W ostatnich dniach Donald Trumpa zaostrzył swoją retorykę o przejęciu Grenlandii. Oświadczył też, że chce porozumieć się w tej sprawie, "jeśli nie po dobroci, to w trudniejszy sposób". "Daily Mail" donosi, że amerykański przywódca miał też wydać dowódcom sił specjalnych rozkaz opracowania planu inwazji na wyspę, ale spotkał się ze sprzeciwem wojskowych.
Roszczenia Trumpa wobec Grenlandii komentowali w "Faktach po Faktach" w TVN24 Jerzy Marek Nowakowski dyrektor Akademickiego Centrum Analiz Strategicznych przy Akademii Sztuki Wojennej, były ambasador w Łotwie i Armenii oraz dr Małgorzata Bonikowska z Centrum Stosunków Międzynarodowych i Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego.
Trump chce "rozszerzenia terytorium Ameryki"
W ocenie Bonikowskiej powodów, dla których Trumpowi zależy na przejęciu Grenlandii "jest kilka". - Po pierwsze, on bardzo ma uproszczoną wizję świata. Jak sobie patrzy na mapę, to jemu naprawdę się to ładnie układa, że Grenlandia (jest) spora, w odpowiednim miejscu strategicznie - mówiła.
Jak dodała, "przede wszystkim też chodzi o terytorialne powiększenie Stanów Zjednoczonych". - Myślę, że autentycznie (Trump) na 250-lecie Stanów Zjednoczonych, jako ten prezydent, który będzie obchody firmował, chciałby doprowadzić do tego, żeby ewidentnie było jakieś rozszerzenie się terytorium Ameryki - oceniła ekspertka.
Gościni TVN24 zauważyła, że Trump "chyba sobie do końca nie zdaje sprawy z konsekwencji". Grenlandia to autonomiczne terytorium zależne od Danii, członka NATO.
- Nie zakładam, że ktokolwiek chce inwazji wojskowej. Myślę, że to jest ostatnia z możliwości. Pierwsza możliwość to będą negocjacje, będzie próba kupna, będzie próba kupowania też Grendlandczyków - analizowała.
Ekspertka z UW podkreśliła, że w tej chwili USA "wywierają przede wszystkim presję". - Ta pokazówka w Wenezueli też trochę służy (sprawie przejęcia - red.) Grenlandii, żeby pokazać: proszę bardzo, możecie być następni - mówiła, odnosząc się do skutecznego pojmania na początku roku wenezuelskiego przywódcy Nicolasa Maduro przez Amerykanów.
Amerykanie "muszą napaść sami na siebie"
Według byłego ambasadora "pytanie numer jeden brzmi: po co Amerykanom Grenlandia". - Pamiętajmy, że od 1941 roku formalnie Stany Zjednoczone odpowiadają za bezpieczeństwo Grenlandii, czyli muszą napaść same na siebie - skomentował i dodał, że "więcej jest w tej chwili żołnierzy amerykańskich na Grenlandii niż duńskich".
Nowakowski wskazał, że siły zbrojne bazy duńskiej w Grenlandii to "pięciu żołnierzy i kilkunastu cywilnych pracowników wojska".
Wyraził również przekonanie, że "to można załatwić tak, że wszyscy będą usatysfakcjonowani". - Natomiast wyraźnie Donald Trump chce dokleić 51. gwiazdę na sztandarze Stanów Zjednoczonych - podkreślił.
Grenlandczycy "są przerażeni"
O tym, jak na zamiary amerykańskiej administracji reagują Grenlandczycy mówił reporter TVN24 Sebastian Napieraj, który przebywa na wyspie. - Wyobraźmy sobie, że każdego dnia najpotężniejsze państwo świata mówiłoby Polsce, że będzie musiało ją zająć, dlatego żeby, zabezpieczyć swoje interesy gospodarcze i militarne, no nic przyjemnego - opowiadał.
- Ludzie tutaj na Grenlandii są po prostu przerażeni, boją się - relacjonował dziennikarz rozmowy z mieszkańcami stolicy Nuuk. - Mówią wprost: my już, nie włączamy telewizji, nie przeglądamy newsów, bo się boimy. Chcemy od tego wszystkiego odpocząć tego hałasu informacyjnego, od tych doniesień ze Stanów Zjednoczonych, które budzą ogromny niepokój - mówił Napieraj.
Autorka/Autor: os/kg
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: NICOLE COMBEAU/PAP/EPA