|

Janusz, ten od Epsteina

Prokurator federalny Geoffrey Berman podczas konferencji prasowej na temat aresztowania Jeffreya Epsteina, 8 lipca 2019 roku
Prokurator federalny Geoffrey Berman podczas konferencji prasowej na temat aresztowania Jeffreya Epsteina, 8 lipca 2019 roku
Źródło zdj. gł.: Jason Szenes / EPA / PAP
Jego obowiązkiem było wkładać broń pod materac łóżka Jeffreya Epsteina. Gdy do rezydencji przychodziły nastoletnie dziewczęta, dzwonek do bramy rozbrzmiewał także w jego pokoju. Gdy z nakazem przeszukania przyszli policjanci, to on ich przyjął.Artykuł dostępny w subskrypcji

"Janush" - tak ludzie z kręgu Epsteina zapisywali to dziwnie brzmiące polskie imię.

Polak, który przez 12 lat zarządzał posiadłością Epsteina na Florydzie. Uprzejmy, niezawodny i choć sam niewidoczny - wokół siebie widział wiele. Oto odtworzona na podstawie ujawnionych przez Departament Sprawiedliwości USA dokumentów historia Janusza Banasiaka.

Nowy adres: Palm Beach

To była zwykła oferta pracy. "Aplikowałem na stanowisko przez agencję pośrednictwa. Zadzwoniono do mnie" - zeznawał.

Agencja z Maryland szukała menadżera domu bogatego człowieka. Zakres obowiązków: zarządzanie kilkuosobowym personelem sprzątającym i ogrodnikami, zakupy, zaopatrzenie, utrzymanie domu, funkcja kierowcy.

Najpierw rozmowa z uprzejmą kobietą o trudnym imieniu Ghislaine w jej apartamencie w Nowym Jorku, później 20 minut z właścicielem domu w jego nowojorskim biurze. "Czekałem kilka dni. Zadzwoniła jedna z sekretarek. Powiedziała, że zgodzili się mnie zatrudnić" - opowiadał potem prawnikom.

Pozostało 92% artykułu
Czytaj także: