Trump pokazał środkowy palec pracownikowi fabryki. Komentarz Białego Domu

Donald Trump przed wylotem do Michigan
Donald Trump do reporterki: "Cicho, świnko". Pytała o ujawnienie akt powiązanych ze zmarłym finansistą, Jeffrey'em Epsteinem
Źródło: Cable News Network Inc. All rights reserved 2025
Podczas wizyty w fabryce Forda Donald Trump pokazał środkowy palec pracownikowi, który miał krzyknąć w jego stronę "obrońca pedofili". Nagranie krąży w mediach społecznościowych. Biały Dom przekazał, że prezydent USA "zareagował w sposób odpowiedni".

Zdarzenie miało miejsce we wtorek, kiedy Donald Trump był oprowadzany po zakładach produkcyjnych Forda w Dearborn w stanie Michigan. 30-sekundowe nagranie z tego momentu opublikował portal TMZ.

Według amerykańskich mediów w pewnym momencie jeden z pracowników fabryki krzyknął w kierunku Trumpa "obrońca pedofili", choć nie jest to dokładnie słyszalne na nagraniu. Wtedy Trump zwrócił się w jego kierunku i uniósł w górę prawą rękę. Zdaniem TMZ prezydent USA pokazał środkowy palec, a wcześniej dwukrotnie powiedział w kierunku tej osoby: "pie***l się".

Biały Dom potwierdza autentyczność nagrania

Autentyczność nagrania potwierdził Biały Dom. Dyrektor ds. komunikacji Steven Cheung bronił w oświadczeniu, cytowanym przez CNN, postawy prezydenta. "Szaleniec wpadł w szał i zaczął wykrzykiwać przekleństwa, a prezydent zareagował w sposób odpowiedni i jednoznaczny" - ocenił.

Z kolei dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Forda David Tovar w odpowiedzi na tę sprawę przekazał stacji, że "jedną z naszych podstawowych wartości jest szacunek i nie tolerujemy nikogo, kto wypowiada się w nieodpowiedni sposób w naszych placówkach". Dodał, że "w takich przypadkach stosujemy odpowiednią procedurę, ale nie wchodzimy w szczegóły dotyczące konkretnych pracowników".

Tymczasem w rozmowie z "Washington Post" 40-letni TJ Sabula powiedział, że to on jest pracownikiem zakładu, który krzyczał w stronę Trumpa. Poinformował, że w związku ze swoim zachowaniem został zawieszony w obowiązkach. - Jeśli chodzi o krzyczenie do niego (Donalda Trumpa - red.), to zdecydowanie nie żałuję - przyznał. Dodał jednak, że martwi się o swoją przyszłość zawodową i uważa, że stał się "celem politycznej zemsty" za "zawstydzenie Trumpa przed jego przyjaciółmi".

Mężczyzna potwierdził, że jego okrzyk był nawiązaniem do tego, w jaki sposób administracja Trumpa odpowiada na sprawę akt przestępcy seksualnego Jeffreya Epsteina. Media przypominają, że wiele osób uważa, iż ukrywane są dokumenty, które ujawniłyby powiązania zmarłego finansisty z wpływowymi osobistościami publicznymi. Trump wielokrotnie zaprzeczał, jakoby wiedział o domniemanych nadużyciach. Nie został oskarżony o popełnienie przestępstwa.

Czytaj także: