Ksiądz miał zaatakować paralizatorem, bo turysta przyszedł z psem

TVN24

Google MapsDo zdarzenia doszło na terenie sanktuarium pod szczytem góry Igliczna

Turysta z yorkiem na smyczy wszedł na teren sanktuarium "Marii Śnieżnej" na Górze Iglicznej. To nie spodobało się miejscowemu proboszczowi, który turystę miał porazić paralizatorem. Sprawę zbadali śledczy, a ksiądz stanął przed sądem. Grozi mu do 3 lat więzienia.

Sanktuarium "Marii Śnieżnej" to malowniczo położony górski kościółek w pobliżu Międzygórza. W pobliżu przecina się kilka szlaków turystycznych. Roi się tu od miłośników pieszych wędrówek. Nie inaczej było w czerwcu.

- Grupa turystów weszła na teren sanktuarium. Nie do kościoła, ale na ogrodzony płotem teren. Jeden z mężczyzn, mimo zakazu wchodzenia z psami, miał przy sobie czworonoga. Yorka, który był na smyczy - relacjonuje Tomasz Orepuk z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

Po chwili do turystów podeszła kobieta pracująca w sklepie z pamiątkami. Poinformowała właściciela psa, że na terenie parafii z psami przebywać nie wolno. Uwaga poskutkowała na tyle, że mężczyzna wziął yorka na ręce.

Miał zaatakować w obronie własnej, ale ...

Kilka chwil później do mężczyzny i jego psa podszedł duchowny. - Z ustaleń prokuratorów wynika, że kapłan bez żadnej rozmowy i żadnego ostrzeżenia raził turystę paralizatorem w brzuch. Pokrzywdzony doznał poparzeń - informuje Orepuk. Ksiądz proboszcz usłyszał zarzut zmuszania przemocą do określonego zachowania i spowodowania obrażeń ciała poniżej dni siedmiu.

Wiadomo, że ksiądz podczas przesłuchania nie przyznał się do winy. Śledczym miał powiedzieć, że paralizatora użył w obronie własnej. - Jednak zeznania świadków i zabezpieczone nagranie z kamer monitoringu widać kto był stroną atakującą - przyznaje prokurator.

Duchowny został oskarżony i stanął przed sądem. Na początku grudnia odbyła się pierwsza rozprawa w tej sprawie. Księdzu grozi do 3 lat pozbawienia wolności.

Sprawę jako pierwsza opisała "Gazeta Kłodzka".

Do zdarzenia doszło na terenie parafii:

Autor: tam / Źródło: TVN24 Wrocław