Francuscy licealiści wyszli na ulice. O co chodzi

Protestująca młodzież w Paryżu, 6 października 2026
Trwają protesty licealistów. Zamknięte setki liceów
Źródło zdj. gł.: Konrad Gębski
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Zaczęło się od protestu w jednej ze szkół pod Paryżem. Trzy tygodnie później na ulice Francji wychodzą setki tysięcy osób, zdarzają się starcia z policją. Wyjaśniamy, skąd wziął się bunt francuskich licealistów i dlaczego tak gwałtownie eskalował.

To już trzy tygodnie protestów, najczęściej w formie blokad placówek edukacyjnych. Policja zatrzymała kilka tysięcy osób, głównie nieletnich. Media donoszą o pobiciach zarówno policjantów przez uczniów, jak i uczniów przez policjantów. Obrażenia wywołują także granaty z gazem łzawiącym i gumowe pociski stosowane przez służby bezpieczeństwa. We wtorek na ulice wyszło od 250 do 450 tysięcy osób.

Pośrodku zamieszania są nauczyciele, zazwyczaj wspierający swoich podopiecznych.

Do młodszych kolegów dołączyli też studenci.

Protestująca młodzież w Paryżu, 6 października 2026
Protestująca młodzież w Paryżu, 6 października 2026
Źródło zdjęcia: Konrad Gębski

Dlaczego francuscy licealiści zaczęli protestować?

Wszystko zaczęło się 17 września podczas protestu w liceum w podparyskim Creteil.

- Protesty wyrosły z przekonania, że szkoła wymaga od uczniów coraz więcej, ale sama nie zapewnia im bardzo podstawowych warunków nauki. Nauczyciele z liceum w Creteil, do których dołączyli później uczniowie, podnosili przyziemne problemy, między innymi nieobsadzone stanowiska, brak wsparcia dla uczniów z niepełnosprawnościami i zły stan pomieszczeń - wylicza w rozmowie z tvn24.pl Amanda Dziubińska, ekspertka do spraw Francji w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (PISM).

Wiatrem, który przeniósł iskry, zostały, oczywiście, media społecznościowe.

- Uczniowie w całej Francji rozpoznali w Creteil własne szkoły - mówi Dziubińska.

Jak szkolny protest przerodził się ogólnokrajowy bunt?

Dziubińska mówi, że liczba placówek objętych protestami wzrosła gwałtownie przez kilka dni przełomu września i października. - Wtedy pod szkołami pojawiły się zewnętrzne grupy szukające starcia z policją. Młodzi z okolicy, często spoza danej szkoły. Obraz jest "mieszany", ponieważ w wielu szkołach blokady przebiegały spokojnie - zwraca uwagę.

Kolejną grupą, która dołączyła do protestujących, były związki zawodowe.

Tłumacząc genezę zamieszek, Dziubińska wspomina francuski model silnie scentralizowanego państwa, przeciwko któremu najprościej się sprzeciwić właśnie na ulicy.

- Z żółtymi kamizelkami [określenie fali społecznych protestów z przełomu 2018 i 2019 roku - red.] ruch uczniowski i studencki łączą brak struktury i przywódców, mobilizacja przez sieci społecznościowe czy poczucie lekceważenia przez elity. A także ostra reakcja policji - dodaje.

Zaznacza, że ważną kwestią są nierówności społeczne, a licea na przedmieściach często skupiają uczniów z najtrudniejszych środowisk.

- To w szkołach dzielnic ubogich najczęściej brakuje nauczycieli, pracuje najmłodsza i najczęściej zmieniająca się kadra, a budynki są w najgorszym stanie. Uczniowie mają poczucie, że szkoła złamała obietnicę równych szans - mówi.

Podkreśla, że na przedmieściach relacje młodzieży z policją są złe od lat, więc każda interwencja szybciej przechodzi w starcia.

Liceum Eugene Delacroix w Maisons-Alfort pod Paryżem, 6 października 2026
Liceum Eugene Delacroix w Maisons-Alfort pod Paryżem, 6 października 2026
Źródło zdjęcia: Konrad Gębski

Kto może skorzystać na protestach?

Ostatnia do gry wkroczyła prawdziwa polityka, a najmocniej - skrajnie lewicowa partia Francja Nieujarzmiona (LFI). Jej lider, niepozbawiony szans na sukces w kwietniowych wyborach prezydenckich Jean-Luc Melenchon, otwarcie wezwał do uczestnictwa w protestach.

- Skrajna lewica może być największym politycznym beneficjentem protestów. Melenchon od lat opiera swoją strategię na mobilizacji młodzieży i mieszkańców przedmieść. LFI wspiera więc ruch, a jej przedstawiciele pojawiają się na protestach. Jest też oskarżany o jego podsycanie - tłumaczy Dziubińska.

