- Wszyscy albo się redukują, albo się zamykają - mówił w TVN24 o trudnej sytuacji przewoźników Andrzej Pieniążek, właściciel firmy zajmującej się transportem ciężarowym.
Dodał, że "bardzo ważnym aspektem jest w tym wszystkim to, żeby rząd wziął to pod uwagę i zaczął obniżać akcyzę, zaczął obniżać podatek paliwowy". - I to by pomogło naszym przedsiębiorstwom przetrwać ten trudny czas - zaznaczył.
Działania przewoźników
Z kolei Karol Rychlik, członek zarządu Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD), cytowany przez "Rzeczpospolitą", przekazał, że "część firm wynegocjowała skrócenie okresu rozliczeniowego [klauzul paliwowych - red.] z miesięcznego na tygodniowy". - Jednak przy tym tempie zmian cen możliwe, że okres powinien być jeszcze krótszy - zaznaczył.
Klauzule pozwalają firmom transportowym podnieść cenę usług, gdy rosną ceny paliwa. Dzięki temu w teorii przewoźnik mniej odczuwa wzrost kosztów działalności. Eksperci cytowani przez "Rz" wskazują jednak, że nie jest to rozwiązanie uniwersalne.
Trudna sytuacja
O dramatycznym położeniu mówią przewoźnicy autobusowi. Zapasy, które mogą zgromadzić (tankując taniej np. w Hiszpanii) nie wystarczą na więcej niż dwa tygodnie.
- Na robienie zapasów nie mamy pieniędzy, zbiorników ani takiej strategii - zaznaczył cytowany przez "Rz" Wojciech Sienicki, prezes PKS Nova. Dodał, że nagła podwyżka stawek biletowych w reakcji na wzrost cen paliw - nie zawsze jest możliwa.
Współpracujący z warszawskim Zarządem Transportu Miejskiego PKS Polonus może być zmuszony do podwyżki cen biletów przy kursach dalekobieżnych. - Do końca roku wytrzymamy, jeśli ceny paliwa nie przekroczą 10 złotych za litr - stwierdził prezes PKS Polonus Piotr Smogorzewski.