Miała iść do więzienia, ukrywała się w zakonach. Aż do chwili, kiedy siostry zaczęły coś podejrzewać

TVN24 | Świat

Autor:
ww//rzw
Źródło:
ANSA, Monastero Benedettine Gallarate, TVN24
Monastero Benedettine GallarateZakonnice odkryły, że ich gość ukrywa się przed policją

Udając zakonnicę, dzwoniła do klasztorów i prosiła o ciepły kąt na kilka dni. W pewnym momencie 47-letnia Włoszka zaczęła jednak mieszać fakty z życia i plątać się w opowieściach. Siostry z Gallarate w Lombardii postanowiły wezwać policję.

Czwartego lutego do sióstr benedyktynek opiekujących się klasztorem św. Franciszka w Gallarate zadzwoniła kobieta. Przedstawiła się jako siostra przełożona z Vicoforte. Mówiła o chorej bratanicy jednej ze swoich podopiecznych, rzekomo właśnie wypisanej ze szpitala niedaleko zakonu w Gallarate. - Nie ma gdzie spać, szuka schronienia - żaliła się "siostra przełożona".

Zabierała klucze i uciekała bez słowa

Zakonnice - skore do pomocy, ale ostrożne - poprosiły o numer telefonu do chorej. Zadzwoniły, żeby ustalić więcej szczegółów. Jak napisał lokalny portal VareseNews, głos "bratanicy" w słuchawce był łudząco podobny do głosu "siostry przełożonej", ale ze względu na pewność siebie i uprzejme podejście rozmówczyni siostry ostatecznie zaprosiły ją do siebie.

Zakonnice szybko zauważyły jednak, że ich gość często myli się w opowieściach dotyczących swojego życia i podaje sprzeczne informacje. Skontaktowały się z kilkoma zakonami z pobliskiego Piemontu i wypytywały, czy innym nie przydarzyło się w ostatnim czasie coś podobnego. Przeczucie ich nie myliło. "W wesoły i uprzejmy sposób zyskiwała przychylność sióstr z tych klasztorów. W niektórych zabrała klucze od drzwi wejściowych i bez uprzedzenia uciekała" - relacjonował portal.

Benedyktynki z Gallarate zadzwoniły na policję.

Wnętrze kościoła św. Franciszka, którym opiekują się siostry
Monastero Benedettine Gallarate

Uciekała przed karą, dosięgnie jej kolejna

Kiedy policjanci przybyli na miejsce, zaczęli od tego, że poprosili kobietę o dokument potwierdzający tożsamość. Miała przy sobie tylko książeczkę zdrowia. Kiedy spytali o datę urodzenia, 47-latka podała inną niż ta, która widniała w książeczce.

Na komisariacie, dokąd zabrali ją policjanci, okazało się, że kobieta ma status poszukiwanej. Jak podała agencja ANSA, była skazana na dwa lata i cztery miesiące więzienia za kradzież i oszustwo. Ukrywała się, by nie trafić za kratki.

Włoskie media nie podają, jak długo udawało jej się unikać sprawiedliwości. Policjanci ustalili, że schronienia udzielały jej nie tylko zakony. W podobny sposób zwiodła także pracowników schroniska dla bezdomnych w Legnano w Lombardii, które opuściła z dnia na dzień, również kradnąc przy tym klucze. Oprócz kary, którą wcześniej miała do odbycia, teraz grozi jej następna, bo usłyszała zarzuty kolejnych kradzieży oraz posługiwania się fałszywą tożsamością.

Siostry benedyktynki z Gallarate
Monastero Benedettine Gallarate

Siostry benedyktynki skomentowały sprawę na Facebooku. "Bardzo chciałybyśmy podziękować policji za pełen profesjonalizm i człowieczeństwo, a Was, czytelników, prosimy o modlitwę za kobietę, która była przyczyną tego całego zamieszania. Niech Pan pomoże jej zrozumieć jej błędy tak, żeby po odbytej karze mogła zacząć nowe życie. Dziękujemy!"

ww//rzw

Źródło: ANSA, Monastero Benedettine Gallarate, TVN24

Źródło zdjęcia głównego: Google Maps