Według prokuratury i sądu mężczyzna, który prowadził działalność gospodarczą w zakresie naturopatii, wmawiał kobietom, że nie chorują na raka, ale są zarażone różnymi patogenami. Zalecił im zaprzestanie dotychczasowego leczenia i zaproponował alternatywną terapię, za którą inkasował pieniądze. Obie kobiety zmarły.
Sąd Okręgowy w Katowicach rozpoznawał apelacje od wyroku Sądu Rejonowego Katowice-Wschód. Niemal w całości utrzymał w mocy wcześniejsze orzeczenie, obniżył jedynie kwotę naprawienia szkody, którą naturopata ma wpłacić ojcu jednej ze zmarłych kobiet.
Sędzia: chodzi o podważanie diagnoz
S. został uznany za winnego narażenia pacjentek na niebezpieczeństwo i w związku z oszustwami na ich szkodę. Zgodnie z poniedziałkowym wyrokiem ma też trzyletni zakaz wykonywania zawodu. Sędzia Bartłomiej Kwaśnik powiedział w uzasadnieniu, że oskarżony legalnie wykonywał działalność gospodarczą w dziedzinie naturopatii, posługując się powszechnie używanymi urządzeniami. - Przedmiotem zarzutów, jakie były postawione oskarżonemu, nie było to, jaki wykonywał zawód, a także jakich używał urządzeń - podkreślił, dodając, że został uznany za winnego dlatego, że przekonywał dwie kobiety, że nie mają nowotworów, co było sprzeczne z diagnozami lekarzy i dokumentacją medyczną.
- To było sprzeczne z diagnozami postawionymi przez lekarzy. Z dokumentacji medycznej obu pań pokrzywdzonych w sposób jednoznaczny wynika, że choroby o charakterze onkologicznym zostały u tych pań zdiagnozowane - tłumaczył.
Generator plazmowy zamiast leczenia onkologicznego
Pod wpływem sugestii oskarżonego kobiety zaprzestały leczenia. - Nie przyjmowały lekarstw, nie chodziły na badania, natomiast w zamian za tę procedurę, która jest przewidziana w medycynie konwencjonalnej, pan oskarżony zaproponował paniom leczenie przy pomocy urządzenia naświetlającego, generatora plazmowego, przekonując te panie, że to jest urządzenie, które rozwiąże ich problemy zdrowotne - opisywał sędzia. Zapewniał też kobiety, że powodem ich złego stanu są różne patogeny, a nie nowotwór.
Sąd nie zgodził się ze stanowiskiem prokuratury, według której oskarżonemu można przypisać nieumyślne spowodowanie śmierci. Uznał, że byłby to zbyt daleko idący wniosek. Zwrócił uwagę, że obie kobiety cierpiały na choroby nowotworowe, w przypadku których procedury medyczne dają nadzieję, ale nie dają gwarancji wyleczenia.
"Pozbawił je szansy na uratowanie życia"
- Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy gdyby panie nie spotkały na swojej drodze oskarżonego, rzeczywiście by przeżyły. Mamy do czynienia z chorobą śmiertelną - zaznaczył sędzia Kwaśnik. Jak ocenił, wdrożenie procedur konwencjonalnej medycyny dawałoby kobietom większe szanse. Według biegłych zachowanie oskarżonego nie tyle pozbawiło życia pokrzywdzone, co je skróciło. - Pan oskarżony nie pozbawił życia pań pokrzywdzonych, natomiast pozbawił je szansy na uratowanie życia - podsumował sędzia.
Mąż jednej z kobiet: powiedział, żeby biopsji nie robiła
Mąż jednej ze zmarłych kobiet, który przyszedł do sądu na ogłoszenie wyroku, mówił, że on "poznał się na nim po 15 minutach". - Podawał jej jakieś tam pestycydy takie, sprzedawał jej plastry, ściągające chorobę. On nawet stwierdził, że ma Covid-19 i ten Covid-19 leczył lampami - mówił, dodając, że jego żona miała szansę przeżyć operację. - Tylko że warunek operacji to trzeba było zrobić biopsję, a on powiedział, żeby biopsji nie robiła, bo nie potrzeba, bo nie ma żadnego raka.
Z wyroku nie jest też zadowolona obrońca Tomasza S. mec. Izabela Nowak - sąd uwzględnił jej apelację tylko w niewielkiej części. W rozmowie z dziennikarzami przekonywała, że Tomasz S. chciał pomóc kobietom, które się do niego zgłaszały. - Mój klient prowadził legalną działalność gospodarczą, wykonuje i wykonywał zawód naturopaty. Ta działalność jest w pełni legalna i wbrew temu, co dziś powiedział sąd, on nie wykroczył ponad to, co wykonywać mógł - powiedziała adwokat.
Na ogłoszeniu wyroku nie było oskarżonego ani prokuratora.
Śledztwo prowadziła Prokuratura Rejonowa Katowice-Wschód, która oskarżyła Tomasza S. o oszustwa na szkodę dwóch kobiet, narażenie ich na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo doznania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a także o udzielanie świadczeń zdrowotnych bez uprawnień.
Jak wynika z ustaleń śledztwa, do oskarżonego w różnym czasie zgłosiły się dwie kobiety, u których zdiagnozowano nowotwory złośliwe - obie były w trakcie leczenia. "Po przeprowadzonych rzekomych badaniach, m.in. przy użyciu przedmiotu przypominającego wahadełko, zapewnił pokrzywdzone, że nie chorują na nowotwory, a zostały zarażone różnymi patogenami. Zalecił im zaprzestanie dotychczasowego leczenia i przyjmowania leków" – podawała prokuratura.
Jednocześnie mężczyzna wprowadził kobiety w błąd, że proponowane przez niego naświetlania generatorem plazmowym, plastry oczyszczające i maty grzewcze z kamieni pozwolą na powrót do zdrowia. Pacjentki utraciły bezpowrotnie kilka miesięcy prawidłowego leczenia, które mogło wydłużyć ich życie i zmniejszyć ich cierpienia fizyczne i psychiczne - podkreślali śledczy.
Źródło: PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24