Rząd chce ograniczyć pensje medyków. Projekt przyjęty przez komisję zdrowia

Sejmowa Komisja Zdrowia 7.10.2026 r.
Krystyna Skowrońska: maksymalna wysokość wynagrodzenia [medyka] to znaczące pieniądze
Źródło zdj. gł.: tvn24.pl
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Sejmowa komisja zdrowia, po ponad trzygodzinnym posiedzeniu, przyjęła najważniejszą ustawę z "pakietu naprawczego", zaproponowanego przez ministrę zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę. Projekt zakłada wprowadzenie limitów wynagrodzeń w placówkach z kontraktem z Narodowym Funduszem Zdrowia. Nie obyło się bez krytyki - nie tylko ze strony opozycji, ale i koalicjantów czy strony społecznej.

Medycy mają zarobić do 8-krotności płacy minimalnej (38 448 zł brutto w 2026 roku, 240 zł za godzinę), z możliwością podwyższenia do 12- lub 16-krotności w określonych przypadkach. Wprowadzony ma być też maksymalny czas pracy - 320 godzin miesięcznie oraz minimalny wymiar, w jakim medyk mógłby się wiązać ze szpitalem (pół etatu).

Dodatkowo publiczne placówki ochrony zdrowia mają mieć zakaz zawierania umów ze spółkami, fundacjami czy spółdzielniami lekarskimi, które były wykorzystywane między innymi do negocjowania bardzo wysokich stawek.

Rząd: stan rzeczy wymaga poważnego podejścia

Na szybkim tempie procedowania zapisanych w projekcie zmian szczególnie zależało premierowi Donaldowi Tuskowi. Ich sprawne wprowadzenie było też ultimatum, jakie postawił przed ministrą zdrowia. W trakcie dzisiejszego pierwszego czytania projektu w komisji zdrowia wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski podkreślał, że ustawa ma rozwiązywać problem patologii, jakie namnożyły się w polskiej ochronie zdrowia. Chodzi przede wszystkim o windowanie do bardzo wysokich kwot wynagrodzeń części medyków.

- Stan rzeczy, który w tej chwili mamy na rynku, czyli walka o personel medyczny pomiędzy świadczeniodawcami, wymaga poważnego podejścia. Powszechną cechą systemu stało się zatrudnianie pracowników medycznych w wielu podmiotach jednocześnie na niewielkiej części etatu i przelicytowywanie się świadczeniodawców w poszukiwaniu kadr. Prowadzi to do niekontrolowanego wzrostu wysokości oferowanych stawek i zaburza zapewnienie ciągłości opieki nad pacjentem - wyjaśniał Maciejewski.

Opozycja: ustawa łamie standardy

- Intencje były zasadne, ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Stworzyliście hybrydę prawną, która łamie standardy Kodeksu pracy i Kodeksu cywilnego. Robicie konsultacje, macie zespół trójstronny, debatujecie, po czym wchodzi projekt zupełnie różny od tego, co wcześniej ustalaliście - punktował poseł Czesław Hoc z Prawa i Sprawiedliwości.

Klatka kluczowa-756165
Tomasz Maciejewski: stan rzeczy, jaki mamy, wymaga poważnego podejścia

Janusz Cieszyński ze Stowarzyszenia Rozwój Plus zaproponował poprawkę, która wprowadzałaby zakaz udzielania świadczeń w publicznym systemie ochrony zdrowia dla osób, które poświadczyły nieprawdę co do czasu lub miejsca wykonywania świadczeń czy wystawiły niezgodne ze stanem faktycznym zwolnienie lekarskie. Poprawka została odrzucona w głosowaniu, ale wiceminister zdrowia zaznaczył, że rozwiązanie jest do rozważenia podczas prac nad nową ustawą o izbach lekarskich.

Rządowy projekt Cieszyński nazwał "prawnym bublem", a wśród zarzutów do niego wyraził między innymi obawę o to, czy ustalenie maksymalnej stawki godzinowej nie sprawi, że "sufit nie stanie się podłogą".

- Celem miało być uregulowanie wynagrodzeń w ochronie zdrowia, żeby nie było tak, że mamy skrajnie niedofinansowany system i lekarzy, którzy zarabiali po 1,5 miliona złotych. Mamy jednak bardzo dużą grupę osób na umowach o pracę, które przez tę ustawę mogą być uderzone wyłączeniem ochrony przed zwolnieniem - mówiła natomiast posłanka Marcelina Zawisza z partii Razem. Wymieniła osoby przebywające na urlopach czy zwolnieniach lekarskich, a także kobiety w ciąży i osoby w ochronie przedemerytalnej.

