"Gazeta Wyborcza": niewykluczone, że 500 zł na dziecko odbierzesz w ośrodku pomocy społecznej

Z kraju

ShutterstockNiewykluczone, że 500 zł dodatku na dzieci trzeba będzie odebrać osobiście w gminie albo ośrodku pomocy społecznej

Niewykluczone, że 500 zł dodatku na dzieci trzeba będzie odebrać osobiście w gminie albo ośrodku pomocy społecznej - czytamy w "Gazecie Wyborczej”. Szykują się zatem długie kolejki. Czy to zniechęci do występowania o comiesięczną pomoc?

- W ustawie nie ma jasno określonego sposobu wypłaty tego dodatku. Z jej zapisów można jednak wnioskować, że co miesiąc trzeba będzie osobiście stawiać się w gminie po odbiór świadczenia. Nie będzie możliwości przelewania pieniędzy na konto w banku - mówi gazecie Przemysław Hinc, doradca podatkowy, członek zarządu PJH Doradztwo Gospodarcze. Dzieci uprawnionych do świadczenia jest 3,7 mln. W tej sytuacji ich rodziców czeka stanie godzinami w długich kolejkach. Podobnych do tych jak za PRL-u.

Dla kogo?

Według autorów ustawy, świadczenie wychowawcze będzie przysługiwało na drugie i każde kolejne dziecko. Na pierwsze dziecko świadczenie będzie przysługiwało tylko wtedy, kiedy dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie przekracza 800 zł.

Świadczenie będą mogli pobierać rodzice, opiekunowie prawni bądź opiekunowie faktyczni dziecka. Będzie ono też przysługiwało do czasu ukończenia przez dziecko 18. roku życia.

Dodatek ma przysługiwać także dla dziecka niepełnosprawnego, ale tylko w przypadku, kiedy dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie przekracza 1,2 tys. złotych netto.

Jak zauważał jednak Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej, "jeżeli ktoś będzie musiał co miesiąc chodzić do gminy czy ośrodka pomocy społecznej po 500 zł, to da sobie spokój. Nie mówię, że wszyscy, ale niektórzy, ci z wyższymi dochodami, nie będą chcieli jeździć, stać w kolejkach, przepychać się". - PiS będzie robił wszystko, aby nie wycofywać się frontalnie z obietnic wyborczych, bo to byłoby źle odebrane, ale będzie wprowadzać pewne formalne wymogi czy utrudnienia, tak żeby ludzie nie sięgali po pieniądze wynikające z obietnic - dodaje w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Realizacja sztandarowego pomysłu Prawa i Sprawiedliwości ma pochłonąć budżet ponad 20 mld zł rocznie.

"To byłby absurd"

To jednak nie koniec problemów. Problematyczny wydaje się także fakt dostarczania zaświadczenia w przypadku ubiegania się o pomoc na drugie i kolejne dziecko.

Co zrozumiałe, osoby biedne, które będą się ubiegać o świadczenie na pierwsze dziecko, będą musiały pokazać informację o uzyskanych dochodach. W ten sposób będą udowadniać, że dochód na osobę w rodzinie nie przekracza 800 zł.

- Problem w tym, że z projektu ustawy nie wynika, iż informacje o dochodach będą musieli składać tylko rodzice biedniejsi, ale że wszyscy. To byłby absurd, bo przecież pieniądze na drugie i kolejne dziecko mają dostać wszyscy niezależnie od uzyskiwanych dochodów. Po co więc mają dostarczać zaświadczenie o dochodach? - pyta Przemysław Hinc.

Zdaniem eksperta taki wymóg również może zniechęcać do ubiegania się o pieniądze.

Jak pisze "Gazeta Wyborcza", mówią zresztą o tym otwarcie sami politycy PiS. Zwycięskie ugrupowanie liczy, iż wielu bogatych z wnioskiem po prostu nie wystąpi. - No bo po co im dodatkowe pieniądze? A skoro tak, to koszty dodatków będą mniejsze - przekonuje w rozmowie z gazetą jeden z polityków PiS, ekspert ds. gospodarczych.

ZOBACZ CAŁY PROJEKT USTAWY AUTORSTWA PRAWA I SPRAWIEDLIWOŚCI

Wyborcze zobowiązania PiSTVN24 Biznes i Świat

Autor: mb / Źródło: Gazeta Wyborcza, TVN24bis.pl

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock

Raporty: