Do tragicznego wypadku doszło w poniedziałek przed południem na lodowcu Presena na granicy między prowincją Brescia w Lombardii a Trydentem - podał dziennik "La Repubblica" na swojej stronie internetowej. Polski narciarz został porwany i przysypany przez lawinę, kiedy zjeżdżał z bratem żlebem tuż obok trasy narciarskiej na wysokości około 2700 metrów nad poziomem morza. Alarm podnieśli inni narciarze znajdujący się w pobliżu i żołnierze z oddziału alpejskiego, pełniący służbę w rejonie stoku narciarskiego.
Gdy na miejsce dotarło dwóch ratowników górskich, zastali brata ofiary, który próbował odkopać go spod śniegu. Natychmiast powiadomiono centralę ratunkową, która wysłała helikopter z zespołem ratowniczym i psem lawinowym.
Młody narciarz został wydobyty spod śniegu nieprzytomny, w stanie zatrzymania krążenia. Ratownicy rozpoczęli reanimację. Po dotarciu zespołu medycznego został on przetransportowany śmigłowcem do szpitala w Trydencie. Był w stanie krytycznym. Zmarł wkrótce po przybyciu do szpitala.
Wysokie ryzyko lawinowe we włoskich górach
- Obaj mieli standardowy sprzęt, ale znajdowali się poza trasą. Kiedy ratownicy dotarli na miejsce, brat ofiary zdołał już odnaleźć go i udrożnić mu drogi oddechowe, ale od razu było jasne, że stan chłopaka jest bardzo ciężki - wyjaśnił cytowany przez gazetę radny z pobliskiej gminy Ponte di Legno, Andrea Zampatti. Dodał, że ratownicy ruszyli na pomoc natychmiast, bo żleb, w którym jechali narciarze, znajduje się bardzo blisko tras, zaś obsługa wyciągów widziała całe zdarzenie.
Regionalna Agencja Ochrony Środowiska Lombardii (ARPA) wydała wcześniej komunikat o wysokim zagrożeniu lawinowym. Wskazano, że wzrost temperatury w ciągu dnia spowodował zwiększenie ryzyka. Dochodzenie w sprawie wypadku prowadzą karabinierzy.
Opracował Adam Styczek /lulu
Źródło: PAP, Il Giorno
Źródło zdjęcia głównego: X/cnsas_official