Trzylatek zginął pierwszego dnia wakacji. Ojciec przyznał się do winy

Plaża, Cypr
Policja na Cyprze. Wideo archiwalne
Źródło wideo: Reuters Archive
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
37-letni Brytyjczyk przyznał się przed cypryjskim sądem do spowodowania śmierci syna w wyniku upadku. Chłopiec wypadł z okna na czwartym piętrze hotelu w pobliżu Pafos.

Tragiczne zdarzenie miało miejsce 12 lipca w Chlorakas niedaleko Pafos. Rodzina zatrzymała się w King Evelthon Beach Hotel and Resort. To właśnie tam pierwszego dnia wakacji niespełna trzyletni chłopiec wypadł z okna.

We wtorek, 22 września, jego ojciec, 37-letni Joshua Foster przyznał się przed sądem okręgowym w Pafos do spowodowania śmierci w wyniku lekkomyślnego lub niedbałego działania. W swoich zeznaniach utrzymywał, że posadził syna na parapecie w korytarzu prowadzącym do windy, nie zdając sobie sprawy, że okno jest otwarte. Dziecko spadło z czwartego piętra, z wysokości około 10 metrów. Ojca aresztowano tego samego wieczoru.

BBC przypomina jednak, że podczas lipcowego posiedzenia sądu przedstawiono inną wersję wydarzeń. Według niej chłopiec miał wypaść z okna w chwili, gdy ojciec trzymał go w pasie i kołysał na boki.

Prawnik o "chwili nieuwagi"

Mężczyzna zdecydował przyznać się do winy, obawiając się serii rozpraw, co zmusiłoby go - jak pisze "The Guardian" - do wielokrotnego konfrontowania się z okolicznościami śmierci syna.

- Była to chwila nieuwagi, pozbawiona jakiegokolwiek zamiaru wyrządzenia krzywdy, która jednak pociągnęła za sobą druzgocące i niewyobrażalne w skutkach konsekwencje - tłumaczył w BBC adwokat 37-latka, Alexandros Alexandrou.

W lipcu, po wpłaceniu kaucji w wysokości 30 tys. euro (około 131 tys. zł), Brytyjczyk otrzymał zgodę na opuszczenie Cypru, aby uczestniczyć w pogrzebie dziecka. Warunkiem było jednak zobowiązanie się do powrotu do Pafos i stawienia się przed sądem.

Adwokat rodziny zwrócił się do Prokuratora Generalnego Cypru o umorzenie postępowania, argumentując, że bliscy ponieśli już niewyobrażalną stratę. Sprawa wróci jednak na wokandę 5 października, a 37-latkowi grozi kara do czterech lat pozbawienia wolności. Prokuratorzy podkreślili, że choć mają świadomość ogromu tragedii, jaka dotknęła rodzinę, dalsze prowadzenie postępowania leży "w interesie społecznym".

Źródło: BBC, The Guardian
Czytaj także: