"Ściana była cała we krwi". Atak w szkole na Krymie

TVN24

Aktualizacja:

Do 20 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych środowego ataku w technikum w Kerczu na Krymie - poinformowały służby medyczne. Ranne zostało co najmniej 60 osób. Szef władz Krymu Siergiej Aksionow przekazał, że napastnikiem był uczeń szkoły, który następnie się zastrzelił.

Nie jest jasny przebieg ataku ani liczba napastników.

Początkowo informowano, że w szkole wysadził się w powietrze zamachowiec samobójca. Potem Rosyjski Komitet Śledczy podał, że ofiary mają rany postrzałowe, a napastnik strzelał do wszystkich, których spotkał. Na to, że doszło również do eksplozji, wskazywały z kolei liczne relacje świadków.

"Nienawidził technikum"

Rosyjski Narodowy Komitet Antyterrorystyczny informował, że poszukuje organizatorów ataku i osób, które napadły na szkołę. Tym samym zasugerowano, że za atakiem mogło stać więcej ludzi niż jedna osoba. Również agencja Reutera informowała, że atak przeprowadził "co najmniej jeden napastnik".

Szef władz Krymu Siergiej Aksionow przekazał jednak, że napastnik działał w pojedynkę i był nim uczeń szkoły, który na koniec zastrzelił się. Jego ciało znaleziono w bibliotece.

Komitet Śledczy zidentyfikował napastnika jako 18-letniego Władisława Roslakowa. Na nagraniach z monitoringu widać, jak 18-latek wchodzi do szkoły, trzymając karabin. Jego znajomy powiedział, że chłopak "nienawidził technikum przez złych nauczycieli, wspominał, że się na nich zemści". Inni uczniowie zwracają uwagę, że napastnik był "bardzo zamknięty w sobie, prawie z nikim nie rozmawiał i dawno usunął swoje profile z portali społecznościowych".

Wcześniej podawano dwa zbliżone bilanse ofiar ataku. Według informacji przekazanych przez Siergieja Aksionowa zginęło 18 osób, a 47 zostało rannych. Z kolei Rosyjski Komitet Śledczy informował o co najmniej 17 ofiarach śmiertelnych i około 50 rannych.

- Jest dużo ludzi na ostrym dyżurze i w salach operacyjnych - relacjonował jeden z pracowników szpitala, cytowany przez agencję TASS.

"Wszędzie były ciała"

Świadkowie zdarzenia relacjonowali, że atak rozpoczął się od eksplozji, po którym nastąpiły kolejne wybuchy i strzały z broni palnej.

15-letnia Anastazja Jensina była w łazience na parterze szkoły, gdy usłyszała wybuch. - Wyszłam i wszędzie był pył i dym, nic nie rozumiałam - opowiadała agencji Reutera.

- Wszyscy zaczęli biec. Nie wiedziałam, co robić. Powiedziano nam, by opuścić budynek przez salę gimnastyczną i wszyscy zaczęli tam biec - opowiadała.

- Widziałam leżącą tam dziewczynę. Było też dziecko, któremu pomagano iść, ponieważ nie mogło samo. Ściana była cała we krwi. (Później) wszyscy zaczęli wspinać się na ogrodzenie, ale wciąż mogliśmy słyszeć eksplozje - dodała.

Inny uczeń, 15-letni Siergiej, również mówił o wielu wybuchach, powtarzających się co kilka sekund. - Zabrali mnie do szpitala, sytuacja wyglądała tam strasznie. Przywozili ludzi całych we krwi, niektórych bez rąk, innych bez nóg - powiedział.

Ciała wszystkich ofiar śmiertelnych rozpoznali bliscy.

Relacja dyrektorki szkoły

Olga Griebiennikowa, dyrektor szkoły, w której doszło do ataku, niedługo po zdarzeniu twierdziła w lokalnej telewizji, że "ktoś wysadził się w powietrze wewnątrz budynku".

Griebiennikowa mówiła również, że "wszędzie były ciała". - Wtargnęli 5-10 minut po tym, jak wyszłam. Wysadzili w powietrze wszystko w holu, szkło latało w powietrzu - relacjonowała. - Następnie biegli, rzucając wkoło materiały wybuchowe. Z bronią palną wbiegli na piętro, otwierali drzwi i zabijali każdego, kogo mogli znaleźć - mówiła. Jak zauważa BBC, Griebiennikowej nie było w szkole, gdy doszło do ataku.

Jak podawał Reuters, wśród zabitych są uczniowie i nauczyciele, a wśród rannych - przede wszystkim młodzi ludzie.

Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej przekazał, że do detonacji ładunku, który zawierał elementy metalowe, doszło w szkolnej stołówce.

Kondolencje prezydenta

Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla, od razu po zdarzeniu informował, że atak terrorystyczny jest jedną z wersji branych pod uwagę, jednak dodał, że prezydent Rosji zlecił przeprowadzenie śledztwa służbom bezpieczeństwa.

Prezydent Władimir Putin oświadczył, że analizowane są motywy ataku w szkole. Złożył też kondolencje bliskim ofiar.

Na Krymie w związku z tragedią ogłoszono trzydniową żałobę. Świadek opowiadał Reutersowi, że ewakuowane są inne szkoły i przedszkola w mieście.

Ukraina wzmacnia granicę

Tymczasem ukraińska Państwowa Straż Graniczna poinformowała w środę, że na anektowanym przez Rosję Krymie Ukraina wzmocniła ochronę na granicy z półwyspem.

- Celem tych działań jest niedopuszczenie do prowokacji na granicy z okupowanym półwyspem, zapewnienie bezpieczeństwa ludzi, którzy przekraczają tę granicę, oraz bezpieczeństwa pracowników służb granicznych – ogłosiła Państwowa Straż Graniczna na stronie internetowej.

Zgodnie z komunikatem na przejścia graniczne z Krymem skierowano dodatkowe siły i psy do wykrywania materiałów wybuchowych. Wzmocniono tam także patrole wojskowe.

Rosja zaanektowała należący do Ukrainy Krym w marcu 2014 roku w następstwie interwencji wojskowej oraz po referendum, które władze Ukrainy i Zachód uznają za nielegalne.

Kercz na Krymie
Google Maps

Autor: tmw,mm//kg / Źródło: reuters, pap