Świat

Trzy kierunki, siedem opcji i coś ekstra. Gdzie uderzy Putin?

Świat

Trzy kierunki potencjalnych uderzeń

Rosja nie poprzestanie na Debalcewem. Wciąż jeszcze słaby militarnie przeciwnik i bezczynność Zachodu zachęcają do wojaczki. Nastąpi kolejne uderzenie, niekoniecznie na Mariupol. To generałowie Władimira Putina wybiorą czas i miejsce. Od reakcji świata zależy, jak daleko posunie rosyjska armia i zbrojne formacje "republik ludowych".

Rosjan nie zatrzymało zajęcie donieckiego lotniska, nie zatrzyma też zajęcie węzła debalcewskiego. Byłoby to sprzeczne ze strategią Kremla w Donbasie. W tej strategii nie ma czegoś takiego, jak ostateczna granica terytorialnych podbojów – np. granica obwodów donieckiego i ługańskiego, albo korytarz na Krym. Celem Rosji nie jest bowiem zdobywanie terenu, a zadawanie kolejnych militarnych porażek Ukrainie.

"Republiki ludowe" jako czysto wojenny i tymczasowy twór rozszerzają swoje granice nie z myślą o budowie quasi-państewka, ale po to, by jeszcze bardziej osłabić ukraińskie państwo. Celem Putina nie jest bowiem budowa drugiego Naddniestrza czy Abchazji w Donbasie, a zdestabilizowanie i osłabienie Ukrainy do tak dramatycznego poziomu, że realny stanie się powrót Kijowa do rosyjskiej strefy wpływów.

Debalcewska lekcja

Co było prawdziwym celem Rosjan w Debalcewem? Czy tylko wzięcie ważnego węzła komunikacyjnego i wyrównanie linii frontu, czy może zamknięcie sił ATO (operacji antyterrorystycznej) w kotle i powtórzenie iłowajskiej rzezi? Biorąc pod uwagę długoterminową strategię Rosji, a więc niszczenie morale przeciwnika poprzez ciężkie klęski i doprowadzenie do wybuchu niezadowolenia w Kijowie przeciwko władzom, to debalcewska bitwa okazała się tylko połowicznym sukcesem Moskwy.

Zamknięcie tysięcy Ukraińców w okrążeniu byłoby dużo większym zwycięstwem Rosji, niż zmuszenie wroga do opuszczenia tego rejonu. Co więcej, zamknięci w kotle Ukraińcy to utrzymywanie przez długi czas stanu wojny przynajmniej na jednym odcinku frontu i formalny pretekst do faktycznego nieprzestrzegania porozumień mińskich. Patrząc na wielotygodniowe ciężkie walki o Debalcewe w ten sposób, można zgodzić się z Petrem Poroszenką, który wycofanie sił z tego rejonu przedstawił jako sukces Kijowa.

Bitwa debalcewska może więc sporo mówić o zamiarach i dalszych planach Rosji w Donbasie. W wyniku działań wojennych w styczniu i pierwszej połowie lutego oddziały rosyjskie i rebelianckie zajęły lotnisko donieckie, dwa umocnione punkty ("blokposty") na strategicznej drodze na północnym froncie (na zachód od Ługańska) oraz dwie wsie w obwodzie donieckim. Rzucenie większości sił na zdobywanie Debalcewego odsłoniło inne odcinki frontu i pozwoliło Ukraińcom zdobyć nieco terenu z sześcioma wsiami na południu.Dwie siły rosyjsko-rebelianckie już odbiły.

Bilans zimowej ofensywy wychodzi więc Moskwie ostatecznie na plus – terytorialnie niewielki, psychologicznie duży (lotnisko, Debalcewe). Ale jednocześnie walki w styczniu-lutym pokazały coś jeszcze. Otóż okazuje się, że formacje rebelianckie, nawet wsparte przez regularne jednostki rosyjskie (a właściwie nawet odwrotnie), nie mają potencjału, żeby prowadzić szeroko zakrojoną ofensywę z szansami na powodzenie na więcej niż jednym kierunku w tym samym czasie. Takie możliwości otworzyłaby jedynie otwarta i na dużą skalę inwazja sił rosyjskich. Na to jednak Kreml nie pójdzie – przynajmniej nie w obecnej sytuacji.

Gdzie i kiedy?

Siły walczące z Ukrainą mogą uderzyć na dużą skalę na jednym kierunku, z ewentualnym manewrem pomocniczym na innym odcinku. Kluczowe jest więc teraz z punktu widzenia Kijowa ustalenie, gdzie to uderzenie nastąpi. Rosjanie też zdają sobie z tego sprawę, stąd tworzą polityczno-medialno-militarną zasłonę dymną. Nie wiadomo np. czy ciągła dyskusja o zbliżającym się szturmie na Mariupol nie jest tylko dezinformacyjną operacją. Zwłaszcza, że to na tym odcinku Ukraińcy wydają się być najlepiej przygotowani do obrony.

W rzeczywistości dużo bardziej obiecująco z punktu widzenia strategów rosyjskich może wyglądać – po debalcewskim zwycięstwie – szeroko pojęty front północny: od Doniecka na zachodzie, przez Gorłówkę, Debalcewe, Ałczewsk, Ługańsk, po granicę z Rosją na wschodzie. Przejęcie węzła komunikacyjnego pozwala z większą swobodą i szybciej przerzucać siły i przygotować ewentualne uderzenia w tym właśnie rejonie. Teraz Moskwa dysponuje trasą ekspresową biegnącą na zapleczu, wzdłuż całej długości północnego frontu, od Izwarino (przejście graniczne, główna brama wjazdowa dla posiłków z Rosji) po Donieck.

Obok pytania "gdzie?", drugie kluczowe pytanie brzmi "kiedy?". Większość analityków wojskowych, także rosyjskich, jeszcze kilkanaście dni temu uważała, że nowe zaostrzenie konfliktu nastąpi dopiero w kwietniu. Po pierwsze, wynikać miałoby to z politycznych kalkulacji Putina, chcącego pokazać Zachodowi, że jest gotów przestrzegać Mińska (po uprzednim zajęciu Debalcewego rzecz jasna). Po drugie, Rosjanie i ich miejscowi poplecznicy wykrwawili się w debalcewskiej operacji i potrzeba czasu na przegrupowanie i uzupełnienie strat. Po trzecie, swoje znaczenie mają warunki pogodowe: nadchodzi czas wczesnowiosennych roztopów, utrudniających szybkie manewry grup pancernych. Być może kierując się wymienionymi powodami, w poniedziałek Jurij Łucenko, szef parlamentarnej frakcji Bloku Poroszenki mówił, że władze mają na wzmocnienie się przed kolejnym uderzeniem wroga czas do kwietnia, a w najbardziej optymistycznym wariancie do maja.

Tyle że ruchy w "republikach ludowych" w ostatnich dniach wyglądają dużo bardziej niepokojąco. Ciągłe wkraczanie złożonych z rosyjskich żołnierzy batalionowych grup taktycznych (BTG) do Donbasu może sugerować, że ofensywa będzie kontynuowana już w najbliższych dniach. Nie widać tego procesu, który nastąpił po wrześniowym rozejmie – gdy niemal wszystkie wojskowe oddziały rosyjskie wycofały się za granicę. Potem zaczęły wracać – częściowo są to już nowe jednostki – aż w styczniu ruszyła ofensywa. Od tamtej pory Rosjanie wciąż napływają do Donbasu. I nie zmienił tego ani „rozejm” miński, ani zajęcie Debalcewego. Gdzie mogą uderzyć? Wskazać można trzy główne kierunki: południowy (na Mariupol, i ewentualnie dalej na Krym), zachodni (na Słowiańsk i ewentualnie dalej na Dniepropietrowsk lub Charków), północny (na Siewierodonieck i ewentualnie dalej na Charków).

Kierunek na Słowiańsk

1. Słowiańsk

18 lutego po długich walkach rosyjskie wojsko i rebelianci zajęli Debalcewe. Od dawna atakowali “drogę życia” łączącą wysunięte pozycje sił ATO z Artemiwskiem i próbowali zamknąć Ukraińców w kolejnym kotle, ale ostateczny szturm zaczął się po ogłoszeniu “reżimu wstrzymania ognia” 15 lutego. Proces odwrotu Ukraińców i niszczenia ich pozycji w Debalcewem i paru pobliskich wsiach zakończył się 19-20 lutego. Oddziały ATO wycofały się na nową linię obrony – w najwęższym miejscu wylotu dawnego worka debalcewskiego – między zbiornikami wodnymi Uglegorskim i Myroniwskim, na podejściach do miejscowości Switłodarsk i Ługańskie. Przez tę drugą i leżący na jej tyłach Zbiornik Myroniwski (mostem) biegnie droga E40 (M03) do Artemiwska.

To właśnie Artemiwsk, a potem leżące dalej na północny zachód Kramatorsk i Słowiańsk mogą być celem nowej ofensywy sił “noworosyjskich”. Te dwa ostatnie miasta, to obok Mariupola, największe niekontrolowane jeszcze przez “Doniecką Republikę Ludową” miejscowości obwodu donieckiego. Mają duże znaczenie symboliczne i strategiczne dla Rosjan. To właśnie w nich zaczynała się w kwietniu 2014 roku rebelia w Donbasie. W Słowiańsku (w momencie wybuchu walk ponad 100 tys. Mieszkańców) był matecznik Igora Girkina vel Striełkowa – i zajęcie tego miasta w czerwcowej ofensywie sił ukraińskich było momentem zwrotnym i zmieniło – aż do sierpnia – losy wojny na korzyść Kijowa. Kramatorsk zaś (160 tys. mieszkańców w styczniu 2014) to od kilku miesięcy tymczasowa siedziba lojalnych wobec Kijowa władz obwodu donieckiego oraz siedziba sztabu operacji antyterrorystycznej. Zajęcie Słowiańska i Kramatorska, wraz z pobliską Konstantynowką oznaczałoby faktycznie zajęcie całego obwodu donieckiego, a przynajmniej wszystkich jego ważniejszych ośrodków – z wyjątkiem położonego daleko na południu Mariupola.

Marsz w tym kierunku oznaczałby też wbicie klina między ukraińskie siły w północnej części obwodu ługańskiego, a te stojące na zachodzie obwodu donieckiego i dalej, w głąb Ukrainy.

W przypadku ofensywy na tym kierunku można się spodziewać prób oskrzydlenia ukraińskich pozycji na linii Switłodarsk-Ługańskie. Zamiast czołowego natarcia drogą E40, oddziały rebeliancko-rosyjskie mogą ruszyć z dwóch kierunków, koncentrycznie na Artemiwsk: z Gorłówki drogą T0513 przez Opytne (ruch południe-północ) oraz z Pierwomajska drogą T0504 przez Popasną (ruch wschód-zachód). Warto przypomnieć, że na obu tych kierunkach Ukraińcy byli już atakowani w poprzednich tygodniach. Jednoczesne uderzenie z obu stron zmusiłoby siły ATO do szybkiego cofnięcia się drogą E40 aż do Artemiwska – aby nie wpaść w kocioł.

Ewentualne zdobycie Artemiwska otworzyłoby drogę do Słowiańska – ten odcinek drogi E40 biegnie przez płaski rzadko zalesiony teren, bez przeszkód naturalnych i miejscowości, które można by zamienić w silne punkty obrony.

Artemiwsk liczył rok temu ok. 80 tys. mieszkańców. Podobnie jak leżąca na południowy wschód od niego Konstantynowka. Tędy może pójść bezpośrednie uderzenie z Gorłówki na Kramatorsk – najpierw drogą T0516, a dalej H20. Także tutaj już wcześniej toczyły się walki o położony niemal na linii frontu Dzierżyńsk. Jego ustawiczny ostrzał może oznaczać przygotowanie do działań ofensywnych także na tym kierunku.

Zajęcie Artemiwska i Konstantynowki (pierwsza faza), a następnie Kramatorska i Słowiańska (druga faza) to scenariusz minimum. Rosjanie mogą tutaj spróbować to, co nie udało im się do końca w Debalcewie – zamknąć Ukraińców w kotle. Ale jest też opcja bardziej ambitna – do realizacji albo z marszu, albo w następnym etapie eskalcji – czyli marsz w głąb Ukrainy. Albo w kierunku zachodnim – na Dniepropietrowsk (co jest mniej realne, choćby ze względów komunikacyjnych – trzeba by było skręcić na południe i drogami krajowymi dotrzeć do drogi ekspresowej M04 Donieck-Dniepropietrowsk), albo północnym – na Charków. W tym drugim wypadku do dyspozycji jest droga ekspresowa M03. Czy tak daleko idąca ofensywa jest możliwa? W przypadku uderzenia na zachód chodziłoby raczej tylko o zadanie strat przeciwnikowi, w wariancie północnym – możliwe są kalkulacje terytorialne, czyli rozszerzenie rebelii na Charków.

Kierunek ługański

2. Siewierodonieck

Drugi możliwy kierunek ofensywy rosyjskiej to front "ługański". Celem byłoby odrzucenie sił ATO za rzekę Siewierski Doniec i wyjście na trójkąt miast Lisiczańsk – Siewierodonieck – Rubiżne, leżący na północny zachód od Ługańska. Siewierodonieck (ponad 120 tys. mieszkańców na początku wojny) to po utracie Ługańska tymczasowa siedziba lojalnych wobec Kijowa władz obwodu ługańskiego. Utrudnieniem dla nacierających byłaby tu nie tylko rzeka, ale też podrzędna droga P66 wiodąca na północ.

Kolejna potencjalna trasa natarcia – bardziej na wschód – też nie jest najłatwiejsza. To Triechizbienka i most na Siewierskim Dońcu, który na tym odcinku stanowi linię frontu. Gdyby tu się udało, nacierający mieliby otwartą drogę (T1315) aż do biegnącej na północ drogi H21. To właśnie na tej trasie leży Sczastje i wielka elektrociepłownia, która zaopatruje m.in. Ługańsk. To potencjalny kolejny szlak nacierających oddziałów rebeliancko-rosyjskich. Jeszcze bardziej na wschód leży Stanica Ługańska. Jest kontrolowana przez Ukraińców i trudna do zdobycia, bo opiera się o zbiornik wodny, który ciągnie się aż do granicy z Rosją. Na dodatek, korzystając z koncentracji sił wroga na kierunkach Debalcewe i Donieck, niedawno w rejonie Stanicy Ługańskiej wojsko ukraińskie i Gwardia Narodowa wyszły w dół Siewierskiego Dońca ku granicy ukraińsko-rosyjskiej, wyzwalając dwie wsie i umacniając się tam.

Wobec umocnionych i od dawna dobrze bronionych pozycji ATO w rejonach Triechizbienki, Sczastja i Stanicy Ługańskiej najbardziej prawdopodobne byłoby jednak bezpośrednie uderzenie z Brianki, Stachanowa i Pierwomajska na Lisiczańsk. Celem byłby „trójkąt” miejski nad Siewierskim Dońcem. Potem możliwe jest uderzenie na Nowoajdar (skręt na wschód) aby odciąć zgrupowanie ukraińskie w rejonie Sczastja. Wyjście na H21 w Nowoajdarze oznacza też otwartą drogę na północ – na węzeł komunikacyjny w Starobilsku. To ostatnie większe miasto w obwodzie ługańskim, które byłoby wówczas do zdobycia.

Zajęcie północnej części obwodu ługańskiego otwiera drogę do obwodu charkowskiego. Charków zaś to drugie pod względem wielkości miasto Ukrainy i potężny ośrodek przemysłowy. W grudniu 1917 r. to Charków był pierwszym ukraińskim miastem, które uznało przewrót bolszewicki w Rosji. Charków był też stolicą sowieckiej Ukrainy aż do 1935 r. W obwodzie charkowskim swoją siedzibę ma największy w kraju producent czołgów, a to tylko jedno z wielu przedsiębiorstw przemysłu zbrojeniowego w tym obwodzie. - Bez wątpienia Charków, który pozostał niewzruszony na wezwania do przyłączenia się do "Noworosji", naprawdę dręczy pewne kręgi w Moskwie i "republikach ludowych" - mówił w listopadzie 2014 portalowi openrussia.org rosyjski analityk wojskowy Aleksandr Goltz.

Powtarzające się zamachy terrorystyczne w Charkowie i bliskość rosyjskiej granicy powodują, że w mieście wciąż panuje nerwowa atmosfera. Rebelia została stłumiona w zarodku jeszcze wiosną 2014. Ale w mieście wciąż jest potężna piąta kolumna, która tylko czeka na ofensywę rebeliantów, aby podnieść głowę. Gdyby Rosja zdecydowała się pójść dalej, niż tylko do Rubiżnego i Starobilska, oznaczałoby to wojnę na większą skalę. Na razie jest to jednak mało prawdopodobne.

Kierunek mariupolski

3. Mariupol

O tym celu nowej ofensywy rebeliantów i Rosjan mówi się najczęściej. To jedyny poważny punkt oporu w przypadku marszu na Krym. Mariupol przed wybuchem wojny liczył blisko 500 tys. mieszkańców. Ukraina miała kilka miesięcy, aby go umocnić. Tutaj Ukraińcy skoncentrowali główne siły na południu Donbasu. Oddziały 1. Brygady Pancernej (z Czernihowa), 51. Brygady Zmechanizowanej (Włodzimierz Wołyński), brygady Gwardii Narodowej oraz kilka batalionów ochotników. Doświadczenia ostatnich miesięcy pokazują, że natarcie na tym kierunku byłoby dla Moskwy najtrudniejsze i być może najkrwawsze. Ale zamiast frontalnego natarcia zawsze można próbować oskrzydlić miasto.

Zdając sobie z tego sprawę Ukraińcy wykorzystali zaangażowanie wroga pod Debalcewem i przeprowadzili niewielkimi siłami udaną operację ofensywną pod Mariupolem, przesuwając front o 15-20 km w stronę Nowoazowska. W pobliżu Mariupola działają dwa zgrupowania rebeliancko-rosyjskie. Jedno w rejonie Nowoazowska – to ono próbuje zdobyć Szyrokino nacierając na zachód drogą E58 (M14). Drugie zgrupowanie znajduje się bardziej na północ, w rejonie Telmanowa. Stąd może zaatakować Mariupol od północnego wschodu wzdłuż rzeki Kalmius, ale może też próbować oskrzydlić Mariupol od północy i zamknąć miasto w okrążeniu. Wtedy natarcie pójdzie z rejonu miejscowości Krasnoarmiejskoje, przez Tałakowkę, przecinając drogę H20, by wyjść na Wołodarskoje i Mangusz, na zachód od Mariupola.

Zdobycie Mariupola otworzyłoby Rosjanom drogę na Krym wzdłuż brzegu Morza Azowskiego przez obwód zaporoski. Obecnie łączność z półwyspem Rosja ma tylko drogą powietrzną i promem przez Cieśninę Kerczeńską, która łączy Morze Czarne z Morzem Azowskim. To drugie połączenie jednak w sezonie jesienno-zimowym działa tylko w przerwach między sztormami. Bez lądowego połączenia - a więc obszaru nad Morzem Azowskim, należącego obecnie do Ukrainy (tzw. Przyazowie) - zaopatrywanie Krymu jest bardzo utrudnione i kosztowne.

Marsz na Krym miałby sens tylko wtedy, gdyby Rosjanie byli w stanie zabezpieczyć „korytarz”. To oznaczać może powrót do koncepcji Noworosji. Porzuconej przed paroma miesiącami przez Putina. Nie wszyscy zwrócili uwagę na obrazki ze zdobytego Debalcewego: szczególnie zawieszenie flagi Noworosji nad najwyższym budynkiem w mieście, co z lubością i wielokrotnie pokazywały rosyjskie telewizje. Flagi noworosyjskie powiewały też nad niektórymi czołgami i pojazdami bojowymi. A w mundury z oznaczeniami Noworosji przebrani byli rosyjscy żołnierze – przynajmniej ci, do których dopuszczono kamery i fotoreporterów.

Warto przypomnieć, co prezydent Rosji ma na myśli, mówiąc: Noworosja. Już 17 kwietnia 2014 mówił, że to historyczny obszar leżący nad Morzem Czarnym i Morzem Azowskim, obecnie należący do państwa ukraińskiego, ale wcześniej kolonizowany i "naturalnie" związany z resztą Rosji. Noworosja w putinowskim rozumieniu to nie tylko obwody doniecki i ługański, ale też charkowski (na północ od Donbasu) oraz trzy obwody południowej Ukrainy: chersoński, mikołajowski i odeski. Te ziemie, jak mówił Putin, "nie były częścią Ukrainy w czasach carskich", ale "zostały oddane Ukrainie w latach 20. XX w. przez rząd sowiecki".

Bardziej prawdopodobne jest jednak tylko zajęcia Mariupola, bez marszu na Krym. Przynajmniej na razie.

Plan dywersyjny

Trzy wymienione wcześniej warianty ataku oznaczać będą, obok ewentualnego rozbicia Ukraińców kolejne zdobycze terytorialne. Nie można jednak wykluczyć, że rebelianci i Rosjanie zaatakują tylko po to, aby zadać przeciwnikowi duże straty i podsycić niezadowolenie w Kijowie z generałów.

Temu służyłby manewr na zachód od Doniecka, w którym udział wzięłyby zgrupowanie telmanowskie i z Doniecka-Gorłówki. W takiej sytuacji jedna część grupy telmanowskiej poszłaby drogą H20 w dół, na południe, z Jelenowki i Dokuczajewska na Wołnowachę. To odcięłoby drogi zaopatrzenia dla Ukraińców w Starognatowce. Druga grupa z rejonu Komsomolskoje uderzeniem czołowym od zachodu zajęłaby Starognatowkę, by potem dojść do H20 na wysokości miejscowości Donskoje. Grupa trzecia z rejonu Telmanowa maszerowałaby na Granitnoje i dalej na Donskoje, oskrzydlając zgrupowanie ATO w Starognatowce od południowego wschodu. Po zakończeniu fazy pierwszej (zniszczenie zgrupowania starognatowskiego i wyjście na H20) rebelianckie zgrupowanie w rejonie Wołnowacha-Donskoje kontynuowałoby natarcie na zachód, na miejscowość Ugledar. Tutaj miałoby się spotkać z siłami zgrupowania nacierającego z północnego wschodu, od Doniecka. Efekt? Zamknięcie dużych oddziałów ukraińskich w kotle w rejonie Konstantinowka-Nowomichajłowka.

W tym samym czasie jedna grupa uderzeniowa z Doniecka poszłaby na zachód, przez Marinkę, wychodząc w Kurachowie na tyły zgrupowania ATO w Konstantinowce i Nowomichajłowce. Tam ostry skręt w lewo, na południe i rajd na Ugledar, gdzie doszłoby do połączenia z oddziałami zgrupowania telmanowskiego i zamknięcia Ukraińców w kotle.

Ostatnie doniesienia o formowaniu silnej grupy uderzeniowej w pobliżu miejscowości Jasinowataja potwierdzają zagrożenie atakiem na tym odcinku frontu.

Taktyczna przewaga Rosji

Należy pamiętać, że miesiące rozejmu Moskwa wykorzystała na pozbycie się niepewnych i niepokornych komendantów oraz wycofanie lub wyniszczenie mniej zdyscyplinowanych i mniej wartościowych bojowo oddziałów miejscowego "pospolitego ruszenia". Ich miejsce zajęli najemnicy i regularne wojsko z Rosji. Ci ostatni są oczywiście przebrani w miejscowe mundury z naszywkami "Armii Noworosji".

Niezależnie od wyboru miejsca ofensywy, taktyka Rosjan i rebeliantów będzie podobna. Kluczową rolę odegrałyby batalionowe grupy taktyczne (BTG). Każdy taki związek taktyczny liczy 400-450 żołnierzy poruszających się bojowymi wozami piechotyu BTR, BMP lub BMD. Jest wzmocniony czołgami, własną artylerią i obroną przeciwlotniczą. Wykonuje samodzielnie operacje bojowe. Według strony ukraińskiej, w Donbasie jedną z taktyk wykorzystywanych przez BTG jest koncentracja sił na niedużym odcinku frontu, góra półkilometrowym i próba jego przerwania. Robią to atakując grupami po ok. 100 ludzi, rotacyjnie. Przy ciągłym wsparciu czołgów i artylerii. Taka taktyka pozwala utrzymać wysoki poziom ognia i podczas gdy nacierający rotują się, obrońcy są pod ciągłym szturmem. Taki szturm jest starannie przygotowywany. Rosyjski zwiad dokładnie sprawdza ukształtowanie terenu, pozycje i siłę przeciwnika. To dlatego zwiększoną aktywność dronów rosyjskich Ukraińcy uznają za bardzo prawdopodobną zapowiedź ataku.

Natarciu lądowemu towarzyszyłoby zmasowane uderzenie rakietowe na punkty dowodzenia, sztaby i węzły komunikacji Ukraińców. W zasięgu wyrzutni Smiersz i Uragan znajduje się główny sztab ukraiński w Kramatorsku. W ostrzał mogą włączyć się też Iskandery, które pojawiły się przy granicy. W zasięgu ich pocisków jest nie tylko cały Donbas, ale też ukraińskie zaplecze z wielkimi węzłami komunikacyjnymi – ważnymi dla przerzutu posiłków w rejon walk. W Doniecku i koło Szachtarska stoją też systemy rakietowe S-300, a w pasie Jenakijewo-Makiejewka rozwijane są pododdziały rosyjskiej obrony przeciwlotniczej.

Odwody stacjonują w głębi "republik ludowych", w rejonie miejscowości Rowienki, Antracyt, Sniżne, Krasnyj Łucz. W Ługańsku, Sniżnem, Makijewce i Nowoazowsku powstały bazy przeładunkowo-dystrybucyjne, punkty zbioru i remontu pojazdów wojskowych. Ofensywą dowodzić będzie oczywiście dowództwo armii rosyjskiej z Moskwy (poziom strategiczny), ale też na miejscu.

Jacek Czaputowicz o szczycie czwórki normandzkiej w Paryżu
Jacek Czaputowicz o szczycie czwórki normandzkiej w Paryżutvn24
wideo 2/23

Autor: Grzegorz Kuczyński / Źródło: tvn24.pl

Tagi:
Raporty: