Skatowany ośmiolatek przeszedł trzy operacje, źle je znosi. "Stan Kamilka jest bardzo ciężki"

Maltretowany ośmiolatek mieszkał w Częstochowie
Ośmioletni Kamil walczy o życie, przed nim seria zabiegów. Był bity, polewany wrzątkiem i umieszczany na rozgrzanym piecu
Źródło: TVN24

Ośmioletni Kamil z Częstochowy trafił do szpitala w Katowicach sześć dni po poparzeniu 25 procent powierzchni ciała. Szkoła, do której chodził chłopiec, wiedziała od jego matki, że polał się ciepłą herbatą. Teraz dziecko jest w śpiączce farmakologicznej. Niestety, źle znosi zabiegi operacyjne. - Stan Kamilka jest bardzo ciężki - informuje lecznica.

Poparzenie 25 procent ciała, w tym całej twarzy, tułowia, rąk i nóg, a także ślady po przypalaniu papierosami, krwiak na głowie oraz nieleczone złamania nogi i obu rąk - takie obrażenia stwierdzili lekarze i śledczy u ośmioletniego Kamila z Częstochowy.

Chłopiec od 3 kwietnia leczony jest w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Od początku jego stan był ciężki. Lekarze informowali dziennikarzy, że najgorsze są oparzenia. Kamil jest w śpiączce farmakologicznej, planowano u niego kolejne zabiegi operacyjne, usuwanie martwej tkanki i ewentualnie przeszczepy skóry. W sumie przeszedł już trzy zabiegi. Jak się dowiedzieliśmy w środę, dziecko źle je znosi.

- Stan Kamilka jest bardzo ciężki - powiedział nam w środę Wojciech Gumułka, rzecznik GCZD.

Czytaj też: Kamil uciekał z domu, teraz w szpitalu walczy o życie. Jego matka i ojczym są w areszcie

"Terapia, którą musi przejść w związku z obrażeniami, jest skomplikowana i bardzo obciążająca jego mały organizm. Nasi medycy robią wszystko, by chłopczyk wrócił do zdrowia. Potrwa to jednak wiele miesięcy" - czytamy we wpisie lecznicy w mediach społecznościowych.

Najstarsze urazy miały miesiąc i nie były leczone

Śledztwo w sprawie Kamila prowadzi Prokuratura Okręgowa w Częstochowie. Opiekunowie chłopca usłyszeli zarzuty i zostali aresztowani. 27-letni Dawid B., ojczym Kamila, podejrzany jest o usiłowanie zabójstwa dziecka i znęcanie się nad nim ze szczególnym okrucieństwem. Miał chłopca bić i kopać po całym ciele, przypalać papierosami, polać wrzątkiem i umieścić na rozgrzanym piecu węglowym. 35-letniej Magdalenie B., matce Kamila, prokuratura zarzuca, że pomagała mężowi w tych czynach, nie reagując i nie pomagając synowi.

ozimek
Zarzuty dla matki i ojczyma 8-letniego chłopca (5 kwietnia)
Źródło: TVN24

Rodzina była pod nadzorem wielu służb w Częstochowie, a także w Olkuszu w Małopolsce, gdzie B. mieszkali od ubiegłych wakacji prawie do końca zimy. Wrócili do Częstochowy na przełomie lutego i marca. Regularnie zaglądali do nich dzielnicowi z częstochowskiej i olkuskiej policji, asystent rodzinny z ośrodków pomocy społecznej, kurator sądowy. Kamil chodził do szkoły. Nikt nie zauważył objawów przemocy.

gosia 1
Ośrodek Pomocy Społecznej w Częstochowie o 8-letnim Kamilu (6 kwietnia)
Źródło: TVN24

Według lekarzy najstarsze urazy chłopca powstały miesiąc przez przyjęciem do szpitala. Pracownicy szkoły chłopca zarejestrowali w marcu złamanie tylko jednej ręki. Jak opisała nam Agnieszka Cupiał, dyrektorka Zespołu Szkół Specjalnych nr 28 w Częstochowie, Kamil skarżył się na ból ręki, dlatego polecili matce udać się z nim do lekarza. W efekcie chłopiec pojawił się w szkole z ręką w gipsie.

konfa dziecko
Szpital o obrażeniach ośmiolatka z Częstochowy (5 kwietnia)
Źródło: TVN24

Ostatni dzień w szkole

Śledczy ustalili, że do poparzenia doszło w środę, 29 marca. Tego dnia Kamil był ostatni raz w szkole. Agnieszka Cupiał opowiedziała, że następnego dnia w czwartek chłopiec miał być na basenie. - W czwartek rano dostaliśmy informację od mamy, że był nieszczęśliwy wypadek w domu, bo Kamil polał się herbatką ciepłą i nie przyjdzie na ten basen - opisuje dyrektorka. Dodaje, że mieli z matką kontakt codziennie, jak ze wszystkimi rodzicami. Poprosili ją, żeby poszła z dzieckiem do lekarza. - Po dwóch godzinach dostaliśmy informację, że tak, już była, jest zaopatrzona w maści, no i Kamil odpoczywa - relacjonuje Cupiał.

Czytaj też: W środę był w szkole, w poniedziałek trafił do szpitala ze złamaniami i oparzeniami. Ośmioletni Kamil walczy o życie

Ale w piątek chłopca znowu nie było w szkole. W sobotę wychowawczyni pytała matkę, czy wszystko w porządku. - Dostała odpowiedź, że tak, jest już lepiej - mówi Cupiał. Matka miała dodać w rozmowie z nauczycielką, że w kolejnym tygodniu syn prawdopodobnie nie pojawi się w szkole, bo na święta ma trafić do ojca biologicznego i jest do tego przygotowywany.

To uspokoiło szkołę - zwłaszcza w świetle wcześniejszego zdarzenia z ręką.

W poniedziałek, 3 kwietnia, pan Artur, ojciec biologiczny Kamila, przyszedł po niego i młodszego o rok syna. Znalazł Kamila poparzonego i zawiadomił służby. Jak nam opisuje, chłopiec leżał skulony. - Wziąłem go na rączki, bo na nóżkach nie mógł stać - mówi. I dodaje: - Cała twarz była poparzona. Klatka piersiowa, plecy, rączki, nóżka. Musieli mu zerwać cichy, bo to się przykleiło do ciała.

Maltretowany ośmiolatek mieszkał w Częstochowie
Maltretowany ośmiolatek mieszkał w Częstochowie
Źródło: TVN24
TVN24 HD
Dowiedz się więcej:

TVN24 HD

Czytaj także: