Studenci protestujący we Francji jednoczą się wokół nowego hasła: "Bismillah, c'est les ténèbres" - zauważa amerykański dziennik "New York Times". Kilka dni wcześniej o fenomenie tego powiedzenia pisał także francuski "Le Figaro".
Fraza łączy arabskie "bismillah", czyli "w imię Boga", z francuskim "c'est les ténèbres", co można tłumaczyć jako "to ciemność" lub "to mrok". Jak zauważa "NYT", na pierwszy rzut oka zestawienie rzeczywiście wydaje się nie mieć większego sensu. Właśnie w tym tkwi jednak jego siła. Absurdalna fraza stała się internetowym żartem, a następnie symbolem pokoleniowej przepaści między młodymi protestującymi a władzami - zauważają media.
Pochodzenie chwytliwego hasła
Początki sloganu wiążą się z podejrzeniami, że funkcjonariusze organów ścigania próbowali przenikać do internetowych grup, w których uczniowie organizowali protesty. Zdaniem "Le Figaro" młodzi ironicznie przejęli język osób, które ich zdaniem nieudolnie próbowały podszywać się w sieci pod nastolatków.
Szczególną popularność zdobył zrzut ekranu przedstawiający wiadomość o treści: "W imię Boga, to mrok. Kiedy blokada, mordo? Wszystko rozwalimy. Dodajcie mnie do grupy od blokady, proszę". Na końcu wpisu znalazły się także emoji algierskiej flagi.
Nie potwierdzono, że autorem wiadomości rzeczywiście był funkcjonariusz. Jak relacjonuje jednak "Le Figaro", zrzut ekranu błyskawicznie zaczął krążyć w internecie i doczekał się licznych parodii. Sposób, w jaki autor próbował naśladować język młodych ludzi, tylko zwiększył podejrzliwość uczniów. Według "New York Timesa" wiadomości o podobnej treści miały być wysyłane z kont posługujących się różnymi pseudonimami, m.in. Mamadou i Abdellah.
Młodzi szybko nabrali podejrzeń
O podobnych przypadkach informowało również Radio France. Piętnastolatka, z którą rozmawiała rozgłośnia, opowiadała, że w mediach społecznościowych skontaktował się z nią użytkownik "Karim le DZ", który chciał dołączyć do grupy i wypytywał o termin protestów. Podejrzenia nastolatki wzbudziły zarówno błędy językowe, jak i agresywny ton wiadomości.
"Nie pyskuj, gówniaro, znajdę cię. Mów, kto tam będzie, a nie będziesz miała żadnych kłopotów" - tak, według jej relacji, brzmiała jedna z wiadomości przesłanych na Snapchacie. Nastolatka uznała wówczas, że może mieć do czynienia z policjantem. Zwróciła też uwagę na inny problem. Jej zdaniem próba przyjęcia przez funkcjonariusza tożsamości osoby o arabskich czy algierskich korzeniach - co sugerował pseudonim użytkownika - opierałaby się na stereotypowym wyobrażeniu uczestników protestów.
Francuskie władze przyznały, jak podaje "NYT", że funkcjonariusze mogą w określonych sytuacjach posługiwać się w internecie fałszywą tożsamością, aby kontaktować się z osobami podejrzewanymi o organizowanie nielegalnych działań podczas protestów. Nie oznacza to jednak potwierdzenia autentyczności konkretnej wiadomości, od której miała rozpocząć się popularność sloganu.
"Żaden młody człowiek tak nie mówi"
"Żaden młody człowiek tak nie mówi" - stwierdziła Sabrine Kharbach, rzeczniczka jednego z głównych francuskich związków studenckich komentując to, co jej zdaniem, było próbą podszycia się pod uczniów. Podobnie tłumaczyła fenomen sloganu paryska licealistka Phèdre Quémener. Według niej powiedzenie stało się ogólnokrajowym żartem właśnie dlatego, że miało uosabiać nieudolną próbę naśladowania sposobu komunikowania się nastolatków.
To, co początkowo służyło więc do wyśmiewania domniemanych prób infiltracji grup protestujących, szybko zaczęło żyć własnym życiem. "Bismillah, c'est les ténèbres" (W imię Boga, to mrok) pojawiało się na transparentach także poza granicami kraju i w mediach społecznościowych.
Zdaniem amerykańskiego dziennika popularność hasła wpisuje się w charakterystyczny dla części protestujących młodych ludzi "ponury humor": przejmowanie niezręcznych, absurdalnych albo obraźliwych określeń i obracanie ich przeciwko tym, którzy ich użyli. Jako inny przykład podaje "Partię Karaluchów" z Indii. Tam o studentach w obraźliwy sposób wypowiedział się jeden z najwyższych rangą sędziów, który stwierdził, że "młodzi są jak karaluchy. Nie dostają pracy, nie mają żadnej profesji".
Przyczyny protestów we Francji
W październiku doszło do demonstracji w największych miastach Francji. Wszystko zaczęło się 17 września podczas protestu w liceum w podparyskim Creteil. Zwracano uwagę na fatalny stan infrastruktury oświatowej, zajęcia trwające do późnych godzin, brak nauczycieli, problemy uczniów z niepełnosprawnościami. Z czasem jednak protesty rozprzestrzeniły się na inne placówki i grupy - dołączyli studenci i związki zawodowe, co przerodziło się w ogólnokrajowy bunt m.in. przeciwko rosnącym kosztom życia.
W sobotę demonstracje we Francji przeszły w zamieszki. Ich sprawcy atakowali budynki publiczne, plądrowali sklepy i punkty handlowe. Do starć z policją i prób grabieży doszło również w niedzielę w Paryżu i Marsylii.
Redagowała AZ