Wrócili na miejsce wielkiego wybuchu


Część mieszkańców okolicy San Francisco, która trzy dni temu została zniszczona przez potężny wybuch, mogła w niedzielę wrócić do domu. - Kiedy zobaczyłam, że dom wciąż tu jest, poczułam się lepiej - powiedziała jedna z mieszkanek.

Do potężnej eksplozji i pożaru doszło w czwartek wieczorem czasu lokalnego na przedmieściach San Francisco. W dzielnicy San Bruno niemal całkowicie zniszczonych zostało ok. 50 domów. W kilkudziesięciu innych odnotowano mniejsze zniszczenia.

Jak na razie potwierdzono śmierć czterech osób, jednak istnieje obawa, że ofiar może być więcej. Kilka innych osób uznaje się za zaginione. W eksplozji i pożarze rannych zostało około 60 osób.

Postępy w pracach

W niedzielę Christopher Hart, przedstawiciel organizacji odpowiedzialnej za przeprowadzenie dochodzenia w sprawie czwartkowego wybuchu mówił o postępach poczynionych w miejscu katastrofy. - Pozwólcie mi powiedzieć o rzeczach, które udało nam się dzisiaj wykonać. Naszym celem dzisiaj było sprawienie, że rejon będzie przygotowany do odbudowy infrastruktury, tak aby mogły wrócić (tu) rodziny. (...) Musieliśmy usunąć rurę, która wybuchła - powiedział.

Wracają do domów

Niektórzy z mieszkańców regionu mogli w niedzielę powrócić do swoich domów. Znaleźli się wśród nich Pat i Roger Haro. Od czwartku, kiedy doszło do wybuchu, mieszkali w hotelu. Kiedy wrócili na miejsce, okazało się, że ich dom jest oznaczony na zielono, czyli należy do tych mniej zniszczonych. Te budynki, które ucierpiały bardziej, miały oznaczenia żółte bądź czerwone. - Kiedy zobaczyłam, że dom wciąż tu jest, poczułam się lepiej - powiedziała Pat. I dodała, że teraz lokalna społeczność będzie żyła bliżej siebie.

Mniej szczęścia miał Patrick Yu, którego dom został oznaczony na czerwono. - Mam dużo wspomnień w tym domu - powiedział. - Niektórych wspomnień nie da się zastąpić.

Źródło: Reuters, AP