Pięć nastolatek zginęło w pożarze escape roomu. Ruszył proces apelacyjny

Pięć ofiar pożaru w escape roomie w Koszalinie
"Rażąco niska kara" w procesie w sprawie pożaru w escape roomie
Źródło wideo: Jan Błaszkowski/Fakty TVN
Źródło zdj. gł.: tvn24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
W pożarze escape roomu w Koszalinie w 2019 roku zginęło pięć dziewcząt. Wyrok w tej sprawie zapadł pięć lat później. W czwartek przed sądem w Szczecinie rozpoczął się proces apelacyjny.

21 listopada 2024 roku Sąd Okręgowy w Koszalinie skazał na dwa lata więzienia organizatora escape roomu Miłosza S. i jego pracownika Radosława D. Wyroki roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata usłyszały z kolei matka i babka Miłosza S. Mieli oni także zapłacić każdemu z rodziców zmarłych dziewcząt po 200 tysięcy złotych nawiązki, czyli łącznie dwa miliony złotych. Apelację od wyroku wnieśli zarówno rodzice dziewczynek jak i obrońcy oskarżonych, jednak strony musiały oczekiwać na jego uzasadnienie. Proces ten przedłużył się ze względu na zwolnienie lekarskie sędzi, która miała je sporządzić. Do pracy wróciła dopiero w 2026 roku.

"Kara dwóch lat to zdecydowanie za mało"

W czwartek w Sądzie Apelacyjnym w Szczecinie, prokurator Krzysztof Kozber przyznał, że "tego rodzaju brak odpowiedzialności oskarżonych musi skutkować maksymalną karą".

- Kara dwóch lat więzienia to zdecydowanie za mało. I nie jest to kara, którą uważałbym za sprawiediwlią - przyznał.

Dopytytwany jaka byłaby sprawiedliwia, powiedział: - Żadna. Żadna kara, żadne pieniądze, życia tym dziewczętom nie wrócą.

- W tej sprawie zginął zdrowy rozsądek organizatorów - przyznał mecenas Zbigniew Śmigielski, pełnomocnik jednej z rodzin. Dodał też, że jego klienci domagają się podwyższenia kar dla skazanych mężczyzn do 8 lat, czyli maksymalnego wymiaru, a dla Małgorzaty W. i Beaty S. do 6 lat.

Tragiczny pożar w escape roomie w Koszalinie

4 stycznia 2019 roku, pięć 15-latek - Karolina, Julia, Wiktoria, Małgosia i Amelia - świętowały urodziny jednej z nich w escape roomie w Koszalinie. Gdy w poczekalni budynku wybuchł pożar dziewczęta nie mogły się wydostać - drzwi pokoju zagadek nie miały klamki od wewnątrz, okno było zabite deskami i okratowane. Prokuratura ustaliła, że przyczyną pojawienia się ognia był ulatniający się gaz z butli zasilających piecyki w budynku.

Ogień miał uniemożliwić pracownikowi escape roomu dotarcie do nastolatek. Mężczyzna został poparzony, nie otworzył dziewczętom drzwi. One same mogły to zrobić dopiero po rozwiązaniu ostatniej zagadki. W obiekcie nie było dróg ewakuacyjnych. Dziewczęta zatruły się tlenkiem węgla.

Rodzice nastolatek, które zginęły w escape roomie, przerywają milczenie
Źródło: TVN24

Podczas mowy końcowej w procesie przed sądem pierwszej instancji, prokurator Małgorzata Sielska powiedziała, że czwórka oskarżonych doprowadziła swoim zachowaniem do śmierci pięciu młodych dziewcząt, które miały przed sobą całe życie. Prokurator zwróciła także uwagę na opinię biegłych, według których budynek był w złym stanie technicznym. - Nie było tam stałego źródła ogrzewania, a o wynajmie zadecydowała niska stawka czynszu - podkreśliła.

Prokurator zwróciła także uwagę na to, że zlekceważono obowiązek wprowadzenia stałego ogrzewania do lokalu usługowego i instrukcji obsługi tych urządzeń. - Piecyki gazowe, mające ogrzewać lokal, umieszczono w pomieszczeniach pozbawionych wentylacji i zawierających materiały łatwopalne - podkreśliła prokurator Sielska.

Śledztwo Prokuratury Okręgowej w Koszalinie trwało dwa lata. Akt oskarżenia objął cztery osoby: Miłosza S., jego babcię Małgorzatę W., matkę Beatę W. oraz Radosława D. To osoby, które prowadziły, organizowały i pracowały w koszalińskim escape roomie. Miłosz S., pochodzący z Poznania, był głównym organizatorem escape roomu i pierwszym podejrzanym w sprawie. Takie same zarzuty usłyszały w październiku 2019 roku jeszcze trzy osoby: Małgorzata W., babcia organizatora escape roomu, która rejestrowała działalność, Beata W., matka podejrzanego, która współprowadziła działalność oraz Radosław D., pracownik escape roomu, który był na miejscu, gdy pożar wybuchł.

Zarzucono im umyślne przekroczenia przepisów przeciwpożarowych oraz nieumyślne spowodowanie śmierci pięciu osób. Nikt z oskarżonych nie przyznał się do winy.

Źródło: tvn24.pl, radioszczecin.pl
Czytaj także: