"Kończąc misję militarną, nie zakończymy wspomagania państwa"

Świat

Aktualizacja:

Prezydent Bronisław Komorowski złożył we wtorek niezapowiedzianą wizytę w Afganistanie. Po rozmowach z prezydentem Hamidem Karzajem obiecał m.in. że po wycofaniu polskich wojsk w 2014 roku "postaramy się, na miarę naszych możliwości, pomagać nowemu Afganistanowi".

Rano Komorowski spotkał się z Karzajem, z którym rozmawiał m.in. o majowym szczycie NATO w USA i o sytuacji w Afganistanie, gdzie od kilkunastu dni wybuchają zamieszki po spaleniu przez amerykańskich żołnierzy egzemplarzy Koranu, należących do więźniów przetrzymywanych w bazie Bagram. Rozmawiał też z dowódcą ISAF gen. Johnem R. Allenem. Z Kabulu udał się do głównej bazy polskiego kontyngentu w Ghazni.

"Dwa lata to naprawdę długi okres"

Dzisiejszy dzień jest dobrą okazją, aby potwierdzić z jednej strony wolę mojego kraju, aby polscy żołnierze działali w Afganistanie zgodnie z przyjętą przez Sojusz Północnoatlantycki w Lizbonie strategią do 2014 roku. Jednocześnie chcę potwierdzić, że także mój kraj jest zainteresowany, żeby jak najlepiej przebiegał proces przekazywania odpowiedzialności za poszczególne prowincje Afgańczykom Bronisław Komorowski

- Mam w pamięci rozmowę z panem prezydentem sprzed paru lat, gdy mówiliśmy, że rozwiązanie problemów afgańskich winno nastąpić przede wszystkim na drodze politycznej i poprzez rozwój ekonomiczny kraju - powiedział Komorowski po spotkaniu z Karzajem.

- Dzisiejszy dzień jest dobrą okazją, by potwierdzić z jednej strony wolę mojego kraju, aby polscy żołnierze działali w Afganistanie zgodnie z przyjętą przez Sojusz Północnoatlantycki w Lizbonie strategią - do 2014 roku. Jednocześnie chcę także potwierdzić, że mój kraj jest zainteresowany tym, żeby jak najlepiej przebiegał proces przekazywania odpowiedzialności za poszczególne prowincje Afgańczykom - oświadczył.

Odnosząc się do przyjętej przez NATO perspektywy wyjścia z Afganistanu, prezydent powiedział dziennikarzom: "Dwa lata to naprawdę długi okres. Czasami się zastanawiam, czy to nie za długo, ale ze względu na bezpieczeństwo operacji, by nie zmarnować jej osiągnięć, trzeba planować w takiej perspektywie czasowej".

"Dłużej niż II wojna światowa"

Zapewnił, że "Polska po zakończeniu misji militarnej chciałaby być obecna w Afganistanie również w różnych innych formach wsparcia dla państwowości afgańskiej". - Dotychczasowa operacja trwa o wiele dłużej niż trwała II wojna światowa. Czas wyciągnąć wnioski. Jeden z nich to przygotowanie Afganistanu do wzięcia odpowiedzialności za swój przyszły los. Dlatego tak podkreślam rolę szkolenia jednostek afgańskich. W moim przekonaniu ten proces poszedł bardzo daleko, przebiega w sposób satysfakcjonujący - powiedział Komorowski.

Dodał, że działania zbrojne nie ustaną z dnia na dzień i "polska opinia publiczna powinna wiedzieć, że trzeba jeszcze wytrzymać i zaakceptować to, że polski żołnierz tutaj naprawdę walczy, ale w coraz większym stopniu będzie szkolił Afgańczyków".

- Potem postaramy się, na miarę naszych możliwości, pomagać nowemu Afganistanowi w zupełnie innych obszarach - podkreślił.

Komorowski u Karzaja (TVN24)TVN24

"Budujemy koncepcję naszego zaangażowania"

Komorowski powiedział, że na szczycie NATO w Chicago Polska chce "potwierdzić wolę wykonania strategii zakończenia misji w Afganistanie", a wizyta w Afganistanie pozwoli mu zapoznać się z opinią Afgańczyków i dowódców operacji NATO, w tym polskich wojskowych.

- Budujemy dzisiaj w Polsce koncepcję naszego zaangażowania w innych formach po roku 2014. Jestem pewien, że ta przyjaźń polsko-afgańska, powstała w trudnej sytuacji, przetrwa o wiele dłużej niż obecność żołnierza polskiego w pana kraju - zwrócił się do Karzaja. Komorowski zaznaczył, że Karzaj także akceptuje rozstrzygnięcia, "które zapadły na szczycie w Lizbonie i które oznaczają dla Afganistanu wielkie wyzwanie".

"Dobre instytucje edukacyjne"

Cel tej wizyty jest oczywisty. Zbliża się szczyt NATO w Chicago. Chcemy tam potwierdzić wolę wykonania strategii zakończenia misji w Afganistanie. Trzeba także zapoznać się z opinią Afgańczyków i dowódców operacji NATO Bronisław Komorowski

Spytany, jaka pomoc byłaby pożądana, prezydent Afganistanu wymienił kontynuację szkoleń, które zwiększą skuteczność działania sił afgańskich, i współpracę ekonomiczną, w tym handlową i przemysłową. - Dyskutowaliśmy także możliwość współpracy edukacyjnej. Wiemy, że Polska ma dobre instytucje edukacyjne, wielu Afgańczyków uczyło się w Polsce - dodał szef państwa afgańskiego.

Karzaj podkreślił też dotychczasowe dobre kontakty z Polską i wyraził nadzieję na ich utrzymanie także po zakończeniu misji wojskowej.

Z dowódcą ISAF

Także w Kabulu prezydent rozmawiał z dowódcą Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF) w Afganistanie, amerykańskim generałem Johnem Allenem, któremu wręczył Gwiazdę Afganistanu.

- Widać dzisiaj, że to zakończenie misji - w moim przekonaniu absolutnie konieczne w roku 2014 - może się udać, jeśli będzie położony jak największy nacisk na misję szkoleniową - zauważył.

Z generałem

Z Kabulu Komorowski udał się do bazy Ghazni, gdzie spotkał się z polskimi żołnierzami pod dowództwem generała brygady Piotra Błazeusza. Przytaczając opinię, że "talibowie zaczynają się tam, gdzie kończą się drogi", prezydent wyraził przekonanie, że "każdy zbudowany most, każda nowa szkoła to szansa na inny Afganistan".

- Kończąc misję militarną, nie zakończymy procesu wspomagania państwa i narodu afgańskiego, stąd tak ważne są działania zmierzające do rozwiązania problemów gospodarczych, społecznych i komunikacyjnych - powiedział Komorowski, który spotkał się także z przedstawicielami władz prowincji Ghazni oraz armii i policji afgańskiej.

W Afganistanie służy obecnie 10. zmiana polskiego kontyngentu; liczy ona ok. 2,5 tys. żołnierzy i pracowników na miejscu oraz 200 osób w kraju.

Prezydentowi towarzyszYLI m.in. szef BBN Stanisław Koziej, minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, szef Sztabu Generalnego generał Mieczysław Cieniuch i dowódca operacyjny sił zbrojnych, któremu podlegają wojska służące za granicą, generał broni Edward Gruszka.

Źródło: PAP