"Szczególny status" Donbasu i amnestia. Kiedy Ukraina podrze miński protokół?

Premier Arsenij Jaceniuk mówi o wprowadzeniu stanu wojennego od kilku miesięcy
Premier Arsenij Jaceniuk mówi o wprowadzeniu stanu wojennego od kilku miesięcy
tvn24
tvn24Rosyjscy separatyści na Ukrainie

Rozejm na rosyjskich warunkach to dla Ukrainy taktyczny sukces, który może się jednak przerodzić w strategiczną porażkę. Teraz Kijów uniknął militarnego pogromu, ale w przyszłości może stracić na dobre Donbas. Stąd mało prawdopodobne, aby zgodził się na realizację wszystkich punktów protokołu o zawieszeniu broni.

Ukrainie zależało na rozejmie, bo po wkroczeniu rosyjskiej armii jej siły znalazły się na krawędzi całkowitego pogromu. Dlaczego nie chciała tego wykorzystać Rosja? Być może Kreml nie czuje się na siłach, żeby już teraz maszerować na Charków, Dniepropietrowsk czy Odessę. Wojownicze deklaracje separatystów, że tak będzie, świadczą jedynie o tym, że nie mają oni nic do powiedzenia. Kalkulacje Kijowa i Moskwy przyniosły miński rozejm. Ale raczej nie na długo. Długoterminowo porozumienie nie zadowala żadnej ze stron.

Głównie na papierze

Przede wszystkim należy podkreślić, że miński protokół raczej nigdy nie zostanie w całości wprowadzony w życie. Z 12 punktów porozumienia z 5 września blisko trzy doby po jego wejściu w życie realizowany jest tylko jeden: "pkt 1 Zapewnić natychmiastowe dwustronne zawieszenie ognia". A i tak trzeba podkreślić, że realizowany nie w pełni, bo pozycje ukraińskie nadal są ostrzeliwane.

O tym, czy rozejm jest przestrzegany, czy nie, decydują - nie do końca wiadomo, według jakich kryteriów - przedstawiciele OBWE. Choć ich monitoring przestrzegania rozejmu (pkt 2 "Zapewnić monitoring i weryfikację przez OBWE postanowień rozejmu") jest mocno iluzoryczny, wciąż nie mają dostępu do wielu rejonów obszaru konfliktu.

OBWE ujawnia

Treści protokołu podpisanego w Mińsku 5 września, wprowadzającego rozejm po raz pierwszy od przeszło dwóch miesięcy, nie ujawnił ani Kijów, ani Moskwa. Zrobiła to OBWE.

Uwagę zwracają już pierwsze słowa protokołu: "W wyniku rozpatrzenia i omówienia propozycji, wniesionych przez uczestników konsultacji w Mińsku 1 września 2014". To sugeruje, że zasadnicze punkty porozumienia znalazły się na stole już podczas pierwszego spotkania grupy kontaktowej w Mińsku (poniedziałek 1 września). Wtedy nie doszło do porozumienia, następne spotkanie ustalono na piątek. A przez ten czas Rosjanie "zmiękczali" pozycję Kijowa środkami militarnymi. Być może też Petro Poroszenko grał jeszcze na czas, licząc na coś podczas szczytu NATO w Walii.

Gdy okazało się, że pomoc jest mocno symboliczna, Kijów poszedł na narzucone warunki - nie ma co bowiem ukrywać, że z 12 punktów protokołu, korzystne dla Ukrainy są właściwie tylko dwa: o natychmiastowym przerwaniu ognia i o wycofaniu "nielegalnych formacji zbrojnych".

Formalnie dokument jest wynikiem uzgodnień trójstronnej grupy kontaktowej (Ukraina, Rosja, OBWE). I pod protokołem podpisy złożyli przedstawiciele tej grupy: "Ambasador Heidi Tagliavini", "Drugi Prezydent Ukrainy L.D. Kuczma", "Ambasador FR na Ukrainie M.J. Zurabow". Ale pod tymi sygnaturami, z niewielką przerwą wskazującą, że nie są to podpisy tej samej wagi, co pierwszej trójki, podpisali się "A.W. Zacharczenko" i "I.W. Płotnickij".

Obaj reprezentowali w Mińsku tzw. Doniecką Republikę Ludową oraz tzw. Ługańską Republikę Ludową. Ale przy ich nazwiskach nie ma żadnych funkcji, nie wiadomo więc - od strony formalnej - na jakiej zasadzie ich autografy tam w ogóle dopuszczono.

Punkt 1

Zapewnić natychmiastowe dwustronne zawieszenie ognia. W obecnej sytuacji to sukces strony ukraińskiej. Choć po wejściu rozejmu w życie w piątek wieczorem nadal dochodzi do ostrzału ze strony rebeliantów i Rosji, to Kijów uniknął "czarnego scenariusza", czyli przede wszystkim utraty Mariupola. Jeśli uda się zawieszenie broni utrzymać przez dłuższy okres, będzie to jeszcze bardziej korzystne dla Ukrainy, która zyskuje czas na przegrupowanie sił i przerzut w rejon Donbasu posiłków i broni.

