Świat

Szyją ubrania dla Zachodu. Związkowcy są bici, fabryki znów mogą runąć

Świat


Po dwóch latach od tragicznej katastrofy budowlanej, w której zginęło ponad 1100 osób, sytuacja pracowników w Bangladeszu poprawiła się nieznacznie albo wcale. Organizacja Human Rights Watch, która przeprowadziła wywiady z ponad 160 kobietami zatrudnionymi w fabrykach odzieżowych, w swoim raporcie przestrzega, że wkrótce może dojść do kolejnej takiej tragedii. W fabryce szyto ubrania dla zachodnich firm odzieżowych.

"Jeżeli Bangladesz chce uniknąć kolejnej katastrofy, musi wprowadzić w życie odpowiednie przepisy prawa pracy i zapewnić pracownikom fabryk odzieżowych głos w sprawie warunków, w jakich chcą pracować, równocześnie gwarantując im, że nie spotka się to z szykanami" - stwierdziła organizacja praw człowieka w 78-stronicowym raporcie opublikowanym w środę, dwa dni przed drugą rocznicą katastrofy w fabryce Rana Plaza.

Tysiące ofiar katastrofy

Do tragedii doszło na przedmieściach Dhaki. 24 kwietnia 2013 r. zawalił się źle skonstruowany, ośmiopiętrowy budynek, w którym mieściło się kilka fabryk odzieżowych i sklepów.

Na miejscu zginęło 1129 osób, a ponad 2500 zostało rannych. W śledztwie po katastrofie ustalono, że cztery najwyższe piętra zostały zbudowane nielegalnie, a na co dzień w budynku pracowało zbyt wielu ludzi i konstrukcja nie była w stanie się utrzymać.

Dzień przed katastrofą na ścianach budynku zauważono pęknięcia, ale właściciele fabryk przekupili inspektora budowlanego, który stwierdził, że jest bezpiecznie. Równocześnie właściciele zagrozili cofnięciem wypłat osobom, które 24 kwietnia nie pojawią się w pracy. W fabrykach głównie młode kobiety szyły ubrania dla zachodnich marek: Benetton, Bomarche, Monsoon Accessorize, Mango, Primark i Walmart.

Bite i szykanowane

Dwa lata po katastrofie niewiele się zmieniło - pisze w raporcie HRW. Bangladesz wprowadził kilka przepisów regulujących kwestie wiązania się pracowników w związki zawodowe, które mają mieć udział w decydowaniu o tym, w jakich warunkach odbywa się praca, jednak w niespełna 10 proc. fabryk odzieżowych udało się zawiązać takie komitety.

Dodatkowo tam, gdzie to się udało, związkowcy stają się ofiarami napaści w domach i na ulicach przez ludzi wynajętych przez swoich szefów, szykanowani lub wyrzucani z pracy - mówią w wywiadach z HRW.

Większość w fabrykach stanowią młode kobiety, a szefami zmian są tylko i wyłącznie mężczyźni. Kobiety, które rozmawiały z przedstawicielami HRW mówią, że są regularnie obrażane i bite. Pracownicom nie pozwala się też wychodzić do toalety, a w budynkach znajduje się tylko brudna woda do picia.

Napadane we własnych domach

Jedna z należących do związku zawodowego w fabryce w mieście Gazipur kobieta powiedziała w wywiadzie, że została pobita będąc w ciąży po tym jak przeciwstawiła się szefostwu, zwracając uwagę na karygodne warunki pracy. Potem dostawała tylko nocne zmiany, a w końcu została wyrzucona z pracy i nie wypłacono jej wszystkich wypracowanych przez nią pieniędzy.

HRW pisze w raporcie, że prawie wszystkie bez wyjątku kobiety zapisujące się do związków zawodowych w Bangladeszu są prześladowane. Wielu z nich grozi się utratą zdrowia, a do napaści "ze strony gangsterów" dochodzi nawet w ich domach.

HRW: Zachodnie firmy mogłyby robić więcej

HRW zwraca uwagę na to, że to rząd Bangladeszu powinien w pierwszej kolejności rozwiązać problem wykorzystywania ludzi przez właścicieli fabryk, jednak zachodnie firmy - z Europy, Ameryki Północnej i Australii - też powinny przejąć się kontrolowaniem zakładów pracy.

Tymczasem w ogóle tego nie robią, z góry przyjmując zapewnienia dyrektorów fabryk o tym, że ich pracownicy wykonują pracę w godnych warunkach - w myśl zasad określonych przez firmy w podpisanych przez dyrektorów kontraktach.

HRW pisze też, że ministerstwo pracy jest traktowane w rządzie w Dhace dość marginalnie, a "prawie żadnej władzy wykonawczej" nie ma państwowa inspekcja pracy. To ona zajmuje się m.in. kontrolowaniem budynków i nakładaniem ewentualnych zakazów użytkowani fabryk, wciąż i nagminnie budowanych z pominięciem przepisów bezpieczeństwa.

Podczas realizacji 1. odcinka II serii prowadząca program TVN "Efekt Domina" odwiedziła Dhakę i organizację Educo, która pomaga pracującym dzieciom łączyć pracę z nauką.

Autor: adso\mtom / Źródło: HRW, tvn24.pl

Raporty: