Monako jest jednym z najmniejszych państw świata - promuje się jako oaza bogactwa i spokoju na malowniczym wybrzeżu Morza Śródziemnego, ale pewnego czerwcowego wieczoru, gdy urodzony w Ukrainie biznesmen wracał z rodziną do domu, ten starannie pielęgnowany wizerunek bezpieczeństwa i ciszy legł w gruzach.
Reporter CNN Matthew Chance odwiedził miejsce, w którym doszło do wybuchu. Celem ataku był Wadym Jermołajew. Dziennikarzom udało się z nim skontaktować - mężczyzna, mimo poważnych obrażeń, zgodził się z nimi porozmawiać.
- Kiedy ładunek wybuchł, zobaczyłem moją partnerkę, Annę. Leżała na schodach z poważnymi ranami nóg. Mój syn wymachiwał zakrwawionymi rękami. Ja miałem poparzenia na całym ciele i wyrwane fragmenty ciała - powiedział Jermołajew.
- Nie jestem konfliktowym człowiekiem. Zawsze starałem się unikać ostrych sporów, więc kompletnie nie rozumiem, dlaczego to się stało - dodał.
Na stwierdzenie, że w Ukrainie pojawiają się sugestie, że ten zamach ma związek z przestępczością zorganizowaną, odpowiedział: - Osobiście nigdy w życiu nie miałem z tym nic wspólnego. Policja w Monako pytała mnie, czy mogła w to być zamieszana moja rodzina. To było wręcz zabawne, bo wszystko co posiadam jest i tak już zapisane na moją żonę i dzieci.
Czy zamach na Jermołajewa ma związek z Ukrainą?
Zamachowczynią była 39-letnia samotna matka z Ukrainy, Anastazja Berezowska. Kobieta sama nagrała, jak podkłada ładunek. Według śledczych to część skomplikowanego międzynarodowego spisku, który wciąż próbują rozwikłać.
Reporter CNN zwrócił uwagę, że kręte i wąskie uliczki Monako są jednymi z najbardziej monitorowanych miejsc na świecie. Jest tu ponad 1400 kamer, które śledzą w zasadzie każdy krok. Na każdych 60 mieszkańców państwa przypada jeden policjant.
- Zamach wygląda na starannie zaplanowany, tak by ominąć wszystkie rygorystyczne zabezpieczenia - ocenił reporter. Policja w Monako jest teraz pod ogromną presją, żeby ustalić, co zawiodło.
Szef lokalnych służb przyznał, że badanych jest kilka scenariuszy, choć odmówił odpowiedzi na pytanie o powiązania sprawy z Ukrainą i jej służbami bezpieczeństwa. Jednak przed sądem w Kijowie tych powiązań nie dało się zignorować. Dwóch mężczyzn - oficera służby czynnej ukraińskiego wywiadu wojskowego oraz byłego agenta bezpieki - właśnie oskarżono o egzekucję Anastazji Berezowskiej i zakopanie jej ciała w lesie w pobliżu Kijowa.
Ukraińskie służby podejrzane o przeprowadzenie zamachu w Monako
Dla ukraińskich władz, toczących brutalną wojnę z Rosją, to potencjalnie potężny cios wizerunkowy, który grozi nadwyrężeniem relacji z europejskimi partnerami. Ukraiński wywiad wojskowy twierdzi, że podejrzani to zwykli przestępcy.
Spekulacje podsyca jednak fakt, że Wadim Jermołajew jest objęty sankcjami za robienie interesów z Rosją. On sam twierdzi, że to nie ma związku z zamachem. - Nie wyobrażam sobie, by miało to coś wspólnego z ukraińskimi sankcjami wymierzonymi we mnie. To by oznaczało, że nasze państwo może angażować się w pozasądowe egzekucje. Nie mogę w to uwierzyć - powiedział.
Na uwagę reportera CNN, że po zamachu oskarżył ukraińskie służby bezpieczeństwa, że stoją za tym atakiem, powiedział: - To nie jest tylko moje zdanie. Wskazują na to wszystkie fakty.
- Myślę jednak, że było to (próba - red.) morderstwo na zlecenie. Ktoś prywatnie wynajął specjalistów z wywiadu wojskowego, którzy wiedzą jak to zrobić, a oni przyjęli to zlecenie dla pieniędzy - ocenił Jermołajew.
Zarówno w Monako jak i Kijowie śledztwa idą pełną parą - celem jest odkrycie prawdy, w tym ewentualnej roli ukraińskich wynajętych zabójców lub skorumpowanych agentów w sprawieniu, że jedna z najbardziej luksusowych enklaw na świecie wydaje się dziś znacznie mniej bezpieczna.