źródło: TVN24 Kraków