Sześć osób zginęło wskutek ataku w Niemczech. Nowe informacje o okolicznościach tragedii

Strzały pod Hamburgiem. Służby na miejscu
Strzały w niemieckim mieście Stade. Wojciech Hernes o szczegółach
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/EPA/Fabian Hoefig
Policja przekazała nowe informacje o ofiarach i sprawcy ataku, do którego doszło w niemieckim mieście Stade. Ogień otworzył 45-latek. Jego motywem najprawdopodobniej były sprawy rodzinne. Zginęło sześcioro pracowników ośrodka dla matek z dziećmi.

W poniedziałek w centrum miasta Stade w Dolnej Saksonii doszło do ataku, w wyniku którego zginęło sześć osób. Sprawca otworzył ogień w ośrodku dla matek z dziećmi. Ofiary śmiertelne to cztery kobiety i dwóch mężczyzn, wszyscy dorośli. Pięć ofiar zmarło na miejscu zdarzenia, szósta w szpitalu. Policja przekazała, że wszyscy byli pracownikami tego ośrodka.

Stade w północnych Niemczech. Służby w miejscu, gdzie padły strzały
Stade w północnych Niemczech. Służby w miejscu, gdzie padły strzały
Źródło zdjęcia: PAP/EPA/Fabian Hoefig

Co wiadomo o sprawcy i motywie?

Według policji domniemany sprawca to 45-latek pochodzenia tureckiego, urodzony w Niemczech i mieszkający w rejonie Hanoweru. Został on aresztowany tuż po zdarzeniu, mimo że próbował uciekać samochodem. Według wstępnych ustaleń jego motywem mogły być sprawy rodzinne.

Podczas konferencji prasowej w poniedziałek komendantka policji z Lüneburga Kathrin Schuol przekazała, że "prawdopodobnie miało to związek z sytuacją osobistą mężczyzny, a konkretnie z konfliktem dotyczącym opieki nad dzieckiem lub sprawą o przyznanie opieki".

Wiadomo, że mężczyzna tego dnia miał umówione spotkanie w ośrodku z kilkoma pracownikami w sprawie opieki nad trzymiesięczną córką. Dziewczynka przebywała w budynku wraz z 34-letnią matką, żadna z nich nie odniosła obrażeń, dodała funkcjonariuszka.

Policja potwierdziła, że dziewczynka została oddana pod opiekę urzędnikom, a matka została zatrzymana. W sprawie zatrzymano także blisko związaną z rodziną 65-letnią kobietę, która miała siedzieć za kierownicą samochodu, którym sprawca przybył do ośrodka.

Podczas konferencji prasowej Daniela Behrens, ministra spraw wewnętrznych Dolnej Saksonii przekazała, że według dotychczasowych ustaleń "była to zbrodnia popełniona z powodów rodzinnych - akt przemocy dokonany z niezwykle zimną krwią, bez motywów politycznych czy ekonomicznych".

Policja potwierdziła, że domniemany sprawca był wcześniej notowany, w tym za groźby, jednak nie był uznawany przez organy ścigania za osobę niebezpieczną. Wiadomo, że nie miał pozwolenia na broń i nie jest jeszcze jasne, w jaki sposób ją pozyskał.

Źródło: Reuters, tvn24.pl
Czytaj także: