Wyrok zapadł w poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Rybniku. Informację o rozstrzygnięciu przekazała rzeczniczka sądu Katarzyna Gozdawa-Grajewska. Wyrok jest nieprawomocny.
Jak przekazała rzeczniczka, sąd uznał Andrzeja J. za winnego tego, że w nocy z 10 na 11 lipca 2021 r. w Roszkowie doprowadził do stoczenia się samochodu Renault Thalia do stawu z siedzącą wewnątrz nietrzeźwą Anetą H.-M. Kobieta utonęła.
Andrzej J. do końca nie przyznawał się do winy, obrona wniosła o uniewinnienie. Prokuratura domagała się dla niego kary dożywocia. - Prokurator referent generalnie zgadza się z wyrokiem, natomiast złożymy wniosek o uzasadnienie, żeby poznać motywy takiego wymiaru kary - powiedziała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Agnieszka Bukowska.
Wędkowali, pili, biwakowali. Aneta zginęła
Jak wynika z ustaleń śledztwa, w lipcu 2021 r. Andrzej J. i Aneta H.-M. Pojechali nad zbiornik wodny w Roszkowie, gdzie łowili ryby, biwakowali i pili alkohol. Następnie weszli do zaparkowanego przy brzegu auta, gdzie mieli spędzić noc. Samochód nie miał zaciągniętego hamulca ręcznego, był zaparkowany przodem do stawu. Według ustaleń prokuratury, mężczyzna, po upewnieniu się, że jego partnerka zasnęła, opuścił pojazd, który zjechał do wody, następnie uruchomił alarm na pobliskim stanowisku łowieckim i zaczął wzywać pomocy.
Wezwani na miejsce strażacy wyciągnęli auto ze stawu. Sekcja zwłok Anety M.-H. potwierdziła, że przyczyną jej zgonu było gwałtowne uduszenie w wyniku utonięcia, kobieta miała 2,4 promila alkoholu w organizmie. Andrzej J. przekonywał, że doszło do wypadku. Opowiadał śledczym, że razem z partnerką był w samochodzie, obudził się, kiedy auto znajdowało się już w wodzie, a jej poziom wewnątrz pojazdu sięgał połowy szyb w przednich drzwiach. Twierdził, że udało mu się otworzyć drzwi od pojazdu, które zaczęło gwałtownie nabierać wody, jednak mimo prób nie udało mu się uratować partnerki. Po dopłynięciu na brzeg miał wezwać pomoc.
Sprawą zajmowali się policjanci z komendy wojewódzkiej w Katowicach, z tzw. Archiwum X, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Gliwicach. Weryfikując dowody, śledczy doszli do wniosku, że Andrzej J. nie mówił prawdy. Jego wersję podważyły opinie ekspertów - biegłego z zakresu eksperymentów w wypadkach w wodzie oraz biegłego z zakresu ruchu drogowego. Z uzyskanych ekspertyz wynika, że wskazany przez J. przebieg zdarzenia nie mógł mieć miejsca i nie mógł on otworzyć drzwi auta zanurzonego w wodzie. Okazało się też, że po śmierci Anety Andrzej J. posługiwał się należącą do niej kartą bankomatową, wypłacił z niej pieniądze, zapłacił nimi za zakupy, m.in. za znicz, który zapalił w miejscu jej śmierci.
Opracowała Anna Winiarska /tok
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: Adobe Stock