TVN24 | Świat

Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie sytuacji na Ukrainie. Przemówienie ambasadora Kenii

TVN24 | Świat

Autor:
momo\mtom
Źródło:
tvn24.pl

W reakcji na uznanie przez Rosję niepodległości separatystycznych republik w Donbasie i wysłaniu tam rosyjskich wojsk, w poniedziałek odbyło się nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ. Donośny głos zabrał podczas niej ambasador Kenii. Powiedział, że sytuacja między Ukrainą i Rosją przypomina mu historię Afryki. - Jeśli po uzyskaniu niepodległości zdecydowalibyśmy się dążyć do etnicznej, rasowej i religijnej jednorodności, wiele dekad później wciąż bylibyśmy pogrążeni w krwawych wojnach. Zgodziliśmy się uznać granice, które odziedziczyliśmy, zamiast tworzyć narody z niebezpieczną nostalgią spoglądające w przeszłość - mówił dyplomata.

Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał w poniedziałek dekret o uznaniu niepodległości tzw. republik ludowych - Donieckiej (DRL) i Ługańskiej (ŁRL), powołanych przez prorosyjskich separatystów w ukraińskim Donbasie. Zdecydował też o wysłaniu na ich teren rosyjskich wojsk, w charakterze "sił pokojowych".

OGLĄDAJ NA ŻYWO W TVN24 GO

Kilka godzin po ogłoszeniu dekretu Putina zwołano nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ. Były to pierwsze obrady tego organu w sprawie konfliktu Rosja-Ukraina. Debata odbyła się wbrew sprzeciwowi Moskwy i Pekinu.

Ambasador Kenii: obecna sytuacja na Ukrainie przypomina historię Afryki

Podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa przemówienie wygłosił m.in. ambasador Kenii przy ONZ Martin Kimani. Jego wystąpienie odbiło się szerokim echem na świecie. Dyplomata podkreślił, że Kenia jest głęboko zaniepokojona decyzją Rosji o uznaniu separatystycznych "republik" w Donbasie za niepodległe państwa oraz rozmieszczeniem rosyjskich wojsk na wschodzie Ukrainy. Jego zdaniem tymi krokami Moskwa "narusza integralność terytorialną Ukrainy".

CZYTAJ WIĘCEJ: RAPORT - ROSJA - UKRAINA. SYTUACJA NA GRANICY I PRZYCZYNY KONFLIKTU

- Ta sytuacja przywołuje na myśl naszą historię. Kenia i prawie każdy afrykański kraj narodziły się wraz z kresem imperium. Nasze granice nie zostały wytyczone przez nas samych. Zostały narysowane w odległych kolonialnych metropoliach Londynu, Paryża i Lizbony, bez poszanowania starożytnych narodów, które zostały przez nich rozdarte - oświadczył Kimani. Jak dodał, "dziś w granicach każdego afrykańskiego kraju mieszkają nasi rodacy, z którymi łączą nas głębokie historyczne, kulturowe i językowe więzi".

- Jeśli po uzyskaniu niepodległości zdecydowalibyśmy się dążyć do etnicznej, rasowej i religijnej jednorodności, wiele dekad później wciąż bylibyśmy pogrążeni w krwawych wojnach. Zamiast tego zgodziliśmy się uznać granice, które odziedziczyliśmy, wciąż jednak dążąc do politycznej, ekonomicznej i prawnej integracji kontynentu, zamiast tworzyć narody z niebezpieczną nostalgią spoglądające w przeszłość - mówił ambasador. - Postanowiliśmy przestrzegać zasad Organizacji Jedności Afrykańskiej [zastąpionej potem przez Unię Afrykańską - red.] i Karty Narodów Zjednoczonych, nie dlatego, że nasze granice nas satysfakcjonowały, ale dlatego że pragnęliśmy wykuć w pokoju coś wspanialszego - dodał.

Kimani: multilateralizm leży na łożu śmierci

Kimani mówił, że "w granicach wszystkich państw powstałych po upadku lub wycofaniu się imperiów, żyją ludzie, pragnący integracji z ludźmi w sąsiednich państwach". - To normalne i zrozumiałe, w końcu któż nie pragnie dołączyć do swoich braci i realizować z nimi wspólny cel? Jakkolwiek Kenia odrzuca takie pragnienia realizowane siłą. Musimy dokończyć proces odradzania się z popiołów martwych imperiów w sposób, który nie pogrąży nas ponownie w nowych formach dominacji i opresji. Odrzuciliśmy irredentyzm i ekspansjonizm bez względu na ich podstawy, w tym aspekty rasowe, etniczne, religijne czy kulturowe. Dziś ponownie go odrzucamy - oświadczył Kimani.

Dyplomata podkreślił, że Kenia jest poważnie zaniepokojona nie tylko ostatnimi działaniami Rosji, ale także niebezpiecznym "trendem" ostatnich kilku dekad na arenie międzynarodowej. - Potężne państwa, w tym członkowie Rady Bezpieczeństwa, łamią międzynarodowe prawo, mając dla niego niewielki szacunek - powiedział kenijski ambasador. Ostrzegł, że "multilateralizm leży na łożu śmierci". - Został zaatakowany dziś, podobnie jak czyniły do inne potężne państwa w nieodległej przeszłości - stwierdził Kimani.

Na koniec zaapelował do Sekretarza Generalnego o udzielenie pomocy zainteresowanym stronom w rozwiązaniu konfliktu środkami pokojowymi.

Autor:momo\mtom

Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: United Nations

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości