Fala memów. Nowy trend buntem wobec propagandy

Chiny. Rok "smutnego konia". Zabawka stała się hitem, choć za jej powstaniem stoi błąd pracownika
Chiny. Błąd pracownika przynosi firmie duże zyski. Smutna maskotka stała się hitem sprzedaży
Źródło: Reuters
Propaganda zapowiada w Roku Konia "gospodarczy galop", sfrustrowana młodzież odpowiada obrazkami "płaczących koni" i wulgarnymi grami słownymi. Chiński internet zalała fala memów pod hasłem "oficjalna diagnoza: jestem koniem". "Ognisty Koń" budzi też niepokój starszych pokoleń, zwłaszcza tych, którzy pamiętają jak sześć dekad temu, ten znak zodiaku przyniósł traumę rewolucji kulturalnej.

17 lutego w chińskim kalendarzu zacznie się Rok Konia. Chińskie ulice i witryny sklepowe wypełniają się czerwonymi lampionami oraz wizerunkami galopujących koni. Wszędzie królują życzenia z "ma" - czyli "koniem" w języku chińskim - w roli głównej, mające zwiastować pomyślność i dynamizm.

Jednak w obliczu wysokiego bezrobocia wśród młodych (ok. 16-19 proc.), obniżek płac oraz słabnącej siły nabywczej, noworoczne slogany i symbole zostały przez młodych zawłaszczone, by służyć do wyrażania frustracji, a nie nadziei i siły.

Chiński internet zalała fala memów pod hasłem "oficjalna diagnoza: jestem koniem". Młodzi pracownicy - mierzący się z presją nadgodzin, stagnacją płac i brakiem perspektyw na awans - wykorzystują gry słów i zdjęcia koni, by opisać swoją sytuację na rynku pracy.

3 marca zaczyna się Święto Latarni. Na zdjęciu Pekin
3 marca zaczyna się Święto Latarni. Na zdjęciu Pekin
Źródło: PAP/EPA/JESSICA LEE

Chińska gra słów

W przestrzeni publicznej i sieciach społecznościowych nie brakuje przykładów cynicznego lub nieświadomego umieszczania niejednoznacznych haseł, będących formą lubianej przez Chińczyków gry słów.

W ostatnich tygodniach popularność zyskało hasło "Wo ta ma lai le". W zapisie znakowym oznacza ono poetyckie "przybywam, jadąc na koniu", co idealnie wpisuje się w atmosferę Roku Konia.

Jednak specyfika języka chińskiego sprawia, że za sprawą bliskoznaczności brzmień słowa te nabierają wulgarnego charakteru. Fraza "ta ma" stanowi bowiem trzon popularnego chińskiego przekleństwa. Wykorzystując podobieństwo dźwięków, młodzi Chińczycy przeinaczają więc ten radosny okrzyk w dosadny komunikat, będący odpowiednikiem polskiego: "Oto, k...a, przybywam".

Jak podał na początku lutego pekiński dziennik "Xin Jing Bao", jedno z centrów handlowych w Nankinie wyświetlało ten slogan na wielkich telebimach, co z czasem wywołało interwencję rodziców i władz. Właściciele tłumaczyli, że nie było w tym drugiego dna, choć ostatecznie usunęli reklamę.

Memiczny sprzeciw wobec systemu

Dla pokolenia Z gra słów stała się bezpieczną formą buntu. Młodzi Chińczycy w sieci coraz częściej określają się mianem "Niu Ma" (dosłownie "bydło-konie"), co w biurowym slangu symbolizuje status zwierzęcia pociągowego, od którego wymaga się bezwzględnego posłuszeństwa i siły fizycznej. Na platformie Xiaohongshu (odpowiednik Instagrama) hitem jest autoironiczna zabawa w "diagnozowanie" swojego stylu pracy.

Jedna z najpopularniejszych kategorii to "Ma-serati". Odnoszące się do niej obrazki przedstawiają konia w luksusowym samochodzie, którym towarzyszy hasło: "Jeśli będziemy wystarczająco ciężko pracować, nasz szef w końcu kupi sobie Maserati". To wyraz frustracji wobec łamanych przez kierownictwo obietnic o podwyżkach. Co odważniejsi wieszają takie obrazki nad swoim biurkiem.

Równie popularna jest kategoria "Han Xue Bao Ma". Nazwa nawiązuje do konia fergańskiego, który według legend pocił się krwią, i stanowi symbol cesarskiej potęgi. W slangu biurowym oznacza pracownika, który haruje w weekendy i nie otrzymuje zapłaty za nadgodziny.

Są też pracownicy z kategorii "Si Mi Ma Sai". Nazwa ta to fonetyczne nawiązanie do japońskiego słowa "przepraszam" - "sumimasen". Określa pracowników, których jedynym zadaniem jest ciągłe kajanie się przed szefem i branie winy na siebie niezależnie od okoliczności.

Wyrazem goryczy z powodu nierówności społecznych jest "Luo Ma" - wyrażenie, które po chińsku może oznaczać stolicę Włoch, Rzym, ale i zestawienie dwóch znaków oznaczających muła i konia. "Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, ale niektórzy rodzą się tam, gdzie harują muły" - piszą internauci, punktując brak mobilności społecznej w Chinach.

Portal marketingowy CNAD zwraca uwagę, że eksplozja popularności grafik i tekstów, przedstawiających pracowników jako konie różnego typu, służy "uwolnieniu emocji związanych z miejscem pracy" i pełni funkcję terapeutyczną, pozwalając młodym Chińczykom poprzez autoironię "osłabić presję i krzywdy, jakich doświadczają w miejscu pracy".

"Płaczący koń"

Tę zbiorową frustrację niespodziewanie ucieleśnił rynkowy hit z końca stycznia - "płaczący koń". Czerwona maskotka, która w wyniku błędu pracownika szwalni zyskała wyraz głębokiego smutku zamiast radosnego uśmiechu, błyskawicznie obiegła internet.

Właściciel firmy, Zhang Huoqing, wykazał się niezwykłym wyczuciem nastrojów: zamiast utylizować wadliwą partię, postawił na jej masową produkcję. W ten sposób pomyłka krawiecka stała się najbardziej trafnym symbolem nadchodzącego roku – roku, w którym dumni, galopujący bohaterowie propagandy zostają zastąpieni przez smutne, przepracowane "bydło-konie".

Zabawka stała się hitem, choć za jej powstaniem stoi błąd pracownika
Zabawka stała się hitem, choć za jej powstaniem stoi błąd pracownika
Źródło: Reuters

Kontekst historyczny

Te trendy stoją w sprzeczności z oficjalną propagandą. Media państwowe forsują termin "duch smoka i konia" (Long-ma jingshen), mający mobilizować naród do realizacji celów 15. Planu Pięcioletniego, który zostanie ogłoszony w marcu.

- Musimy galopować naprzód, by utrzymać tempo przemian - brzmiało kluczowe przesłanie noworocznego orędzia chińskiego przywódcy Xi Jinpinga.

Nastroje pogarsza kontekst historyczny. Dla starszego pokolenia i historyków nadchodzący rok ma znacznie mroczniejsze konotacje, co także nie umknęło uwadze internautów. W mediach społecznościowych, mimo czujności cenzury, powracają dyskusje o cyklu "czerwonego/ognistego konia" (Chima), który przypada co 60 lat i zwiastuje wielkie niepokoje. Ostatni taki rok - 1966 - przyniósł początek rewolucji kulturalnej, dekadę chaosu, która zniszczyła tkankę społeczną Chin.

"Ognisty Koń" - to przypadająca na ten rok kombinacja zodiaku i żywiołu.

Historia nie powtarza się, ale często galopuje w tym samym rytmie - tak brzmiał jeden z usuniętych wpisów na Weibo (chiński odpowiednik platformy X), celnie zestawiający ówczesny chaos z dzisiejszym zwrotem Komunistycznej Partii Chin ku ideologicznej kontroli.

OGLĄDAJ: TVN24 HD
pc

TVN24 HD

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

Opracowała Paulina Karpińska/kris

Zobacz także: