W tragicznym pożarze, który w środę błyskawicznie zajął kompleks apartamentowców w Tai Po, północnej dzielnicy Hongkongu, zginęło co najmniej 128 osób. Bilans ofiar może wzrosnąć - wciąż nie odnaleziono około 200 mieszkańców, choć od tragedii minęło już kilka dni.
Trwa dochodzenie w sprawie przyczyn najtragiczniejszego pożaru w mieście od niemal 80 lat. Śledczy badają możliwe przypadki korupcji oraz użycie niebezpiecznych materiałów podczas remontu osiedla.
W czwartek rano doszło do pierwszych zatrzymań. W rękach służb znalazły się trzy osoby powiązane z firmą budowlaną Prestige Construction & Engineering, która przeprowadzała remont wysokich na 31-pięter budynków, które strawił "piekielny pożar", jak określają go lokalne media. Ma to być dwóch dyrektorów i jeden konsultant inżynieryjny.
W piątek zatrzymano kolejnych osiem osób - siedmiu mężczyzn i jedną kobietę. Niezależna Komisja Antykorupcyjna Hongkongu poinformowała, że wśród nich są konsultanci inżynieryjni, osoby odpowiedzialne za montaż rusztowań oraz jeden pośrednik, związani z pracami renowacyjnymi prowadzonymi na miejscu tragedii.
Komisja dodała, że funkcjonariusze przeprowadzili przeszukania w 13 miejscach, zabezpieczając dokumenty oraz zapisy bankowe.
Władze potwierdziły, że systemy alarmów przeciwpożarowych w kompleksie były niesprawne.
Zakończono poszukiwania ocalałych
Akcję ratunkową na terenie kompleksu zakończono w piątek. Policja podkreśla jednak, że w trakcie przeszukiwania zwęglonych budynków mogą zostać odnalezione kolejne ciała.
Pożar wybuchł w środę po południu i błyskawicznie objął siedem z ośmiu trzydziestokondygnacyjnych bloków.
Budynki były w całości pokryte bambusowym rusztowaniem, siatką ochronną oraz warstwami pianki izolacyjnej, stosowanych w ramach prowadzonych prac renowacyjnych, co przyspieszyło rozprzestrzenianie się ognia.
Autorka/Autor: momo/akw
Źródło: Reuters, ABC
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/MAY JAMES