O tym, że przeciwnik zdawał sobie sprawę, że Ukraińcy są na granicy całkowitej klęski, świadczy niezadowolenie lokalnych liderów rebelii z zawarcia rozejmu. Musieli oni jednak uznać decyzję Moskwy. Rosja już właściwie ręcznie steruje separatystami po tym, jak wymieniła ich kierownictwo miesiąc temu.

12-punktowy dokument podpisany w Mińsku 5 wrześniawww.osce.org
Druga część porozumienia

Punkt 2

Zapewnić monitoring i weryfikację przez OBWE postanowień rozejmu.

Na razie takie mechanizmy właściwie nie działają. Ostrzał w wielu punktach Donbasu powoduje, że OBWE nie chce tam wysyłać obserwatorów. Jedynym przykładem "monitoringu i weryfikacji" postanowień rozejmu była wypowiedź przedstawiciela OBWE po tym, jak rebelianci ostrzelali z moździerzy lotnisko w Doniecku. Obserwator stwierdził, że mimo wszystko nie narusza to rozejmu.

Punkt 3

Przeprowadzić decentralizację władzy, drogą przyjęcia ustawy "O tymczasowym porządku lokalnego samorządu w wydzielonych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego" (Ustawa o szczególnym statusie).

Realizacja tego punktu byłaby strategiczną porażką Kijowa. Należy bowiem pamiętać, że od początku konfliktu ukraińskie władze stanowczo odrzucały postulat federalizacji państwa - oznaczający faktyczną utratę kontroli nad częścią terytorium (w tym wypadku chodzi o część Donbasu). Dlatego należy oczekiwać, że strona ukraińska będzie dążyła do neutralizacji tego punktu, który najwidoczniej znalazł się w protokole pod wyraźnym naciskiem Moskwy. Warto jeszcze zwrócić uwagę, że nadanie "szczególnego statusu" Donbasowi w ramach Ukrainy nie zadowala także separatystów. Krótko po zawarciu rozejmu "premier" Zacharczenko powiedział, że do następnego posiedzenia grupy kontaktowej, w szerszym składzie, dojść ma w ciągu tygodnia. Dodał, że liderzy "republik ludowych" będą chcieli wprowadzić punkt o nadaniu im niezależności od Ukrainy.

Pierwszy prezydent niepodległej Ukrainy Leonid Krawczuk powiedział, że Donbas może dostać niepodległość, ale jeśli taka będzie decyzja w ogólnoukraińskim referendum. Treść punktu wskazuje, że o nadaniu jakiegoś rodzaju autonomii Donbasowi miałby zdecydować parlament ukraiński. Tyle że w październiku mają się odbyć wybory i nowy skład Rady Najwyższej będzie dużo bardziej radykalny i antyrosyjski niż obecny.

Punkt 4

Zapewnić stale działający monitoring na ukraińsko-rosyjskiej granicy państwowej i weryfikację ze strony OBWE z utworzeniem strefy bezpieczeństwa w przygranicznych rejonach Ukrainy i FR.

Śpiew dalekiej przyszłości, na dodatek mało prawdopodobny (patrz punkt 2).

Punkt 5

Bezzwłocznie uwolnić wszystkich zakładników i bezprawnie przetrzymywane osoby.

Przede wszystkim punkt sformułowany bardzo ogólnie. Co oznacza "zakładników"? Co oznacza "bezprawnie przetrzymywane osoby"? Czy w tej definicji mieszczą się ukraińscy żołnierze wzięci do niewoli przez rebeliantów? A co z tymi więzionymi przez Rosjan na ich terytorium? Gdyby ich to obejmowało, oznaczałoby to przyznanie się Moskwy i rebeliantów do bezprawia. Problemy z wprowadzaniem w życie tego punktu protokołu mińskiego widać od samego początku obowiązywania rozejmu.

Punkt 6

Przyjąć ustawę o niedopuszczalności prześladowania i karania osób w związku z wydarzeniami, które miały miejsce w wydzielonych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego Ukrainy.

Wprowadzenie w życie tego punktu będzie oznaczało bezkarność wszystkich rebeliantów i Rosjan popełniających w Donbasie przestępstwa i zbrodnie wojenne. Nietrudno przewidzieć reakcję ukraińskiego społeczeństwa na taki rozwój wydarzeń. Pamiętać należy, że wcześniej Poroszenko proponował amnestię, ale nie dla tych, którzy dopuścili się ciężkich przestępstw. Umieszczenie punktu o "powszechnej" amnestii pokazuje, kto tak naprawdę dyktował treść porozumienia mińskiego.

Punkt 7

Kontynuować inkluzywny ogólnonarodowy dialog.

Na pierwszy rzut oka zapis banalny, nic nieznaczący. Ale strona rosyjska może go interpretować w przyszłości jako postawę do destabilizacji kolejnych regionów Ukrainy.

Punkt 8

Przyjąć środki w celu poprawy sytuacji humanitarnej w Donbasie.

Ten punkt brzmi równie dobrze, jak ogólnikowo. Póki w Donbasie słychać wystrzały i wybuchy, zapis bez znaczenia.

Punkt 9

Zapewnić przeprowadzenie przedterminowych wyborów lokalnych zgodnie z ustawą „O tymczasowym porządku lokalnego samorządu w wydzielonych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego” (Ustawa o szczególnym statusie).

Wynika z punktu 3. Uwagi i zastrzeżenia te same, co do tamtego zapisu.

Punkt 10

Wyprowadzić nielegalne formacje zbrojne, sprzęt wojskowy, a także bojowników i najemników z terytorium Ukrainy.

Skąd zapis o "nielegalnych formacjach zbrojnych"? Szczerze wyjaśnił to rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Wołodymyr Poliewoj: "Rosyjskich wojsk oficjalnie nie ma na terytorium Ukrainy, dlatego w protokole napisano, że będą wyprowadzone nielegalne formacje zbrojne".

Na razie nic nie wskazuje na takie wycofywanie, choć przyznać trzeba, że już sukcesem strony ukraińskiej było faktyczne przyznanie się w mińskim protokole Moskwy (podpis złożył ambasador Rosji), że ma na ukraińskim terytorium swoich żołnierzy i to w charakterze "nielegalnym" (oficjalna propaganda mówi o "ochotnikach" - żołnierzach na urlopie). To interpretacja ukraińska. Druga strona może tymczasem w każdej chwili stwierdzić: nie ma w Donbasie "nielegalnych" wojsk i broni.

Punkt 11

Przyjąć program ekonomicznego odrodzenia Donbasu i odbudowy regionu.

Kto miałby przyjąć taki program, a przede wszystkim kto miałby go finansować? Sytuacja podobna, jak w punkcie 8., choć widać wyraźnie, że Kreml nie zamierza ładować w Donbas pieniędzy - wystarczy "krymsk dziura". W wywiadzie dla "Wiedomosti" premier D. Miedwiediew zauważył z ironią, że skoro Kijów wciąż powtarza, że Donbas to ukraińska ziemia, to niech finansuje jego odbudowę.

W tym kontekście należy też przypomnieć zapowiedź Angeli Merkel o 500 mln euro, które Niemcy są gotowe przeznaczyć na odbudowę Donbasu. Wątpliwe, żeby rebelianci i Moskwa przegapili taką okazję i oddali Kijowowi możliwość wyboru celów odbudowy, na które szłyby niemieckie euro.

Punkt 12

Przedstawić gwarancje osobistego bezpieczeństwa dla uczestników konsultacji.

Bez wątpienia nie chodzi o gwarancje dla pani Tagliavini. Chodzi o liderów rebelii. Najwidoczniej wątpią oni, że Ukraina zgodzi się na całkowitą amnestię, więc przynajmniej sobie chcieli zapewnić bezkarność. Tyle że punkt jest bardzo ogólnikowy i nie wiadomo, kto miałby przedstawić takie gwarancje, a kto zgodziłby się je szanować.

Taktyczny rozejm?

Rozejm na warunkach podpisanych w Mińsku nie utrzyma się długo. Może dojść do wznowienia konfliktu, a na pewno obie strony będą dążyły do zmian w porozumieniu. Separatyści mówią wciąż o pełnej "niepodległości", Rosja wie, że ten kawałek Donbasu to za mało, żeby choćby poprawić gospodarcze położenie odizolowanego Krymu. Z kolei na Ukrainie Poroszenko będzie walczył o zwycięstwo w wyborach parlamentarnych i może się spodziewać wręcz zarzutów zdrady, gdyby zaakceptował na dobre warunki z Mińska.

- Czy potrzebne nam teraz zawieszenie broni? Potrzebne. Po to, żeby zachować życie. Po to, żeby przegrupować się. Po to, żeby stać się silniejszym. Jakie warunki w ogóle są możliwe dla tego, by realny rozejm nastąpił? Po pierwsze, nie strzelają. Po drugie, Putin zabiera swoich najemników, swoją armię i swoją broń. Po trzecie, Ukraina w pełni przywraca kontrolę nad granicą państwową - te słowa premiera Arsenija Jaceniuka z jednej strony ilustrują motywy Kijowa, z drugiej pokazują, że obecny rozejm ma bardzo kruche podstawy.

[object Object]
Jacek Czaputowicz o szczycie czwórki normandzkiej w Paryżutvn24
wideo 2/23

Autor: Grzegorz Kuczyński / Źródło: tvn24.pl

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości