Kierowcy - niezależnie czy do baku wlewają benzynę, czy olej napędowy - chcieliby niższych cen paliw.
- Sytuacja jest superpoważna. Chyba nie mieliśmy od wielu lat tak skrajnie trudnej i nieprzewidywalnej sytuacji – przyznał minister aktywów państwowych Wojciech Balczun.
Szef działu energetycznego w Polityka Insight Dominik Brodacki wskazał, że Arabia Saudyjska w 2025 roku odpowiadała za 47 procent dostaw ropy do polskich rafinerii. Teraz wrześniowe dostawy ropy zostały częściowo anulowane.
Wszystko za sprawą ataku jemeńskich rebeliantów Huti na infrastrukturę energetyczną Arabii Saudyjskiej - rurociąg Wschód-Zachód został uszkodzony. Był alternatywną trasą dla transportu ropy, która nadal nie może popłynąć przez zablokowaną cieśninę Ormuz.
Dodatkowe dostawy Orlenu
Orlen musi szukać alternatyw. Spółka nie chce komentować sprawy, ale w oświadczeniu uspokaja: "Grupa Orlen od piątku zakontraktowała 16 dodatkowych dostaw na kierunku polskim, czeskim i litewskim, między innymi z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu i obu Ameryk".
To oznacza kupowanie ropy po cenach rynkowych - chodzi o tak zwany rynek SPOT, na którym są też inne państwa dotknięte saudyjskim kryzysem.
- Orlen musi konkurować z podobnymi sobie firmami o te same dostawy. Firmami nie tylko z Europy, ale też z Azji. Co z kolei powoduje, że te dostawy są po prostu drogie, a Orlen musi często przelicytować innych graczy - wyjaśnił Brodacki.
Minister aktywów uspokajał, że "rezerwy są na razie nienaruszone". - Natomiast wszystko będzie zależne od tego, co przyniosą kolejne tygodnie - zastrzegł.
Eksperci o trudnej sytuacji
Perspektywa naprawy rurociągu może nie być prosta, bo jemeńscy Huti, wpierani przez Iran i Hezbollah, przechodzą do ofensywy i przejęli kontrolę nad cieśniną Bab al-Mandab. To miejsce o równie strategicznym potencjale transportu paliwa, co cieśnina Ormuz.
- Nie wydaje się, żeby jakiś układ z Huti wchodził w grę. Oni są na fali wznoszącej absolutnie. Dokonali przejęcia znaczącego obszaru. Nie wydaje się, żeby siły rządowe jemeńskie były w stanie im zagrozić - oceniła dr Joanna Piechowiak z Instytutu Stosunków Międzynarodowych UMK w Toruniu.
To stawia pod znakiem zapytania światowe bezpieczeństwo paliwowe. W tym tygodniu ceny hurtowe paliw osiągnęły najwyższe wartości w tym roku.
- Orlen ze względu na swoją pozycję rynkową jest cenotwórcą. Ceny hurtowe Orlenu są zaszywane w cenach, które widzimy na stacjach paliw, a co dalej oznacza, że czeka nas prawdopodobnie kolejna fala podwyżek - zapowiedział Brodacki.
Ekspert rynku paliw Rafał Zywert z firmy REFLEX zwrócił uwagę, że średnia cena diesla w przyszłym tygodniu może się zbliżyć do około 9,30-9,40 złotego za litr. - Natomiast jeżeli chodzi o benzynę to średni poziom cen może wzrosnąć do 8 złotych i 20 groszy – dodał.
- W kategoriach gospodarczych oznacza to bardzo istotny koszt pośredni, mający znaczący wpływ na kształtowanie cen wszystkiego, co jest w sklepie, co jest dostarczane – powiedział ekonomista dr Bartłomiej Gabryś z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.
Kolejna próba
W takiej atmosferze niepokoju w Sejmie debatowano nad ustawą o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych, z których ma być sfinansowany kolejny program CPN. Poprzednią ustawę prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego.
- To jest dobry projekt. Projekt jest na stole i mamy nadzieję, że przejdzie w tym tygodniu przez Sejm - powiedział rzecznik rządu Adam Szłapka.
Inaczej uważa Zbigniew Kuźmiuk z PiS. - To nie jest próba rozwiązania problemu wysokich cen paliw, ale kolejna polityczna zagrywka – ocenił.
Posłowie mają głosować nad projektem w piątek. Do tego czasu rosnący kryzys paliwowy na świecie na pewno się nie skończy.