ETS - system handlu uprawnieniami do emitowania CO2 - znalazł się w ostatnim czasie w centrum debaty publicznej w Polsce. Kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek wzywał do wyjścia Polski z unijnego systemu. Także zdaniem prezydenta Karola Nawrockiego najbardziej racjonalnym rozwiązaniem z punktu widzenia interesu gospodarczego i strategicznego Europy byłoby odejście od systemu ETS.
Z kolei premier Donald Tusk tuż przed czwartkowym szczytem Rady Europejskiej w Brukseli zapowiadał, że "Polska będzie domagała się specyficznie polskich rozwiązań, aby uszanować naszą sytuację, w której między innymi ETS stanowi bardzo istotny i negatywnie rozstrzygający czynnik, jeśli chodzi o ceny energii".
Szef polskiego rządu - oprócz przedstawicieli Włoch, Austrii, Bułgarii, Chorwacji, Czech, Grecji, Węgier, Słowacji i Rumunii - jest sygnatariuszem listu do szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, w którym wezwano do "gruntownego przeglądu" ETS.
Bo spór o ETS toczy się też w innych krajach UE. Włochy proponowały na przykład czasowe zawieszenie unijnego systemu. Z drugiej strony - część europejskich stolic wskazuje, że ewentualne zmiany nie powinny uderzać w państwa, które wcześniej zainwestowały w transformację energetyczną.
O co chodzi w sporze o ETS?