Masz subskrypcję?
Pierwotna wersja tekstu została opublikowana 5 lipca 2026 roku.
- Kiedy w pogodny dzień usiądzie się na plaży w Lubiatowie, na morzu widać turbiny. Z tej odległości są oczywiście bardzo małe... Mam nadzieję, że tę i kolejne farmy będziemy postrzegać jako symbol nowej polskiej energetyki - mówi Julia Cydejko, analityczka Polityki Insight.
Z bałtyckiej plaży widać między innymi farmę spółki Baltic Power, czyli wspólną inwestycję Orlenu i kanadyjskiego Northland Power. Każda z pół setki zainstalowanych już turbin ma ponad 250 metrów. Licząc od fundamentów, są wyższe od Pałacu Kultury i Nauki z iglicą.
W piątek, jak zapowiadaliśmy w TVN24+, z pierwszej polskiej farmy na Bałtyku popłynął prąd. To "pierwsza w historii tego typu operacja w Polsce" - podkreślała wcześniej spółka.
Eksperci są zgodni. - To absolutna rewolucja i sukces polskiej transformacji energetycznej, że udało się ponad podziałami uruchomić tak duży i skomplikowany proces inwestycyjny. Bałtycki prąd zasili między innymi pompy ciepła, auta elektryczne oraz centra danych, więc idealnie uzupełni rosnące zapotrzebowanie w związku z elektryfikacją gospodarki - komentuje w rozmowie z TVN24+ Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat.
- Oczywiście, pierwszy gigawat, a właściwie około 1,2 GW, nie zrobi z nas jeszcze offshore'owej potęgi, ale to kamień milowy - dodaje Julia Cydejko.
Bo polska strefa ekonomiczna na Bałtyku jest wielkim placem budowy. Inwestycję w energetykę wiatrową na morzu [offshore - red.] prowadzą także spółka polskiej miliarderki Dominiki Kulczyk Polenergia (przy współpracy z norweskim koncernem Equinor) oraz PGE (wraz z duńskim Orsted). W obu przypadkach pierwszy prąd ma popłynąć w 2027 roku.