Exit poll: Irlandczycy za zmianami w konstytucji w sprawie aborcji

TVN24

Aktualizacja:
Irlandczycy głosowali w referendum ["Fakty" z 25.05]Fakty TVN
wideo 2/2

Irlandczycy za zmianami w konstytucji i uchyleniem furtki dla liberalizacji prawa aborcyjnego – wynika z badań exit poll. 68 procent uprawnionych do głosowania poparło w piątkowym referendum pomysł usunięcia z konstytucji zapisu zrównującego prawo do życia kobiet w ciąży i nienarodzonych dzieci.

Dziennik "Irish Times", na którego zlecenie zrealizowano badanie, podaje, że 68 procent głosujących odpowiedziało w referendum na "tak". Przeciwko zmianom w konstytucji było 32 procent.

Według tych danych, zwolennicy zmian mieli zyskać przewagę w niemal każdej grupie wiekowej (poza osobami powyżej 65. roku życia) oraz we wszystkich częściach kraju - zarówno w miastach (71:29), jak i w ośrodkach niezurbanizowanych (60:40). Najwyższy odsetek głosów na "tak" zanotowano w Dublinie: 77 proc.

W badaniu przepytano 4 tysiące Irlandczyków wychodzących ze 160 lokali wyborczych w kraju. Badanie exit poll przeprowadzono na zlecenie dziennika "Irish Times" przez instytut Ipsos MRBI.

Zgodnie z drugim sondażem przeprowadzonym na zlecenie irlandzkiej telewizji publicznej RTE, wśród 3,6 tys. wyborców poparcie dla uchylenia ósmej poprawki do konstytucji zrównującej prawo do życia kobiet w ciąży i nienarodzonych dzieci było jeszcze wyższe i wyniosło 69,4 proc. wobec 30,6 proc. przeciwników nowych przepisów. Według badaczy, za zmianami zagłosowało ponad 72 proc. kobiet. i 66 proc. mężczyzn.

Badanie exit poll przeprowadzone przez instytut Ipsos MRBI

"Wygląda na to, że jutro zmienimy kurs historii"

Jeśli potwierdzą się wyniki exit poll, będzie to oznaczać, że za liberalnymi zmianami opowiedziało się więcej osób niż uczyniło to w 2015 roku, kiedy to stosunkiem 62 proc. do 38 proc. przegłosowano legalizację małżeństw homoseksualnych w Irlandii oraz więcej niż w referendum z 1983 roku, które wprowadziło ósmą poprawkę do konstytucji (67 proc. do 33 proc.)

Premier Irlandii Leo Varadkar opublikował późnym wieczorem wpis na Twitterze, w którym podziękował wyborcom za udział w referendum. "Demokracja w działaniu. Wygląda na to, że jutro zmienimy kurs historii" - dodał.

"Będę spał dzisiaj w nadziei, że obudzę się w kraju, który jest bardziej empatyczny, pełen troski i szacunku. Było zaszczytem wziąć z wami udział w tej podróży i pracować #razemdlatak. Do zobaczenia jutro!" - napisał na Twitterze irlandzki minister zdrowia Simon Harris, który był jednym z liderów kampanii za zmianami.

Niespodziewany wynik

Skala zwycięstwa zwolenników liberalizacji może okazać się sporym zaskoczeniem dla obserwatorów i komentatorów irlandzkiej sceny politycznej, odbiega bowiem od wcześniejszych badań opinii publicznej. Ostatni sondaż, przeprowadzony na 10 dni przed głosowaniem, pokazywał, że za zmianami opowiadało się 44 proc. zamierzających wziąć udział w referendum, przeciwko było zaś 32 proc., ale aż 17 proc. nie było jeszcze zdecydowanych.

Tak wysokie poparcie dla zwolenników liberalizacji przepisów aborcyjnych byłoby niespodziewanym wynikiem w tradycyjnie konserwatywnej i katolickiej Irlandii.

Obecnie Irlandia - obok Polski i Malty - ma jedne z najostrzejszych przepisów aborcyjnych w Europie, oparte o wprowadzony w 1983 roku zapis konstytucyjny i ustawę z 2013 r. dopuszczającą przerwanie ciąży jedynie w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia kobiety.

Referendum w Irlandii

Według obecnych przepisów aborcja jest w Irlandii nielegalna poza wprowadzonym w 2013 roku wyjątkiem, kiedy lekarze stwierdzają bezpośrednie zagrożenie dla życia kobiety. Po zgodzie na uchylenie ósmej poprawki, kompetencje do dalszej regulacji w tej sprawie przejmie irlandzki parlament.

Zgodnie z rządową propozycją, nowa, bardziej liberalna ustawa, miałaby zawierać: możliwość przerwania ciąży po konsultacji z lekarzem do 12 tygodni od poczęcia bez konieczności podania powodu, prawo do aborcji do 24. tygodnia w przypadku poważnego zagrożenia życia lub zdrowia kobiety czy poważnego uszkodzenia płodu, które może doprowadzić do jego śmierci przed narodzinami lub wkrótce po nich, a także nieograniczone czasowo prawo do przerwania ciąży w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia kobiety lub śmiertelnego uszkodzenia płodu.

Ostra kampania

Irlandczycy poszli do urn po ostrej kampanii referendalnej, w której obie strony oskarżały się o złe intencje, operowanie półprawdami i prezentowanie ekstremalnych poglądów, przekonując wyborców, że proponowane przez nich rozwiązania w lepszym stopniu chronią kobiety.

Zwolennicy zmiany prawa - w tym premier Leo Varadkar i minister zdrowia Simon Harris - tłumaczyli, że od wprowadzenia zapisu do konstytucji w 1983 roku, blisko 170 tysięcy Irlandek było zmuszonych do wyjazdu do klinik aborcyjnych na terenie Wielkiej Brytanii, decydując się na trudną podróż, często bez wsparcia najbliższych. Kolejne tysiące - jak twierdzili - sięgają co roku po kupowane w internecie i zażywane bez opieki lekarskiej nielegalne tabletki poronne.

Jak podkreślali, zmiana przepisów byłaby uznaniem stanu rzeczywistego i przyjęciem odpowiedzialności państwa za bezpieczeństwo kobiet w ciąży.

Nowa propozycja, która według zapowiedzi rządu byłaby poddana pod głosowanie w parlamencie jeszcze przed końcem roku, zastąpiłaby dotychczasowe regulacje.

Krytyka autorów projektu

Przeciwnicy uchylenia ósmej poprawki odrzucają propozycję zapisania prawa do przerwania ciąży "na żądanie" w pierwszym trymestrze, krytykują także autorów projektu za nieprecyzyjny język, potencjalnie otwierający drogę do dalszej liberalizacji przepisów.

Jednocześnie tłumaczyli, że legalizacja aborcji w określonych przypadkach może doprowadzić do radykalnej zmiany postaw społecznych i mniejszego szacunku dla nienarodzonych dzieci, a w efekcie wzrostu liczby zabiegów przerywania ciąży. Bardziej religijni wyborcy podkreślali z kolei, że proponowane zmiany naruszają piąte przykazanie i stanowią niedopuszczalną interwencję człowieka w proces stworzenia.

W referendum nie obowiązywał próg frekwencyjny. Największą mniejszością narodową w kraju są Polacy (ponad 112 tys. osób), którzy jednak nie są uprawnieni do udziału, poza osobami posiadającymi podwójne obywatelstwo (ok. 10 tys.).

Autor: pk\mtom,kg / Źródło: PAP, Reuters, Irish Times