Plan Obamy zbliżony jest do planu reformy uchwalonego w grudniu przez Senat, bardziej umiarkowanego niż wersja Izby Reprezentantów. Ta ostatnia wciąż jeszcze przewiduje m.in. utworzenie państwowego funduszu ubezpieczeń medycznych konkurującego na rynku z prywatnymi ubezpieczalniami. Podobnie jak Senat, prezydent zrezygnował z tego funduszu, gdyż twardo sprzeciwiła się mu republikańska opozycja.
Obama zderzony z rzeczywistością
Najbardziej kontrowersyjna obecnie propozycja w projekcie Obamy to uprawnienia rządu do regulacji podwyżek stawek ubezpieczeniowych. A ponieważ reforma ma zmusić firmy ubezpieczeniowe do rezygnacji z dyskryminacyjnych praktyk, jak odmowa sprzedaży polis osobom chorym albo niepokrywanie kosztów leczenia pod różnymi pretekstami, podnoszą one stawki, aby zrekompensować sobie przewidywane straty.
Towarzystwo ubezpieczeniowe Anthem Blue Cross zapowiedziało, na przykład, podwyżkę składki ubezpieczeniowej o 39 procent. Według projektu Obamy, specjalna komisja rządowa oceniałaby wszystkie propozycje takich podwyżek pod kątem ich zasadności i te, które uzna za "nie fair", byłyby blokowane.
Plan prezydenta przewiduje też zagwarantowanie ubezpieczeń większej liczbie Amerykanów przez zwiększenie (w porównaniu z projektami Kongresu) rządowych subwencji na wykupienie polisy dla rodzin o niższych dochodach.
Jednocześnie, jako gest wobec Republikanów, prezydent proponuje niższe podatki od najdroższych planów ubezpieczeniowych (tzw. Cadillac plans), niż w ustawach uchwalonych przez obie izby Kongresu.
Źródło: PAP, tvn24.pl