Dzikie kąpieliska bez kontroli? "Władze mają obowiązek je zabezpieczyć"

TVN24

Aktualizacja:
tvn24"Lokalna społeczność doskonale wie, gdzie idzie się kąpać"

- Lokalna społeczność doskonale wie, gdzie idzie się kąpać i lokalne władze też to wiedzą - mówił we "Wstajesz i wiesz" Marcin Siwek, ekspert ds. ratownictwa, dodając, że "obowiązek zabezpieczenia dzikich kąpielisk ma wójt, burmistrz lub prezydent". We wtorek nurt Warty porwał czwórkę rodzeństwa, które kąpało się właśnie na dzikim kąpielisku.

Siwek przypomniał, że w Polsce mamy ustawę, która zakończyła działalność ratownictwa jako wolontariatu.

- System musimy zmienić natychmiast, nie musimy tego robić ustawowo, bo zostało to zmienione dwa sezony temu. Ustawa wyprzedziła te fakty i koszmarne wiadomości, którymi jesteśmy od dwóch miesięcy bombardowani - powiedział ekspert i przypomniał, że podmiotem odpowiedzialnym za zabezpieczenie kąpieliska jest wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Wśród miejsc, które powinny być zabezpieczone, są także dzikie kąpieliska. Jak dodał, "mają oni obowiązek, by skatalogować te miejsca, wyciągnąć wnioski i zlecić [zabezpieczenie - red.] na drodze umowy podmiotom powołanym do ratownictwa wodnego". Zdaniem Siwka, jest to ignorowane tylko dlatego, że "nie wiemy o tym obowiązku."

"Armia ludzi"

Ekspert przypomniał, że Ustawa o ratownictwie wodnym wymienia 23 podmioty, które mogą prowadzić działania ratownicze na wodzie. Wśród nich jest m.in. Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe i inne zrzeszone ochotnicze pogotowia. - Dysponują 30 tys. ludźmi. To jest armia ludzi - powiedział.

- Lokalna społeczność doskonale wie, gdzie idzie się kąpać i ten lokalny wójt, czy burmistrz, też to wiedzą - powiedział Siwek. Dodał, że należy "edukować, egzekwować i reagować." - Musimy zacząć liczyć siły na zamiary. Jeżeli mamy zabezpieczyć zbiornik, to nie patrzmy na zabezpieczenie 60 m kąpieliska z perspektywy łódki wiosłowej, tylko sprawdźmy, jakie są wymagania tego zbiornika, ile ludzi się tam kąpie i pod to przygotowujmy sprzęt - powiedział.

Nurt rzeki porwał dzieci

We wtorek nurt Warty w pobliżu miejscowości Zalesiaki koło Działoszyna (woj. łódzkie) porwał czwórkę rodzeństwa, które kąpało się na dzikim kąpielisku. Ratownicy wyłowili z rzeki troje dzieci w wieku od 7 do 15 lat. Mimo reanimacji nie udało się ich uratować. Poszukiwania ostatniego z dzieci - 14-latka - przerwano po zapadnięciu zmroku, są kontynuowane w środę.

Według policji Warta w tym miejscu jest dość szeroka. Dzieci zbytnio oddaliły się od brzegu i cała czwórka została porwana przez nurt rzeki. Na miejsce skierowano służby ratunkowe. Strażacy przeszukiwali nurt rzeki na pontonach i łodziach, a policjanci przeczesywali brzegi i najbliższą okolicę.

Według policji 36-letnia matka dzieci była trzeźwa. Rodzice dzieci są w szoku. Cała rodzina została otoczona opieką policyjnego psychologa. Okoliczności tragedii bada prokuratura i policja.

Autor: db / Źródło: tvn24