Dodaje, że z drugiej strony - dla rządu i prawicy - LFI jest wygodnym celem, bo pozwala przesunąć debatę z braku nauczycieli i budżetu na problem zakłócania porządku publicznego i polityczny ekstremizm.

Sprzeciw wobec protestów i poparcie dla działań policji ogłosiła Marine Le Pen, liderka prawicowego Zjednoczenia Narodowego i potencjalnie główna rywalka Melenchona w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. "Ci, którzy dewastują nasze szkoły, a także ich rodzice w przypadku nieletnich, muszą zapłacić za wyrządzone szkody - napisała w środę.

- We Francji młodzi są skrajnie polityczni, więc teraz protesty to właściwie zderzenie lewicy z prawicą - uważa Konrad Gębski, student trzeciego roku zarządzania w Paris School of Business.

Skąd przemoc w trakcie protestów?

Dla części młodych, także wspierających protesty, zaangażowanie polityków oznacza coś zgoła przeciwnego. To sygnał: stop.

- Na protesty nie chodzę, bo z mojej perspektywy nie mają już wiele wspólnego z pierwotnymi postulatami - przyznaje Gębski.

- Z jednej strony są ci związani z lewicą, którzy organizują blokady uczelni. Z drugiej prawicowa formacja La Cocarde Etudiante [Kokarda studencka - red.], która próbuje te blokady usuwać. We Francji takie konflikty potrafią bardzo mocno eskalować - zwraca uwagę.

- Studenci i tak zwani casseurs, czyli chuligani potrafią rzucać w policję koktajlami Mołotowa. Ruch, który zaczął się w zrozumiałej dla mnie sprawie, przerodził się w rozboje - mówi Gębski.

W podobnym tonie wypowiada się Romuald Ruanot, kolega z roku Gębskiego.

- Początkowo chciałem stanąć po stronie protestujących, ale manifestacje przerodziły się w chaos. Domagają się większej pomocy finansowej od rządu, a jednocześnie niszczą budynki i wszystko wokół - uważa.

Liceum Eugene Delacroix w Maisons-Alfort pod Paryżem, 6 października 2026
Liceum Eugene Delacroix w Maisons-Alfort pod Paryżem, 6 października 2026
Źródło zdjęcia: Konrad Gębski

W jakim stanie jest francuska edukacja?

W tym roku francuscy piętnastolatkowie osiągnęli w badaniu PISA - umiejętności matematycznych, czytania i w naukach przyrodniczych - najgorsze wyniki w swojej historii.

Tłem dla sytuacji w edukacji jest tragiczny stan finansów publicznych Francji, który przejawia się z jednej strony we wzrastającym długu publicznym, a z drugiej w zapowiadanych cięciach budżetowych.

- Początek roku szkolnego zbiegł się z rządowymi zapowiedziami oszczędności budżetowych, w tym likwidacji około półtora tysiąca etatów nauczycielskich - mówi Amanda Dziubińska.

Jak dodaje, paradoks francuskiej szkoły polega na tym, że państwo wydaje na nią stosunkowo dużo, ale nie przekłada się to na zarobki nauczycieli.

- Dlatego coraz trudniej znaleźć chętnych do zawodu i zastąpić nieobecnych - zwraca uwagę.

Dziubińska dodaje, że rząd zaproponował też oszczędności w samorządach, w tym po stronie regionów (odpowiedniki polskich województw), które odpowiadają za budynki i wyposażenie liceów.

- Francja zmaga się z kryzysem zawodu nauczyciela, źle opłacanego, przeciążonego i coraz rzadziej wybieranego przez absolwentów studiów - zaznacza.

Czy protesty mogą coś zmienić?

Co będzie dalej z ruchem licealistów?

- Najbardziej prawdopodobne wydaje się stopniowe wygaszanie protestów wraz ze zbliżającymi się feriami jesiennymi - przewiduje ekspertka. To przerwa dla liceów i szkół podstawowych, która potrwa od 17 października do 2 listopada.

- Myślę, że rząd nie zaproponuje systemowych rozwiązań dla szkół, będą to raczej propozycje symboliczne lub rozłożone w czasie. Zakres możliwych ustępstw jest niewielki - mówi Dziubińska.

Według niej problemy mogą powracać, a temat będzie dalej podejmowany w kontekście prezydenckiej kampanii wyborczej.

Na razie socjalistyczni deputowani zapowiedzieli projekt ustawy zakazującej stosowania podczas demonstracji nieletnich broni mogącej powodować okaleczenia.

Ministerstwo Edukacji Narodowej poinformowało, że w środę rano zajęcia wznowiło 86 procent szkół średnich.

Redagowała Katarzyna Guzik

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: