W środę w Minneapolis agent Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE) śmiertelnie postrzelił kobietę. Według lokalnej policji blokowała ona ulicę swoim pojazdem. Gdy podeszli do niej funkcjonariusze ICE, próbowała odjechać. Wówczas jeden z agentów, który stał przed maską samochodu, oddał strzały w jej kierunku. Zdaniem administracji Donalda Trumpa, agent zrobił to w obronie własnej, bo kobieta miała ruszyć autem w jego stronę.
Władze Minneapolis zidentyfikowały ofiarę jako Renee Nicole Good, 37-letnią mieszkankę miasta. W czwartek korespondent "Faktów" TVN Marcin Wrona był na ulicy, na której doszło do tragedii.
- Jest krzyż, są plakaty, mnóstwo, mnóstwo kwiatów i świece. Kawałek dalej, gdy popatrzymy w dół ulicy, przy której teraz jesteśmy, gdzie rozegrał się ten dramat, zobaczą tam państwo zebraną część protestujących przy rozpalonych ogniskach, przy których się grzeją - relacjonował Marcin Wrona.
"Teraz te protesty na pewno będą większe"
Nagrania z postrzelenia kobiety trafiły do mediów społecznościowych. - Teraz wszyscy analizują krok po kroku, sekunda po sekundzie, klatka po klatce, nagrania, na których widać to, co się stało. Te analizy wzbudzają mnóstwo kontrowersji. Eksperci podają w wątpliwość to, że ten funkcjonariusz naprawdę miał być przejechany przez tę kobietę, że ona chciała go zabić - przekazał korespondent.
ZOBACZ TEŻ: Co wydarzyło się w Minneapolis? Pokazali nagrania
Marcin Wrona zwrócił uwagę, że do tragedii doszło zaledwie kilka przecznic od miejsca, w którym w maju 2020 roku zmarł w trakcie interwencji policji czarnoskóry mężczyzna George Floyd. Tamto wydarzenie również wzburzyło amerykańską opinię publiczną i wywołało historyczne protesty.
W czwartek protestujący byli obecni nie tylko na feralnej ulicy, ale także przed jednym z budynków federalnych w Minneapolis, związanym z ICE. - Tim Walz, który jest gubernatorem stanu Minnesota, mówi, że na razie Gwardii Narodowej nie będzie na ulice wyprowadzał - poinformował korespondent "Faktów" TVN.
- Tragedia, która się tu rozegrała, będzie miała potężne reperkusje, ponieważ Donald Trump wysyła policję migracyjną i służby federalne do coraz większej liczby miast w Stanach Zjednoczonych. To spotkało się z dużymi protestami. Teraz te protesty na pewno będą większe - ocenił Marcin Wrona.
"Jest to sprzeczne ze wszystkim, co Ameryka powinna reprezentować"
Nasz korespondent zapytał obecnych na miejscu tragedii Amerykanów, co sądzą o tej sprawie.
- Nie zgadzam się z przymusowym wyprowadzaniem ludzi z domów i miejsc pracy oraz zastraszaniem. Nie zgadzam się z tym, co wydarzyło się wczoraj, oczywiście, z morderstwem matki, ale też z akcją w szkole średniej. Wchodzą (agenci ICE - red.) do szkół. Publiczne szkoły w Minneapolis są zamknięte w czwartek i piątek z powodu strachu. Myślę, że nie zgadzam się z żadną polityką Trumpa - powiedziała Marcinowi Wronie młoda kobieta o imieniu Eren.
Malcolm ocenił, że agenci ICE mogli postąpić inaczej w czasie interwencji. - Z pewnością mogli ustąpić z drogi. Ewidentnie byli w pozycji, w której mogli całkowicie zejść z drogi, ale zdecydowali się strzelać - powiedział.
Amanda przyznała, że trudno jej uwierzyć, że "coś tak skandalicznego przytrafiło się komuś, kto był obserwatorem i po prostu próbował pomóc sąsiadom". - A teraz mały chłopiec został sierotą - dodała. Renee Nicole Good miała 6-letniego syna, którego ojciec zmarł wcześniej.
- Nasz rząd kłamie. Nazywa pokojowo nastawionych ludzi, którzy nie popierają tej tyranii i radykalnych kroków rządu, krajowymi terrorystami. To hańba. Jest to sprzeczne ze wszystkim, co Ameryka powinna reprezentować - komentowała Amanda.
- Nasz rząd ściga obywateli, niewinnych obywateli. Nie powinniśmy być celami. Ścigają mniejszości w naszych społecznościach. A to prześladowanie. Żyjemy w strachu. To wszystko jest jak z dystopii. Bardzo trudno jest opisać wszystkie emocje, jakie nas ogarniają - mówił naszemu korespondentowi Derek.
Matthew z kolei powiedział, że "wszyscy widzieli na tym nagraniu, że ona bała się o swoje życie". - Tego rodzaju strach przed własnym rządem jest tym, z czym walczyło tak wielu naszych przodków - dodał.
- Tak nie wygląda Ameryka. To mała, pełna nienawiści część naszego kraju, która obecnie wykorzystuje system prawny jako broń. Wykorzystują strach i używają broni, do której nie powinni mieć w ogóle dostępu. Robią to, by kontrolować populację - mówi Matthew.
Szefowa ministerstwa bezpieczeństwa krajowego (DHS) Kristi Noem nazwała zdarzenie w Minneapolis "aktem terroryzmu wewnętrznego" wymierzonym w funkcjonariuszy ICE. Powiedziała, że osoba kierująca samochodem "próbowała ich staranować", a agent ICE strzelił w samoobronie. Zarzuciła ofierze, że była częścią "tłumu agitatorów", i zapewniła, że funkcjonariusz postępował zgodnie z przeszkoleniem. Zapowiedziała dochodzenie FBI.
Co agenci ICE robili w Minneapolis
Jak podaje CNN, do Minneapolis zostało wysłanych około dwóch tysięcy agentów federalnych w ramach zwalczania nielegalnej imigracji, co za cel wzięła sobie administracja Donalda Trumpa.
Minnesota znalazła się niedawno w centrum afery związanej z wyłudzaniem przez przedstawicieli somalijskiej diaspory stanowych świadczeń socjalnych na skalę miliardów dolarów. Stan jest największym skupiskiem Somalijczyków w USA, choć szacuje się, że większość z nich posiada amerykańskie obywatelstwo.
Mimo że sprawa znana jest od lat, ostatnio zyskała większy rozgłos w mediach. W obliczu afery gubernator stanu i były kandydat na wiceprezydenta USA Tim Walz ogłosił w poniedziałek, że wycofa się z walki o reelekcję.
CNN przypomina też, że to nie pierwszy przypadek, gdy federalne władze imigracyjne obierają za cel Twin Cities (określenie to odnosi się do położonych blisko siebie miast Minneapolis i Saint Paul). Tak było też w grudniu, gdy agenci przybyli tam w ramach szeroko zakrojonej prezydenckiej kampanii deportacyjnej. Nastąpiło to po lekceważących komentarzach Donalda Trumpa na temat Somaliczyków, których nazwał "śmieciami".
Autorka/Autor: fil/kab
Źródło: TVN24, PAP
Źródło zdjęcia głównego: TVN24