Irańskie ataki wymierzone są nie tylko w Izrael i siły amerykańskie, ale również wiele innych państw regionu. Pociski spadają nawet na lotniska i luksusowe hotele. Obywatele USA, którzy w ostatnich dniach utknęli w krajach takich, jak Jordania, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Kuwejt, otrzymali sprzeczne porady z amerykańskiego Departamentu Stanu - zwrócił uwagę portal NBC News w czwartek. W niektórych miejscach Amerykanom polecono jak najszybszą ewakuację mimo zamkniętych lotnisk. "Departament Stanu poradził też ludziom kontakt z ambasadami USA w celu uzyskania pomocy, ale albo nie odbierano w nich telefonów, albo pracownicy byli zbyt zajęci, żeby pomóc" - czytamy.
- Czuję się zdradzony przez własny rząd, który rozpoczął to wszystko bez żadnego planu ewakuacji swoich obywateli - powiedział 36-latek z Florydy, który był służbowo w Dubaju, gdy Izrael i USA rozpoczęły atak na Iran.
- Departament Stanu nakazuje mi ewakuację, ale nie ma na to sposobu - powiedziała w rozmowie z CNN Amerykanka o imieniu Katie, która jest w Bahrajnie. - Nie mogę uwierzyć, że nie ma wsparcia dla obywateli USA, którzy utknęli w miejscu, gdy Stany Zjednoczone rozpoczęły ten konflikt.
Scenariusz "łatwy do przewidzenia"
Grupa demokratów z Kongresu w liście do sekretarza stanu Marco Rubio stwierdziła, że kwestie dotyczące Amerykanów za granicą "były do przewidzenia". NBC News pisze o "ostrej krytyce administracji Trumpa" i cytuje wysoko postawionego urzędnika Departamentu Stanu, który uważa, że rząd nie przygotował się na scenariusz, który był łatwy do przewidzenia. - Dzięki niemu znacznie mniej osób znalazłoby się w niebezpieczeństwie - podkreślił urzędnik, prosząc o zachowanie o anonimowości.
Co utrudniło opracowanie takiego scenariusza? Zdaniem dyplomatów przeprowadzone przez administrację Trumpa drastyczne cięcia zatrudnienia w Departamencie Stanu oraz brak nominacji ambasadorskich w kilku krajach arabskich.
- Z Białego Domu wychodzą sprzeczne komunikaty - ocenił w rozmowie z NBC News anonimowy były wysoko postawiony urzędnik Departamentu Stanu. Dodał, że brak profesjonalistów, ambasadorów, a co za tym idzie bezpośrednich kontaktów z Białym Domem "ma naprawdę duży wpływ" na planowanie działań oraz komunikaty adresowane do obywateli.
Biały Dom odpowiada
Amerykańscy urzędnicy - w tym sam prezydent Donald Trump - starali się wyjaśnić, dlaczego rząd nie był lepiej przygotowany na konsekwencje irańskich działań odwetowych. - Stało się to bardzo szybko - powiedział reporterom we wtorek.
Rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt na krytykę dotyczącą niedostatecznej pomocy dla obywateli USA przebywających na Bliskim Wschodzie odpowiedziała w środę. Podkreśliła, że Departament Stanu "wydał wiele ostrzeżeń", a jego szef Marco Rubio już w styczniu wydał ostrzeżenie poziom 4 "dla wielu krajów w tym regionie [Bliskiego Wschodu - red.]". Ostrzeżenie poziom 4 oznacza "nie podróżuj". Przed rozpoczęciem ataku 28 lutego dotyczyło m.in. Iranu, Iraku, Libanu, Syrii i Jemenu.
"Jednak dopiero po rozpoczęciu kampanii powietrznej w weekend Departament Stanu wydał ostrzeżenie poziom 3: 'ponownie rozważ podróż' dla co najmniej siedmiu krajów regionu: Jordanii, Kuwejtu, Omanu, Kataru, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Cypru" - komentuje portal NBC News.
Departament Obrony USA poinformował, że wojsko planuje zorganizować pomoc w ewakuacji Amerykanów. Departament Stanu w środę wieczorem przekazał, że jeden z pierwszych samolotów czarterowych wystartował z Bliskiego Wschodu i jest w drodze do USA. Tego samego dnia poinformowano o udzieleniu pomocy blisko 6500 Amerykanom za granicą, oferując im wskazówki dotyczące bezpieczeństwa i wsparcie w podróży.
Opracował Maciej Wacławik / az
Źródło: NBC News
Źródło zdjęcia głównego: HANNIBAL HANSCHKE/PAP/EPA