- W ogólnie dobrej intencji ma jednak trochę problemów, nad którymi warto, byśmy się zastanowili. Mamy regulację czasu pracy, ale jeśli nie będzie podniesienia wyceny świadczeń w specjalizacjach kluczowych dla szpitali powiatowych, to się one zamkną. 240 złotych za godzinę to bardzo hojna propozycja, nieuwzględniająca zupełnie doświadczenia zawodowego. Moja propozycja jest taka, żeby obniżyć kwotę, ale aby ministerstwo zawodowe mogło ten pułap podnieść na przykład dla bardzo doświadczonych zawodników - wymieniała.

"Kierunek jest słuszny", ale...

Posłanka Wioleta Tomczak z Polski 2050 podkreślała, że kierunek zmian jest słuszny, ale najważniejsza powinna być kwestia dobra pacjentów, a ono nie do końca jest zabezpieczone. Przyznała, że system powinien weryfikować obecność medyka w pracy. Wymieniła jednak obszary, które pozostają w tym kontekście niezagospodarowane, na przykład kwestię zatrudniania nauczycieli akademickich w szpitalach klinicznych. Umowy, które są z nimi zawierane, z gruntu nie podlegają mierzeniu czasu pracy (tak zwane "umowy zadaniowe"). Wyraziła też obawę o skutki wprowadzenia stawek maksymalnych.

- Jeśli nie będą uzależnione od wykształcenia, doświadczenia czy specjalizacji, mogą doprowadzić do sytuacji napięcia u młodych lekarzy na maksymalne stawki - mówiła Tomczak. Jak dodała, pokrzywdzeni będą w tej sytuacji na przykład wysokiej klasy specjaliści, z których część może rozważyć emigrację.

Projektu bronili posłowie Koalicji Obywatelskiej, między innymi Elżbieta Polak. - Wprowadzenie maksymalnych stawek zahamuje chciwość. Nie ma możliwości pracować 70 godzin na dobę. Musimy mieć też na uwadze dobro pacjenta - podkreślała.

- Czy chcemy mieć kominy płacowe wtedy, kiedy lekarze nie pracują, czy żeby pacjent był dobrze zaopiekowany? Maksymalna wysokość wynagrodzenia, jaką chcemy wprowadzić to znaczące pieniądze, wyższe niż zarobki prezesa Narodowego Banku Polskiego, nieco niższe niż przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego - podkreślała Krystyna Skowrońska z KO.

- Musimy zrobić ten krok, bo w Narodowym Funduszu Zdrowia jest dwa razy więcej pieniędzy, a kolejki są coraz dłuższe i lekarze zarabiają coraz więcej. Kiedy mamy rozmawiać o rzetelności i takim podziale [pieniędzy - red.], który będzie dbał o pacjenta? - dodawała.

Strona społeczna obawia się skutków

Szereg uwag zgłaszała strona pracodawców i strona społeczna. Wojciech Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego ocenił, że projekt odpowiada na objawy choroby, ale nie na jej przyczyny.

- Nie celuje w potrzeby, ale w to, co oburza opinię publiczną. Wprowadzenie tej ustawy będzie się jednak odbywać poprzez rozpoznanie bojem. Przyjęcie przepisów dotyczących minimalnego wymiaru czasu pracy [pół etatu - red.] może doprowadzić do wytworzenia się pustyń medycznych w podstawowej opiece zdrowotnej. Druga rzecz to kwestia realizacji umów przez podwykonawców [spółki czy spółdzielnie, z którymi na mocy ustawy umów nie będzie można już zawierać - red.]. To zjawisko nie wydarzyło się z dnia na dzień i bez wprowadzenia wieloetapowego procesu nie uda się tego zmienić. Czy zabezpieczony będzie choćby dostęp do diagnostyki obrazowej? - pytał Wojciech Wiśniewski.

- Zgodnie z naszą analizą, liczba poradni [podstawowej ochrony zdrowia - red.], które przestaną funkcjonować, będzie dramatyczna. Proszę o analizę tej ustawy pod kątem dostępności pacjentów do świadczeń - apelowała Bożena Janicka z Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.

Przedstawiciele związków zawodowych wyrazili rozczarowanie faktem, że maksymalne stawki wynagrodzeń są wprowadzane nie tylko dla osób na kontraktach, ale i na umowach o pracę, a nie było to pierwotnie sygnalizowane. Maria Ochman z Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" nazwała rządowy projekt "oszustwem parlamentarnym ", bo jej procedowany kształt nie był konsultowany ze stroną społeczną.

- W naszej ocenie absolutnie nie ma on nic wspólnego z uregulowaniem kominów płacowych. Zawsze mówiliśmy, jako związek, o patologiach w umowach kontraktowych. Jesteśmy za umowami o pracę i liczyliśmy, że dzięki tej ustawie nie będzie B2B, tylko będzie się liczył staż czy doświadczenie, że dojdzie do ucywilizowania stosunków pracy. Tymczasem dostaliśmy zabetonowanie, wyniesienie umów cywilnoprawnych do szlachectwa - oceniała.

Sejm zajmie się drugim czytaniem projektu na kolejnym, czterodniowym posiedzeniu, zaplanowanym na 20-23 października.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: